Pomoc zdalna
infrastruktura it

VMware zostać czy odejść po zmianie licencjonowania

Ten tekst jest dla firmy, która stoi przed wyborem VMware zostać czy odejść: ma ofertę odnowienia na biurku i dwa tygodnie na odpowiedź.

  • Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek
18 sierpnia 2026 24 min czytania
Serwerownia z wieloma szafami rak w których są serwery oraz dużo różnego rodzaju światełek

VMware zostać czy odejść - to pytanie warto rozstrzygać liczbami, nie przeczuciem. Przy VMware po zmianie licencjonowania warto zostać wtedy, gdy środowisko liczy co najmniej trzy hosty i ponad czterdzieści maszyn, ma aplikację certyfikowaną przez jej producenta na vSphere albo umowę wymagającą wsparcia z zapisanym czasem reakcji. Przy dwóch hostach i kilkunastu maszynach rachunek za odnowienie zwykle przegrywa z kosztem odejścia. Decyduje liczba hostów i rdzeni, nie liczba stanowisk.

Oferta odnowienia leży na biurku, termin odpowiedzi mija za dwa tygodnie i nikt w firmie nie umie powiedzieć, co się stanie po jej odrzuceniu. Pokazujemy, co dokładnie znika w dniu wyłączenia vSphere, co wchodzi na to miejsce i po czym poznać, że pozostanie kosztuje mniej niż odejście. Każdy próg, który tu podajemy, ma dopisane, skąd się bierze, bo liczba bez uzasadnienia jest wróżbą, a nie kryterium.

Umowa leżąca na biurku oraz osoba która trzyma długopis i czeka na podpisanie jejźródło: magnific.com

Co się zmieniło w rachunku za odnowienie i ile kosztuje zwlekanie

Rachunek za VMware po zmianie licencjonowania rośnie z trzech niezależnych powodów, odkąd VMware należy do Broadcomu, i tylko pierwszy jest tym, o którym mówi się na korytarzu.

Pierwsza warstwa to przejście z licencji wieczystej na subskrypcję. Różnica jest taka jak między kupieniem samochodu dostawczego a wzięciem go w najem. Kupiony stoi na podwórku i jeździ także w roku, w którym nie ma pieniędzy na przegląd. Wynajęty jeździ dokładnie tak długo, jak długo płacicie ratę, a w dniu jej wstrzymania wraca do wynajmującego. Dla księgowości to inna pozycja, dla zarządu inna rozmowa, a dla Was inny sposób planowania wydatków na trzy lata w przód.

Druga warstwa to sposób liczenia i tu potrzebne jest jedno słowo. Rdzeń to jeden robotnik w środku procesora. Dwadzieścia lat temu procesor był jednym człowiekiem, dziś jest brygadą, a serwer bywa brygadą liczącą kilkadziesiąt osób. Rozliczenie przeniosło się z liczby procesorów na liczbę tych robotników, więc mocniejszy serwer stał się z dnia na dzień droższy w utrzymaniu, choć kosztował tyle samo przy zakupie.

Do tego dochodzi minimum i to jest miejsce, w którym oferta zaskakuje najczęściej. Producent liczy co najmniej 16 rdzeni na każdy procesor w serwerze, nawet jeśli procesor ma ich mniej. Zachowuje się to jak firma kurierska, która wystawia rachunek za pełną paletę niezależnie od tego, czy wysyłacie na niej dziesięć kartonów, czy jeden. Serwer z procesorem ośmiordzeniowym płaci więc jak za szesnastordzeniowy, a dwa słabe hosty potrafią kosztować więcej niż jeden mocny.

Trzecia warstwa to pakietowanie i dotknęła ona małych firm najmocniej ze wszystkich. Przez lata istniał zestaw przeznaczony wprost dla małych środowisk, ograniczony do trzech serwerów, i to on był tanim wejściem w porządną wirtualizację. Ten zestaw zniknął z oferty, a funkcje, które wcześniej kupowało się osobno, weszły w skład dużych pakietów. Firma, która potrzebowała trzech rzeczy, dostaje dziś ofertę na zestaw zawierający dziesięć, i tak powstaje różnica, której nie tłumaczy ani inflacja, ani kurs waluty.

Sam rachunek to jedno. Drugie to koszt tego, że nikt nie podejmuje decyzji.

Firma, która zaczyna liczyć na trzy tygodnie przed wygaśnięciem, ma do wyboru podpisanie tego, co przyszło, albo świadome wejście w środowisko bez wsparcia. Trzeciej możliwości nie ma, bo żadna zmiana platformy nie zmieści się w trzech tygodniach. Partner po drugiej stronie widzi ten sam kalendarz i wie o nim dokładnie tyle samo, co Wy.

Zwlekanie zamienia decyzję biznesową w decyzję kalendarzową, a kalendarz nie negocjuje.

Koszt braku decyzji da się policzyć u siebie w kwadrans i nie potrzeba do tego żadnej cudzej statystyki.

Rachunek na kartce: ile kosztuje u Was jeden dzień przestoju

Weźcie roczny obrót, podzielcie przez liczbę dni roboczych i pomnóżcie przez liczbę dni, przez które firma pracowałaby bez systemu magazynowego albo bez księgowości. Wynik porównajcie z rocznym kosztem wsparcia.

