Za co już zapłaciliście, a za co dopłacicie
Hyper-V jest rolą Windows Server, więc firma z licencją serwera ma hipernadzorcę bez dopłaty. Płatne zostają systemy w maszynach gościnnych: edycja Standard daje prawo do dwóch maszyn z Windows na w pełni zalicencjonowanym serwerze, Datacenter ten limit znosi. O wysokości rachunku decyduje rozliczenie gości, a nie sam hipernadzorca.
Na serwerze stoi Windows, a handlowiec proponuje dołożyć do niego drugą platformę wirtualizacji. Rozstrzygamy trzy rzeczy: czy Hyper-V wystarczy do Waszego środowiska, ile kosztuje Hyper-V w licencjach maszyn gościnnych i w którym momencie sensowniej wybrać coś innego.
Jedno porównanie na wstępie, bo wraca w całym tekście. Serwer fizyczny to hala magazynowa, którą kupiliście na własność. Wirtualizacja to postawienie w niej ścianek działowych: z jednej hali robi się kilka niezależnych boksów, każdy z własnymi drzwiami, własnym zamkiem i własnym licznikiem, a najemca jednego boksu nie widzi, co leży w sąsiednim. Hyper-V jest w tym porównaniu prawem do postawienia tych ścianek i to prawo dostaliście razem z halą. Płatne zostaje co innego: każdy boks, w którym stanie Windows, potrzebuje własnego pozwolenia na użytkowanie, i to właśnie te pozwolenia robią cały rachunek.
Co firma traci, kupując drugą platformę wirtualizacji do opłaconego Windows Server
Zaczynamy od układu, który zastajemy najczęściej. Firma ma trzy serwery fizyczne: na jednym stoi kontroler domeny, na drugim serwer plików, na trzecim program handlowy, bo przy każdym zakupie tak było prościej. Trzy obudowy, trzy zasilacze, trzy komplety dysków i trzy osobne okna serwisowe. Na każdym z nich pracuje Windows Server, kupiony razem ze sprzętem.
Ta wirtualizacja jest już opłacona.
źródło: pexels.com Hyper-V nie jest osobnym produktem do kupienia, tylko rolą systemu, którą włącza się z listy ról albo jednym poleceniem. Nie ma odrębnej licencji na hipernadzorcę, nie ma subskrypcji liczonej za gniazdo procesora i nie ma drugiej daty odnowienia w kalendarzu. Firma, która kupiła Windows Server, kupiła razem z nim prawo do uruchomienia tej roli.
Rachunek za pozostanie przy trzech blaszakach płaci się w pięciu miejscach i żadne z nich nie jest teoretyczne.
- Awaria płyty głównej jednego serwera to odtwarzanie systemu na nowy, często inny sprzęt, czyli robota na godziny zamiast na minuty.
- Aktualizacja programu handlowego idzie bez siatki, bo nie ma migawki, do której da się wrócić przy nieudanym wdrożeniu.
- Środowiska testowego nie ma w ogóle, więc każdą zmianę sprawdza się na produkcji.
- Trzy razy prąd, trzy razy przegląd i trzy razy ta sama praca administracyjna.
- Zapas mocy leży w trzech miejscach naraz.
Ostatnia pozycja jest najdroższa i widać ją najsłabiej, bo płaci się ją raz na pięć lat, przy zakupie. Każdy z trzech serwerów musi mieć własny zapas na swoją aplikację, a tego zapasu nie da się pożyczyć sąsiadowi: to są trzy hale, każda z pustym kątem, którego nie wynajmiecie nikomu. Ten sam budżet wydany na jeden porządny serwer i drugi zapasowy kupuje środowisko, w którym pusty kąt jest jeden, wspólny, i w dodatku ratuje firmę w dniu, w którym padnie płyta główna.
Druga strona tego samego błędu kosztuje mniej huku i więcej pieniędzy.
Firmy, które już wirtualizują, potrafią kupić do tego osobną platformę i utrzymywać ją obok opłaconego systemu. Subskrypcja odnawia się co roku, ktoś musi ją znać, a maszyny gościnne i tak w większości pracują na Windowsie, więc licencje serwerowe kupuje się drugi raz, tym razem po to, żeby legalnie uruchomić je na cudzym hipernadzorcy. Bywa, że to dobra decyzja i niżej piszemy, kiedy. Częściej jest to jednak wynik tego, że nikt nie sprawdził, co firma ma już opłacone.
Bieżące utrzymanie maszyn, niezależnie od wybranej platformy, opisuje strona wirtualizacja serwerów .
Tomasz Kaczmarek
Mogę Ci jakoś pomóc?
Kiedy Hyper-V wystarczy, a kiedy odradzamy go wprost
Trzy warunki, przy których nie szukamy niczego innego i mówimy klientowi wprost, żeby nie płacił drugi raz:
- Maszyny gościnne to w większości Windows. Kontroler domeny, serwer plików, serwer wydruku, program handlowy, serwer terminali. Licencja, którą kupujecie na system gościa, w tym układzie i tak musi być kupiona, więc hipernadzorca bez opłaty jest czystym zyskiem.
