Pomoc zdalna
  • tag
  • hyper-v
microsoft
Tag

#hyper-v

Hyper-V: rola Windows Server pozwalająca uruchomić na jednym serwerze kilka niezależnych maszyn wirtualnych, z licencjonowaniem liczonym od rdzeni hosta.

2 wpisy z tym tagiem

Hyper-V to hipernadzorca firmy Microsoft, czyli warstwa pozwalająca uruchomić na jednym fizycznym serwerze kilka niezależnych systemów operacyjnych naraz. Nie jest osobnym produktem do kupienia, tylko rolą Windows Server, którą włącza się w systemie już posiadanym.

Co robi hipernadzorca

Serwer fizyczny to hala magazynowa kupiona na własność. Wirtualizacja polega na postawieniu w niej ścianek działowych: z jednej hali robi się kilka niezależnych boksów, każdy z własnymi drzwiami, własnym zamkiem i własnym licznikiem, a najemca jednego boksu nie widzi, co leży w sąsiednim.

Hipernadzorca jest w tym porównaniu tym, co stawia i pilnuje ścianek. Rozdziela rdzenie procesora, pamięć operacyjną oraz przestrzeń dyskową między maszyny wirtualne i dba, żeby awaria albo przeciążenie jednej nie przenosiło się na resztę. Każda maszyna wirtualna widzi to, co przydzielono, i uważa, że jest samodzielnym komputerem.

Z tej konstrukcji biorą się dwie rzeczy, dla których w ogóle się wirtualizuje. Po pierwsze, jeden mocny serwer zastępuje kilka słabo wykorzystanych, bo obciążenie rzadko przychodzi na wszystkie naraz. Po drugie, maszyna wirtualna jest zestawem plików, więc wolno ją powielić, przestawić na inny host i podnieść z kopii bez odtwarzania sprzętu.

Za co się płaci

Tu leży najczęstsze nieporozumienie. Sam Hyper-V nie ma ceny, bo wchodzi w kupiony Windows Server. Płatne jest co innego: systemy uruchomione w maszynach gościnnych.

Wracając do porównania z halą, pozwolenie na postawienie ścianek dostaje się razem z halą, natomiast każdy boks, w którym stanie Windows, potrzebuje własnego pozwolenia na użytkowanie i to te pozwolenia robią cały rachunek.

Licencje Windows Server liczy się od rdzeni fizycznych hosta, a nie od liczby maszyn wirtualnych ani od rdzeni faktycznie używanych. Obowiązuje minimum: osiem rdzeni na każdy procesor i szesnaście na cały serwer, więc serwer z jednym procesorem czterordzeniowym płaci jak za szesnaście rdzeni. Licencje sprzedawane są w pakietach po dwa i po szesnaście rdzeni.

Na tym opiera się różnica między edycjami. Standard daje prawo do uruchomienia dwóch maszyn z Windows Server na tak zalicencjonowanym serwerze. Datacenter ten limit znosi. Powtórzenie kompletu licencji na ten sam serwer podnosi limit o kolejne dwie maszyny, czyli kupuje się drugie pozwolenie na tę samą halę.

Do tego dochodzi pozycja pomijana w kalkulacjach: licencje dostępowe dla ludzi i urządzeń korzystających z serwera. Nie zależą one od wirtualizacji, ale trafiają na ten sam rachunek.

Czym Hyper-V różni się od innych platform

Wirtualizację sprzedaje się zwykle jako osobny produkt z własną licencją i własnym wsparciem. Hyper-V jest wyjątkiem, bo koszt platformy jest tu ukryty w koszcie systemu, który firma i tak kupuje pod inne zastosowania.

Konsekwencja jest praktyczna. Na serwerze z opłaconym Windows Server dołożenie drugiej platformy wirtualizacji oznacza płacenie po raz drugi za możliwość, która już jest opłacona, i utrzymywanie dwóch niezależnych światów, z osobnymi aktualizacjami i osobną wiedzą.

Na co uważać

Punkt, w którym Datacenter zaczyna się opłacać, jest wynikiem arytmetyki, nie zasadą. Liczy się go, porównując cenę pakietów Standard powtarzanych tyle razy, ile potrzeba na planowaną liczbę maszyn, z ceną Datacenter dla tej samej liczby rdzeni. Jedna rzecz przesuwa ten punkt zawsze w tę samą stronę: wspólna przestrzeń dyskowa zbudowana z dysków w serwerach wymaga edycji Datacenter, więc jeśli jest w planach, decyzja zapada bez liczenia.

Istnieje jeszcze trzecia droga, rzadko wspominana przy małych wdrożeniach: zamiast licencjonować wszystkie rdzenie hosta, wolno licencjonować rdzenie wirtualne przypisane do samych maszyn, z minimum ośmiu licencji rdzeniowych na maszynę. Wariant ten przysługuje wyłącznie przy zakupie w subskrypcji albo przy aktywnym pakiecie serwisowym, a nie przy zwykłym zakupie wieczystym.

Osobno warto pilnować kopii zapasowych. Maszyna wirtualna jest plikiem, więc łatwo uwierzyć, że skopiowanie pliku wystarczy. Kopia zrobiona w trakcie pracy maszyny bez uzgodnienia z systemem w środku potrafi zawierać bazę danych w stanie, z którego nie da się jej uruchomić.

Kiedy Hyper-V nie jest odpowiedzią

Środowisko zbudowane w całości na systemach spoza rodziny Windows nie ma powodu, żeby kupować Windows Server dla samego hipernadzorcy. Podobnie wygląda to przy jednej maszynie: wirtualizowanie pojedynczego systemu na pojedynczym serwerze dokłada warstwę do utrzymania i nie daje nic w zamian, poza łatwiejszym przenoszeniem. Przy wymaganiach na nieprzerwaną pracę, gdzie awaria hosta nie może zatrzymać usługi, rozmowa przestaje dotyczyć samego hipernadzorcy, a zaczyna klastra i wspólnego magazynu danych, czyli innego rzędu kosztów.

Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?