U większości firm na 5 do 50 stanowisk jeden dzień przestoju kosztuje więcej niż kwartał subskrypcji, a to jest cała rozmowa o tym, po co się za nią płaci.

Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?

Trafia to w mniejsze firmy podwójnie i drugi cios jest cichszy niż pierwszy. Duża organizacja ma dział zakupów, umowę ramową i kogoś, kto pilnuje dat, więc podwyżkę widzi rok wcześniej i ma z kim o niej rozmawiać. Firma na dwadzieścia osób dostaje ofertę odnowienia mailem od partnera i ma na nią tyle uwagi, ile zostanie po bieżącej pracy. Ta sama zmiana cennika trafia więc raz w budżet, a drugi raz w kalendarz.

Środowisko bez ważnej subskrypcji nie gaśnie i to jest najbardziej mylące w całej sprawie. Producent zapisał to wprost : hosty i maszyny pracują dalej, nie ma żadnego mechanizmu, który by je wyłączył, migracja maszyn i migawki działają jak wcześniej. Znikają cztery rzeczy naraz, w tym dwie, o których firmy nie wiedzą:

  1. dostęp do poprawek i aktualizacji bezpieczeństwa na portalu producenta,
  2. prawo do zgłoszenia awarii,
  3. możliwość podniesienia środowiska do nowszej wersji,
  4. możliwość dołożenia nowego serwera do istniejącego środowiska.

Punkt czwarty jest tym, który zaskakuje najbardziej, bo zamienia decyzję licencyjną w blokadę rozwoju. Firma bez subskrypcji nie tylko nie dostaje łatek, ale też nie dołoży hosta w miesiącu, w którym zabraknie jej mocy, i dowiaduje się o tym w dniu, w którym serwer stoi już rozpakowany w szafie.

Co znika z firmy w dniu wyłączenia vSphere

Cztery rzeczy, i żadna z nich nie jest funkcją z listy na stronie producenta.

Dojrzałość narzędzi, których używacie raz na kwartał. Codzienna praca to uruchomienie maszyny, przydzielenie pamięci i pilnowanie miejsca, a to potrafi każda platforma. Różnica siedzi w rzeczach rzadkich: rozłożeniu obciążenia między hostami bez udziału człowieka, przeniesieniu działającej maszyny razem z pamięcią przy wymianie serwera, podniesieniu maszyn na drugim hoście po awarii pierwszego, aktualizacji całego klastra bez okna serwisowego. Te mechanizmy w vSphere są dopracowane latami i zachowują się przewidywalnie w sytuacjach nietypowych. Odpowiedniki istnieją gdzie indziej, tylko trzeba je złożyć i przetestować samodzielnie, a testuje się je najczęściej w dniu awarii.

Wiedza ludzi, którzy to obsługują. Administrator z pięcioletnim stażem przy vSphere wie, gdzie kliknąć, zanim pomyśli, i rozpoznaje typowy problem po objawie. Po zmianie platformy ta sama osoba przez kilka miesięcy pracuje wolniej i ostrożniej.

Koszt tej zmiany jest realny, tylko nie widać go na fakturze.

Widać go w tym, że rzeczy trwają dłużej. Zgłoszenie, które wcześniej zamykało się w kwadrans, zajmuje pół dnia, bo ktoś czyta dokumentację zamiast działać. Firma bez informatyka na etacie płaci ten koszt w roboczogodzinach zewnętrznego wsparcia, więc widzi go na rachunku z opóźnieniem jednego kwartału.

Wsparcie producenta z numerem zgłoszenia. Aktywna subskrypcja to prawo do tego, żeby przy poważnej awarii odpowiadał ktoś, kto zna kod. Do tego dochodzi baza wiedzy z opisami błędów, która przy szukaniu po komunikacie oszczędza godziny. Środowisko oparte na społeczności ma inną drogę do odpowiedzi i bywa ona szybsza, ale nikt jej Wam nie gwarantuje w umowie. Jeśli macie zapisane czasy reakcji wobec własnych klientów, to jest ta pozycja, której nie da się przenieść.

Zgodność z oprogramowaniem, którego nie piszecie. To jest punkt, który najczęściej rozstrzyga całą sprawę i najrzadziej pojawia się w zestawieniach. System medyczny w przychodni, oprogramowanie produkcyjne przy maszynie, branżowy ERP i sterownik macierzy dyskowej mają listę wspieranych platform, a jej autorem jest producent tego oprogramowania, nie Wy. Uruchomienie na innej platformie zwykle się udaje. Odpowiedź na zgłoszenie awarii brzmi wtedy „środowisko nieobsługiwane” i kończy rozmowę.

Sprawdzenie tego punktu zajmuje jeden dzień i polega na wysłaniu maila do czterech producentów. Zróbcie to przed liczeniem czegokolwiek.

Warstwa wirtualizacji jest zresztą tylko jedną z kilku, które muszą się zgadzać. Co jeszcze patrzy na środowisko z zewnątrz i przestaje je widzieć po zmianie, opisaliśmy przy monitoringu infrastruktury .