- Jeden host albo dwa, do kilkunastu maszyn. Do takiego środowiska nie potrzeba rozbudowanej platformy, potrzeba porządnej kopii i sensownego okna serwisowego.
- Osoba, która to obsłuży, pracuje na Windowsie. Konsola zarządzania, PowerShell i te same zasady kont, które obowiązują w domenie, są dla niej codziennością, a nie nową dziedziną do nauczenia się w weekend.
Pięć sytuacji, w których odradzamy Hyper-V
Odradzamy w pięciu układach i każdy z nich widać przed wyceną.
Park gościnny stoi w większości na Linuksie. Hyper-V uruchomi takie maszyny i zrobi to poprawnie, tylko cała oszczędność znika: za system gościa nie płacicie Microsoftowi nic, więc licencja hosta przestaje być czymś, co i tak macie. W takim środowisku sensowniej postawić platformę zbudowaną wokół Linuksa i mieć narzędzia po tej samej stronie co maszyny.
Producent aplikacji wspiera wyłącznie VMware. Rzecz nie w tym, czy program się uruchomi, bo zwykle się uruchomi. Ryzykiem jest wsparcie, nie start. Liczy się zdanie, które usłyszycie przy zgłoszeniu awarii w środku sezonu.
Potrzebujecie wspólnego magazynu, a nie macie macierzy. Chodzi o sytuację, w której chcecie, żeby maszyny podnosiły się same na drugim serwerze po awarii pierwszego, a nie macie osobnej szafy z dyskami, którą oba serwery widzą. Zbudowanie takiej wspólnej przestrzeni z dysków leżących w samych serwerach jest w Hyper-V możliwe, tylko wymaga edycji Datacenter na każdym serwerze oraz sprzętu z listy zgodności producenta. Rachunek rośnie więc dokładnie tam, gdzie firma szukała oszczędności, i to jest najczęstszy powód, dla którego wycena Hyper-V wychodzi wyżej niż wycena Proxmoksa przy tej samej liczbie maszyn.
Maszyny gościnne mają być systemami biurkowymi. Wirtualne pulpity z Windowsem w wersji dla stacji roboczych to zupełnie inna licencja niż serwer i licencja Windows Server jej nie obejmuje. Firma, która postawi na Hyper-V dziesięć pulpitów dla księgowości i uzna sprawę za zamkniętą, płaci potem za prawo do tego, co już działa.
Nie ma nikogo, kto to poprowadzi. Platforma bez opiekuna psuje się cicho: kopie przestają się wykonywać, dysk hosta zapełniają punkty kontrolne, a wychodzi to przy pierwszej awarii.
Gdzie dokładnie kończy się Hyper-V bez dopłaty
Dwie granice przebiegają w innym miejscu, niż wygląda to z materiałów sprzedażowych, i obie warto znać zawczasu.
Pierwsza: wariant samego hipernadzorcy, wydawany bez pełnego systemu, przestał istnieć. Ostatnim wydaniem był Hyper-V Server 2019 i kolejnych Microsoft nie planuje. Wsparcie dla tego wydania kończy się w 2029 roku, więc sprzęt, na którym stoi, ma wpisaną datę, a zdanie „postawimy darmowy Hyper-V na goło” nie ma pokrycia w nowych wdrożeniach. Kto chce dziś Hyper-V, kupuje Windows Server.
Druga: oferta Microsoftu dla klastrów zbudowanych z serwerów z dyskami lokalnymi jest osobnym produktem, sprzedawanym w abonamencie liczonym za rdzeń. To już nie jest rola wliczona w kupiony system, tylko umowa z własną datą odnowienia, czyli dokładnie to, od czego firma uciekała, rezygnując z subskrypcji innej platformy. Dla firmy na 5 do 50 stanowisk odradzamy ją z tego jednego powodu, niezależnie od jej zalet technicznych.
Jak wdrażamy Hyper-V krok po kroku i ile to trwa
Kolejność poniżej jest naszą kolejnością roboczą i ma jedną cechę wartą uwagi: decyzja licencyjna zapada w kroku pierwszym, przed zakupem czegokolwiek. Zamiana edycji po fakcie oznacza kupowanie tego samego drugi raz.
- Spis maszyn i policzenie rdzeni. Wypisujemy, co ma zostać maszyną wirtualną, jaki system w niej stanie i ile rdzeni fizycznych ma mieć host. Z tych dwóch liczb wychodzi edycja i liczba pakietów licencji, a nie z tego, ile maszyn firma planuje uruchomić na starcie.
- Przygotowanie hosta. Rola wirtualizacji, oddzielna karta sieciowa do zarządzania, przełącznik wirtualny na osobnym łączu, dyski maszyn poza wolumenem systemowym. Ostatni punkt wygląda na drobiazg do czasu, gdy host przestaje się uruchamiać, bo maszyna zjadła miejsce na dysku systemowym.