Co realnie zyskujecie, gdy odchodzicie od VMware

Trzy rzeczy, wypisane uczciwie, bo bez nich decyzja jest jednostronna.

  1. Przewidywalny koszt w rękach, na które macie wpływ. Odchodząc od subskrypcji producenta, przenosicie wydatek z pozycji, której nie negocjujecie, na pozycje, które kontrolujecie: sprzęt, umowę utrzymaniową i własne kompetencje. Rachunek nie znika, zmienia adresata.
  2. Koniec z rozliczeniem za rdzenie. Skoro płacicie za utrzymanie, a nie za moc, wymiana serwera na mocniejszy przestaje być decyzją licencyjną. Środowisko rozbudowuje się wtedy według potrzeb, a nie według progów w cenniku.
  3. Dostęp do warstwy pod spodem. Otwarta platforma pozwala zajrzeć w konfigurację systemu i poprawić rzecz na miejscu, zamiast czekać na poprawkę producenta.
Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?

Jest też czwarta korzyść, o której mówi się rzadko, bo brzmi niepoważnie. Zmiana platformy wymusza inwentaryzację.

Firma, która przenosi maszyny po kolei, po raz pierwszy od lat ogląda każdą z nich i odkrywa, że cztery z nich nie są nikomu potrzebne, a jedna obsługuje proces, o którym nie ma ani jednej notatki. Przy okazji wychodzi, kto właściwie odpowiada za którą maszynę. Ten porządek zostaje na lata i sam w sobie bywa wart projektu. Osiągnąć go można też bez zmiany platformy, przez audyt infrastruktury , tylko wtedy nikt nie ma powodu, żeby go domknąć.

Czego nie zyskujecie: spokoju. Odejście przenosi odpowiedzialność za działanie platformy z producenta na Was i na Waszego dostawcę usług, więc pytanie „kto odbierze telefon o drugiej w nocy” pojawia się na nowo i wymaga odpowiedzi zapisanej w umowie.

VMware zostać czy odejść: kiedy zostanie jest tańsze niż odejście

Werdykt stawia się na czterech liczbach i każdą z nich macie u siebie: liczba hostów, liczba rdzeni fizycznych w każdym z nich, liczba pracujących maszyn oraz data wygaśnięcia subskrypcji.

Do zostania wystarczy jeden warunek z drugiej kolumny. Do odejścia muszą zajść wszystkie z trzeciej. Ta nierówność nie jest sympatią do producenta, tylko skutkiem tego, że obie pomyłki kosztują inaczej. Błędne „zostajemy” kosztuje pieniądze i da się je odkręcić przy następnym odnowieniu, czyli za rok. Błędne „odchodzimy” kosztuje przestój, drugą migrację i zakup licencji od nowa, a odkręca się je przez dwa kwartały. Przy niesymetrycznych skutkach stawia się niesymetryczne progi.

Co sprawdzacie

Zostajecie, gdy

Odchodzicie, gdy

Skala środowiska

trzy hosty albo więcej i powyżej czterdziestu maszyn

dwa hosty, jedna lokalizacja, do dwudziestu maszyn

Certyfikacja aplikacji

choć jedna produkcyjna aplikacja ma certyfikację producenta wyłącznie na vSphere

żaden producent oprogramowania nie wymaga od Was vSphere na piśmie

Zobowiązania i przepisy

macie wobec własnych klientów zapisany czas reakcji albo podlegacie pod NIS 2 jako podmiot ważny

nie dotyczy

Sprzęt

nie dotyczy

stoi na liście zgodności platformy docelowej, sprawdzonej po numerach katalogowych, a nie po nazwie modelu

Kto poprowadzi platformę

nie dotyczy

ktoś, kto prowadzi platformę docelową na co dzień, ma z Wami podpisaną umowę utrzymaniową, a nie deklarację dobrej woli

Kalendarz

środowisko ma zniknąć w ciągu dwudziestu czterech miesięcy, bo planujecie przeprowadzkę do chmury albo wymianę systemu

do wygaśnięcia subskrypcji zostało co najmniej sto dwadzieścia dni

Skąd biorą się te progi

Skąd te dwie liczby, bo bez tego są wróżeniem. Trzy hosty to moment, od którego okno serwisowe przestaje być wykonalne ręcznie. Przy dwóch serwerach aktualizację robi się w jeden wieczór: przenosicie maszyny na drugi, łatacie pierwszy, wracacie. Od trzech w górę kolejność przenoszenia przestaje być oczywista, bo maszyny nie mieszczą się byle gdzie, i albo ktoś układa ją co miesiąc w arkuszu, albo robi to za niego mechanizm z vSphere. Właśnie za ten mechanizm płacicie i przy dwóch hostach kupujecie go bez powodu.

Czterdzieści maszyn to z kolei próg po stronie kosztu odejścia, a nie kosztu pozostania. Każda przenoszona maszyna to jedno okno serwisowe, jeden test i jedna rozmowa z osobą, która z niej korzysta, i ta praca rośnie wprost proporcjonalnie do liczby maszyn. Do dwudziestu maszyn migracja mieści się w kilku wieczorach i jest projektem na tygodnie. Powyżej czterdziestu zamienia się w projekt na kwartały, a wtedy koszt samego przeniesienia zaczyna przewyższać trzy lata subskrypcji, którą chcieliście oszczędzić. Między dwudziestoma a czterdziestoma maszynami żadna z tych sił nie wygrywa i dlatego w tabeli nie ma tam werdyktu, tylko rachunek.

Certyfikacja wyłącznie na vSphere jest sama w sobie wystarczającym powodem i nie potrzebuje wsparcia arytmetyki, ponieważ nie zmienia kwoty, tylko zmienia to, kto odpowiada za dzień awarii. Zapisany czas reakcji i NIS 2 działają podobnie: wsparcie producenta z umową jest wtedy częścią Waszego łańcucha odpowiedzialności, a nie wygodą. Środowisko z zapisaną datą końca zostaje z prostszego powodu, bo migracja platformy po drodze do chmury albo do wymiany systemu to dwa projekty zamiast jednego.

Ostatni próg z tabeli, sto dwadzieścia dni, wychodzi z sumowania rzeczy, których nie da się przyspieszyć. Trzy tygodnie zajmują pisemne odpowiedzi od producentów Waszego oprogramowania, dwa tygodnie dwie oferty od partnerów, tydzień decyzja zarządu, a resztę czasu zajmuje zamówienie i aktywacja. Poniżej tej liczby nie prowadzicie już procesu, tylko reagujecie na datę.

Gdy żaden próg nie rozstrzyga

Zostaje przedział pomiędzy tymi zestawami, czyli trzy hosty i od dwudziestu do czterdziestu maszyn, gdzie żaden warunek nie rozstrzyga sam z siebie.

Wtedy liczy się to samo, co zawsze, tylko dokładniej: pełny koszt na trzydzieści sześć miesięcy po obu stronach.

Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?

  • Pozostanie: subskrypcja razy trzy plus utrzymanie.
  • Odejście: jednorazowa migracja, okres, w którym płacicie za obie platformy naraz, przepisanie kopii, monitoringu i skryptów oraz utrzymanie na nowej platformie razy trzy.

Nasza reguła rozstrzygająca jest jedna i jest niewygodna dla sprzedających migracje.

Jeśli trzyletnia oszczędność nie przewyższa kosztu samej migracji o co najmniej połowę, zostajecie.

Ta połowa nie jest okrągłą liczbą wziętą dla efektu, tylko marginesem na rozjazd kosztorysu. Migracja środowiska wirtualizacji ma tę własność, że pozycje pomijane w wycenie są zawsze te same i zawsze idą w jedną stronę. To zwykle maszyna, o której nikt nie pamiętał, integracja, którą trzeba przepisać, albo dwa dodatkowe tygodnie płacenia za obie platformy naraz.

Jeżeli policzona oszczędność równa się kosztowi migracji, wystarczy jedna taka pozycja, żeby cały projekt wyszedł na zero, a wtedy firma przez pół roku wywracała produkcję za darmo. Margines połowy kupuje odporność na jedną pomyłkę w kosztorysie, a nie na dziesięć. Trzymamy się go także wtedy, gdy odpowiedź brzmi „zostańcie” i oznacza dla nas mniejsze zlecenie.

Komu nie polecamy odejścia w żadnym układzie: firmie, w której całe środowisko obsługuje jedna osoba i nie ma umowy z dostawcą zewnętrznym. Zmiana platformy przenosi wtedy ryzyko na jednego człowieka i jego urlop.

Jak prowadzimy odnowienie krok po kroku i kiedy trzeba zacząć

Kalendarz liczymy wstecz od daty wygaśnięcia, bo to jedyna data w tym projekcie, której nie da się przesunąć.

  1. Sto dwadzieścia dni przed wygaśnięciem: inwentarz. Spisujemy hosty, rdzenie fizyczne, wersje, maszyny wraz z tym, kto ich używa, i wszystko, co rozmawia ze środowiskiem przez interfejs programistyczny. Lista z panelu i lista z pamięci administratora różnią się zawsze.
  2. Sto dziesięć dni: pytanie do producentów Waszego oprogramowania. Wysyłamy krótkie pismo z jednym pytaniem: czy wspieracie ten system na platformie innej niż vSphere, i prosimy o odpowiedź na piśmie. Odpowiedzi potrafią wracać przez trzy tygodnie, więc to jest najwcześniejszy krok, jaki da się zrobić poza własną serwerownią.
  3. Dziewięćdziesiąt dni: rachunek na trzydzieści sześć miesięcy. Obie kolumny, pełne pozycje, jedna data ważności wyceny.
  4. Siedemdziesiąt pięć dni: konsolidacja przed zamówieniem. Skoro płaci się za rdzenie, liczba hostów przestaje być obojętna. Zebranie maszyn na mniejszej liczbie mocniejszych węzłów potrafi zmienić rachunek bardziej niż negocjacja rabatu, a robi się to raz, przed złożeniem zamówienia, nie po nim.
  5. Sześćdziesiąt dni: dwie oferty i pytania kontraktowe. Odnowienie kupujecie przez partnera, więc dwie oferty na to samo zamówienie są normą, a nie brakiem zaufania. Lista pytań stoi w sekcji o kosztach.
  6. Czterdzieści pięć dni: decyzja i zamówienie albo pilot. Zostajecie: składacie zamówienie z zapisanym okresem i potwierdzonym poziomem wsparcia. Odchodzicie: uruchamiacie pilot na jednej maszynie nieprodukcyjnej i dopiero jego wynik uruchamia resztę.
  7. Dzień zero: potwierdzenie. Aktywna subskrypcja widoczna w panelu producenta, poprawki wracają, zgłoszenie testowe przechodzi. Bez tego kroku dowiecie się o luce przy pierwszej awarii.

Kroki od pierwszego do trzeciego wykonuje się raz i zostają na następne lata. Rok później schodzi z nich sama aktualizacja.

Podział pracy jest przy tym prosty i warto go ustalić na starcie. Inwentarz, rachunek i pytania kontraktowe robimy my, bo to jest robota do wykonania raz i wymaga znajomości tego, jak czyta się takie oferty. Odpowiedź na pytanie o wspierane platformy musi wyjść od Was, ponieważ producent oprogramowania rozmawia z właścicielem licencji, a nie z jego serwisem. Decyzję podejmuje zarząd, my dostarczamy do niej liczby i piszemy, czego w nich nie ma.

Jeśli decyzja brzmi „odchodzimy”, ten sam kalendarz przesuwa się o kwartał w przód, bo migracja środowiska to tygodnie, a nie dni. Etapy po naszej stronie zebraliśmy wtedy na stronie przeniesienia maszyn z VMware , a to, co dzieje się z hostami po odbiorze, opisuje utrzymanie platformy wirtualizacji .

Czym zastąpić vSphere i po czym poznać, że to nie jest wybór dla Was

Alternatyw wymienia się zwykle sześć. Dla firmy na 5 do 50 stanowisk realne są dwie, a reszta odpada na jednym konkretnym pytaniu.

Kierunek

Wchodzi w grę, gdy

Odpada, gdy

Proxmox VE

najczęstszy kierunek odejścia i jedyny, który u tej wielkości środowiska wygrywa na rachunku bez naciągania założeń

nikt po Waszej stronie nie zna Linuksa i nie macie umowy z kimś, kto go zna

Hyper-V

prawie wszystkie serwery pracują na Windows Server, a licencje na system i tak są kupione, więc warstwa wirtualizacji nie dokłada osobnej opłaty

maszyny linuksowe stanowią u Was połowę środowiska albo zarządzanie wymagałoby dokupienia osobnego zestawu narzędzi, bo wtedy oszczędność wraca do punktu wyjścia

XCP i Xen Orchestra

jest najbliższy vSphere sposobem obsługi, więc administrator odnajduje się szybko

patrzycie na rynek pracy: w Polsce trudno znaleźć kogoś, kto to prowadził, więc przy zmianie dostawcy zostajecie z platformą, której nikt nie chce przejąć

Nutanix i pozostali dostawcy platform zintegrowanych

środowisko jest o rząd wielkości większe niż opisywane tutaj, bo produkt jest dobry, tylko wyceniany dla takiej skali

firma ma 5 do 50 stanowisk. Odradzamy bez wyjątku, mimo że to właśnie ci dostawcy zabiegają dziś o klientów VMware najmocniej ze wszystkich, a ich oferta wygląda przy odnowieniu najkorzystniej z całej stawki

Chmura publiczna

i tak wymieniacie aplikację

szukacie zamiennika hipernadzorcy, bo serwer pracujący całą dobę jest w chmurze najdroższym możliwym sposobem uruchomienia serwera, a przeniesienie maszyn bez ich przebudowania rzadko wychodzi taniej

Zestawienie funkcji Proxmoksa i vSphere punkt po punkcie prowadzimy na osobnej stronie porównania obu platform , żeby nie powtarzać go tutaj. Co przenosimy do chmury i czego tam nie stawiamy, opisuje migracja do chmury .

Jest jeszcze szósta droga, którą pomija się w zestawieniach, bo nie ma jej kto sprzedawać.

Zostać przy VMware w mniejszym zakresie. Konsolidacja maszyn na mniejszej liczbie hostów, rezygnacja z funkcji, których nikt nie włączył przez trzy lata, i wyłączenie maszyn martwych potrafią ściągnąć rachunek za odnowienie bez zmiany platformy i bez jednego dnia przestoju. To jest pierwsza rzecz, którą liczymy, i ostatnia, o której klient słyszy od kogokolwiek innego.

Kryteria wyboru, w kolejności ważności, bo pierwsze trzy przewracają całą resztę:

  1. Kto to będzie administrował za dwa lata i czy jest to zapisane w umowie.
  2. Czy któryś producent oprogramowania wymaga vSphere na piśmie.
  3. Czy Wasze narzędzie kopii zapasowych obsługuje platformę docelową z odtwarzaniem pojedynczych plików, a nie tylko całej maszyny.
  4. Czy sprzęt jest na liście zgodności, sprawdzonej po numerach katalogowych.
  5. Co stanie się z monitoringiem, skryptami i integracjami wpiętymi w interfejs programistyczny obecnej platformy.
  6. Ile kosztuje powrót, gdyby wybór okazał się zły.
Rozwidlenie dróg oraz znak który mówi o tym w którą stronę iśćźródło: magnific.com

VMware zostać czy odejść - werdykt bez owijania, w trzech zdaniach. Zostajecie przy VMware, gdy zachodzi którykolwiek warunek z tabeli progów wyżej. Przechodzicie na Hyper-V, jeżeli maszyny wirtualne to u Was w większości Windows, bo licencję serwera i tak kupujecie, a hipernadzorca jest w niej zawarty i nie dokłada osobnej opłaty. Przechodzicie na Proxmox VE w każdym innym przypadku, w którym warunki z trzeciej kolumny zachodzą w komplecie.

O wyborze między dwoma kierunkami odejścia rozstrzyga więc zawartość maszyn, a nie cena hipernadzorcy, i to jest sedno, które ginie w porównaniach funkcji. Pozostałe kierunki z tabeli mają zastosowanie w środowiskach, których ten tekst nie opisuje.

Kopie zapasowe zasługują tu na osobne zdanie, bo bywają odkrywane na końcu. Zmiana platformy oznacza sprawdzenie, czy Wasze narzędzie umie z niej odtworzyć pojedynczy plik i czy licencja obejmuje nową platformę. Jak to wygląda przy najczęstszym u nas narzędziu, opisuje strona Veeam Backup . Pozostałe warstwy kopii, od dysku po drugą lokalizację, zebrane są w katalogu usług backupowych .

Ile kosztuje odnowienie i gdzie w umowie siedzą pułapki

Kwot producenta nie ma w tym tekście ani jednej i jest to decyzja, a nie przeoczenie. Model rozliczeń zmienił się niedawno, zmienia się dalej, a cennik w Polsce zależy od partnera, wolumenu i kursu waluty. Liczba wpisana tu dzisiaj byłaby nieprawdziwa w kwartale, w którym ktoś ją przeczyta, a nieaktualna kwota szkodzi bardziej niż jej brak.

Trzy rzeczy są natomiast potwierdzone w dokumentach producenta i można je przyjąć za pewne przy czytaniu oferty. Rozliczenie idzie za rdzeń, minimum wynosi 16 rdzeni na każdy procesor w serwerze, a sprzedaż odbywa się wyłącznie w subskrypcji, bo licencji wieczystych producent już nie sprzedaje.

Co da się powiedzieć bez cennika, to gdzie oferta zwykle wygląda inaczej, niż się ją czyta.

Minimum liczy się od procesora, nie od Waszej potrzeby. Płacicie za 16 rdzeni na procesor także wtedy, gdy pracuje ich osiem. Serwer z mniejszym procesorem nie daje więc oszczędności, a dwa słabe hosty potrafią kosztować więcej niż jeden mocny. Zanim zaczniecie negocjować rabat, policzcie, ile rdzeni płacicie za powietrze: to jest zwykle większa pozycja niż cokolwiek, co uda się wynegocjować.

Okres subskrypcji jest pozycją negocjowalną i jednocześnie pułapką. Dłuższy okres bywa tańszy w przeliczeniu na rok i zamraża cenę, tylko odbiera Wam prawo do odejścia w tym czasie. Krótszy zostawia swobodę i wystawia na podwyżkę przy kolejnym odnowieniu. Wybór zależy od tego, czy w tym oknie planujecie zmianę czegokolwiek: systemu, siedziby, właściciela firmy.

Rabat pierwszego roku bywa rabatem tylko pierwszego roku. Warto zapytać wprost o cenę w drugim i trzecim roku okresu, na piśmie, i porównywać oferty sumą z trzech lat, nie kwotą z pierwszej faktury.

Poziom wsparcia to osobna pozycja. Czas reakcji w nocy i w weekend, liczba zgłoszeń w roku i to, czy zgłoszenie przyjmuje producent, czy partner, są zapisane w różnych miejscach oferty. Awaria w sobotę trafia w inny zapis niż awaria we wtorek i to jest ten fragment umowy, który poznajecie w najgorszym momencie.

Waluta. Cennik prowadzony w walucie obcej, przeliczany na złote w dniu faktury, oznacza, że budżet uchwalony w listopadzie nie zgadza się z fakturą z marca. Przy okresie trzyletnim ta różnica bywa większa niż negocjowany rabat. Zapytajcie partnera, w jakiej walucie jest zamówienie i którego dnia liczy się kurs.

Data wygaśnięcia i tak zwana koterminacja. Firmy, które dokupywały licencje przez lata, mają kilka różnych dat odnowienia i płacą kilka razy w roku, za każdym razem tracąc pozycję negocjacyjną. Zebranie wszystkiego na jedną datę jest jednorazową operacją i zwykle opłaca się już przy drugim odnowieniu.

Osiem pytań do partnera, wysłanych mailem, bo odpowiedź ma być na piśmie:

  1. Jaka jest cena w każdym roku okresu, osobno.
  2. Ile rdzeni obejmuje zamówienie i jak policzone jest minimum.
  3. Co dokładnie zawiera pakiet i które z tych funkcji mamy dziś włączone.
  4. Jaki jest czas reakcji w nocy i w weekend oraz kto odbiera zgłoszenie.
  5. W jakiej walucie jest zamówienie i którego dnia liczony jest kurs.
  6. Co się dzieje z prawem do aktualizacji po zakończeniu okresu.
  7. Czy przy kolejnym odnowieniu obowiązuje jakakolwiek ochrona ceny.
  8. Czy da się zsynchronizować to zamówienie z pozostałymi datami odnowień w firmie.

Pytanie trzecie jest najtańszym sposobem na obniżenie rachunku, bo firmy płacą za funkcje, których nikt nigdy nie włączył. Sprawdzenie tego jest zwykłym audytem licencji oprogramowania i robi się je raz.

Nasze stawki wylicza z konfiguracji strona administracji serwerami . Przepisana tutaj zaczęłaby żyć własnym życiem obok cennika, więc zostaje tam, gdzie jest liczona.

Sześć błędów przy odnowieniu i czym każdy z nich się kończy

Podpisanie oferty bez inwentarza. Zamówienie powstaje wtedy na podstawie poprzedniego zamówienia, więc płacicie za hosty, które stoją wyłączone, i za maszyny, których nikt nie uruchamiał od dwóch lat. Nadpłata wraca co roku, bo kolejne odnowienie znowu powstanie z poprzedniego.

Policzenie licencji i nazwanie tego rachunkiem. Koszt odejścia to nie jest cena nowej platformy. To migracja, okres podwójnej płatności, przepisanie zadań kopii, monitoringu i skryptów, dostrojenie po przełączeniu oraz czas ludzi, którzy uczą się nowego narzędzia. Zestawienie bez tych pozycji zawsze wskazuje odejście i zawsze myli się o kwartał albo dwa.

Rozpoczęcie tematu na trzy tygodnie przed wygaśnięciem. Zostaje wtedy podpisanie tego, co przyszło, albo świadome wejście w dziurę we wsparciu. Rabat przestaje być tematem rozmowy, bo partner też widzi kalendarz.

Zostawienie środowiska bez subskrypcji „na chwilę”. Nic się nie psuje, i to jest właśnie problem. Miesiące mijają, poprawki nie wchodzą, a przy kontroli, audycie ubezpieczyciela albo obowiązkach z NIS 2 macie na papierze nieaktualizowane oprogramowanie utrzymujące całą produkcję. Powrót do wsparcia po dłuższej przerwie bywa droższy niż ciągłość, o którą chodziło.

Migracja bez pisemnego pytania do producenta aplikacji. Konsekwencja nie pojawia się w dniu przełączenia, tylko przy pierwszej poważnej awarii, gdy zgłoszenie wraca z adnotacją o nieobsługiwanym środowisku. Firma zostaje wtedy sama z systemem, od którego zależy sprzedaż albo produkcja.

Oddanie produkcji, zanim ktokolwiek odtworzył z kopii cokolwiek. Zadania kończą się sukcesem, raporty są zielone, a pierwsze prawdziwe odtworzenie odbywa się w dniu awarii. Dlaczego warstwa odcięta od sieci zmienia tu wynik, opisaliśmy przy taśmach LTO .

Dochodzi do tego błąd, który nie dotyczy odnowienia, tylko tego, co zostaje po nim. Konsola zarządzania środowiskiem wystawiona do internetu bez drugiego składnika uwierzytelniania jest jednym kliknięciem od wyłączenia wszystkich maszyn firmy. Powód, dla którego samo hasło już nie wystarcza, opisaliśmy przy drugim składniku logowania .

Czego w VMware nie lubimy

Dwóch rzeczy, i obie kosztują czas, a nie pieniądze.

Pierwsza to osobna maszyna zarządzająca. Aktualizacja samego vCenter bywa projektem na własne okno serwisowe, z kolejnością kroków, kontrolą zgodności wersji i planem cofnięcia, a przez ten czas administrator nie ma wygodnego widoku na klaster. Rzecz, która ma pomagać w zarządzaniu, jest jednocześnie kolejnym systemem do utrzymania.

Druga to rozliczenie za rdzenie z minimum liczonym od procesora. Karze ono małe środowiska za to, że są małe: firma z jednym niewielkim serwerem płaci tak, jakby miała większy, i nie ma sposobu, żeby to obejść uczciwą konfiguracją.

Co dostajecie, gdy prowadzimy odnowienie za Was

Zakres jest ten sam niezależnie od tego, czy decyzja skończy się pozostaniem, czy odejściem, bo płacicie za decyzję, a nie za jej wynik.

  • inwentarz środowiska: hosty, rdzenie fizyczne, wersje, maszyny i ich właściciele biznesowi
  • lista maszyn martwych i lista funkcji, za które płacicie, a które nie są włączone
  • pisemne zapytania do producentów Waszego oprogramowania o wspierane platformy, razem z odpowiedziami
  • rachunek na trzydzieści sześć miesięcy w dwóch kolumnach, z rozpisanymi pozycjami i datą ważności
  • propozycja konsolidacji, czyli ile hostów wystarczy po zebraniu maszyn
  • osiem pytań kontraktowych wysłanych do partnera i zestawienie odpowiedzi
  • rekomendacja z uzasadnieniem, w tym jawnie napisane, czego nie wiemy
  • plan odnowienia albo plan pilota, z datami liczonymi wstecz od wygaśnięcia
  • test zgłoszenia do wsparcia po aktywacji, żeby potwierdzić, że umowa działa
  • jedna data odnowienia dla wszystkich zamówień, jeśli dziś są rozrzucone

Najczęstsze pytania

Czy licencje, które kupiliśmy wcześniej na zawsze, przestały działać?

Nie przestały i producent zapisał to wprost: nie ma mechanizmu, który wyłączyłby hosty albo maszyny po wygaśnięciu wsparcia. Znika prawo do poprawek, do nowych wersji i do zgłoszenia awarii, a do tego dwie rzeczy operacyjne, o których mało kto wie: nie podniesiecie środowiska do nowszej wersji i nie dołożycie do niego nowego serwera. Środowisko bez wsparcia działa, tylko zostaje zamrożone w dniu, w którym umowa się skończyła.

Czy da się zostać przy VMware, nie płacąc za subskrypcję?

Da się i część firm tak robi, świadomie albo z przeoczenia. Cena jest odroczona: każda kolejna podatność zostaje w środowisku na stałe, a przy audycie, ubezpieczeniu i obowiązkach z NIS 2 macie na papierze produkcję na nieaktualizowanym oprogramowaniu. Traktujcie to jako stan przejściowy na kilka tygodni, nie jako model utrzymania.

Subskrypcja kończy się nam za miesiąc, zdążymy zmienić platformę?

Nie zdążycie i nie warto próbować. Miesiąc wystarczy na inwentarz, rachunek na trzy lata i negocjację, więc rozsądnym ruchem jest odnowienie na najkrótszy dostępny okres i podjęcie decyzji na spokojnie. Migracja zaplanowana pod presją daty kosztuje więcej niż rok subskrypcji.

Mamy dwa serwery, czy przy VMware po zmianie licencjonowania jest jeszcze sens zostawać?

Przy dwóch hostach i kilkunastu maszynach zwykle nie, o ile żaden producent Waszego oprogramowania nie wymaga vSphere na piśmie. Ten jeden warunek przewraca wynik niezależnie od arytmetyki, więc sprawdza się go najpierw. Drugim warunkiem jest umowa z kimś, kto poprowadzi platformę docelową.

Czy zmiana platformy oznacza wymianę serwerów?

Zwykle nie, bo ten sam sprzęt obsłuży inną platformę, o ile jest na jej liście zgodności. Sprawdza się to po numerach katalogowych kontrolera macierzy i kart sieciowych, a nie po nazwie modelu serwera. Wyjątkiem bywają maszyny na tyle stare, że i tak są przed wymianą, i wtedy dwie decyzje warto połączyć w jedną.

Co stanie się z naszymi kopiami zapasowymi po zmianie platformy?

Zadania kopii trzeba zbudować od nowa, a licencję narzędzia sprawdzić pod kątem nowej platformy. Kluczowe pytanie brzmi, czy da się odtworzyć pojedynczy plik, a nie tylko całą maszynę, bo w codziennej pracy odtwarza się głównie pliki. Pierwszy test odtworzenia na nowym środowisku wykonuje się przed przełączeniem produkcji, nie po nim.

Co zrobić dalej

Do rozmowy o tym, czy VMware zostać, czy odejść, wystarczy sama oferta odnowienia i dostęp do panelu na godzinę. Resztę liczb wyciągniemy stamtąd sami.

Prześlijcie nam ofertę odnowienia do sprawdzenia , a odsyłamy trzy rzeczy: rachunek na trzydzieści sześć miesięcy w dwóch kolumnach, listę pozycji, za które płacicie niepotrzebnie, oraz rekomendację z uzasadnieniem i z wypisanym wprost, czego nie wiemy. Jeśli wynik powie „zostańcie”, napiszemy to zdanie tak samo wyraźnie, jak napisalibyśmy odwrotne.

Robimy to zdalnie w całym kraju, a tam, gdzie potrzebne są oględziny szafy, przyjeżdżamy. Najbliżej jesteśmy w Lubuskiem, gdzie mamy biuro główne i skąd obsługujemy firmy w Gorzowie Wielkopolskim .

Czytaj dalej

Powiązane artykuły

Zestaw zmienia się codziennie, więc przy kolejnej wizycie zobaczysz inny wycinek bloga.

blog

Veeam Backup, mała firma: licencje, koszty i pułapki

Ten tekst jest dla firmy, która wie już, że z kopiami zapasowymi jest u niej źle, i sprawdza, czy Veeam to właściwa odpowiedź. Opisuję, jak działa licencjonowanie, w którym miejscu rachunek rośnie po podpisaniu umowy i kiedy tańsze narzędzie robi dokładnie to samo. Ten sam rachunek liczy się tak sam

Czytaj artykuł
Masz to samo u siebie?

Możemy się tym zająć

Krótka rozmowa wystarczy, żeby ocenić zakres prac i podać widełki kosztu. Bez zobowiązań.