- Zbudowanie maszyn. Nowe stawiamy w drugiej generacji, ze startem UEFI, pamięcią dynamiczną tam, gdzie system gościa to znosi, i sztywną tam, gdzie nie znosi (kontroler domeny i bazy danych mają swoje wymagania).
- Przeniesienie tego, co istnieje. Serwery fizyczne konwertujemy do maszyn, maszyny z innej platformy przejmujemy przez dysk, a to, co da się postawić od nowa i przenieść same dane, stawiamy od nowa. Trzecia droga bywa najszybsza, choć wygląda na najdłuższą.
- Kopie i test odtworzenia. Zadanie kopii, druga lokalizacja i odtworzenie jednej maszyny na sucho, zanim ktokolwiek powie „skończone”. Punkty kontrolne Hyper-V nie są kopią i nie zastępują tego kroku.
- Przekazanie. Konta imienne zamiast wspólnego hasła, monitoring hosta i zadań kopii, dokument z informacją, co uruchamiać w jakiej kolejności po zaniku zasilania.
Krok czwarty jest jedynym, którego czas trwania zależy od Was, a nie od nas: decyduje wielkość dysków i to, ile okien serwisowych firma jest w stanie oddać.
Tomasz Kaczmarek
Mogę Ci jakoś pomóc?
Hyper-V, Proxmox czy VMware: nasz werdykt dla firmy na 5 do 50 stanowisk
Werdykt stawiamy na początku, żeby nie trzeba było czytać całej sekcji.
Firmie na 5 do 50 stanowisk, w której co najmniej trzy czwarte maszyn wirtualnych ma stać na Windows Server, odradzamy kupowanie czegokolwiek innego. Próg trzech czwartych nie jest ozdobą, tylko punktem, w którym przestaje się opłacać dokładanie drugiej platformy. Skoro licencje serwerowe i tak kupujecie na trzy maszyny z czterech, hipernadzorca zawarty w tej samej licencji jest czystym zyskiem. Każda złotówka wydana na inną platformę kupuje wtedy to, co już macie. Pieniądze zostają wtedy na kopie zapasowe i na drugi host, czyli na rzeczy, które ratują dane w dniu awarii.
Kupowania VMware do nowego, małego środowiska nie zalecamy dziś nikomu z tej grupy i ma to jedną, policzalną przyczynę. Producent liczy minimum 16 rdzeni na każdy procesor, a małe środowisko z definicji ma serwery z mniejszymi procesorami, więc płaci za rdzenie, których w serwerze fizycznie nie ma. Model rozliczeń jest zbudowany pod środowiska, w których minimum nie boli, i im mniejsza firma, tym większą część rachunku stanowi u niej powietrze. Do tego dochodzą funkcje opisujące problemy większych środowisk.
Zdanie to nie dotyczy firmy, która VMware już ma i której producent aplikacji wymaga tej platformy. Wtedy koszt zmiany i ryzyko utraty wsparcia przewyższają oszczędność, i tak też mówimy klientowi.
Proxmox jest tu realną alternatywą i różnicę widać w trzech miejscach, z których żadne nie dotyczy listy funkcji.
Pierwsze to pytanie, kto siedzi przy klawiaturze. Osoba prowadząca Waszą domenę zna narzędzia Microsoftu, a Hyper-V używa tych samych kont, tej samej konsoli i tego samego języka poleceń. Proxmox wymaga swobody w powłoce Linuksa w dokładnie tym momencie, w którym coś nie działa, czyli wtedy, gdy uczenie się jest najdroższe.
Drugie to zawartość maszyn. Za każdą maszynę z Windowsem płacicie Microsoftowi niezależnie od tego, na czym ona stoi, więc przy parku windowsowym Proxmox oszczędza na hipernadzorcy i nie oszczędza na niczym innym. Odwrotnie działa to przy parku linuksowym: tam licencja Windows Server nie kupuje Wam już nic i utrzymywanie jej wyłącznie po to, żeby mieć hipernadzorcę, jest zakupem bez uzasadnienia.
Trzecie to magazyn i tu leży jedyny punkt, w którym Proxmox potrafi wygrać z Hyper-V także w firmie czysto windowsowej. Zbudowanie wspólnej przestrzeni dyskowej z dysków leżących w samych serwerach kosztuje po stronie Microsoftu przejście na edycję Datacenter na każdym serwerze klastra. Po stronie Proxmoksa nie kosztuje nic, bo mechanizmy, których używa, są w Linuksie od lat i nie mają opłaty licencyjnej. Firma bez macierzy, ale z dwoma albo trzema serwerami z dyskami, płaci więc w Hyper-V za rzecz, którą obok dostaje w cenie. Ta jedna pozycja potrafi odwrócić cały rachunek, mimo że licencje maszyn gościnnych zostają po stronie Microsoftu tak czy inaczej.
Warunek jest jednak twardy i wraca do pytania pierwszego: te dojrzałe mechanizmy trzeba umieć zbudować i naprawić, a robi się to w powłoce Linuksa, nie w kreatorze. Oszczędność na licencji Datacenter jest realna dokładnie tak długo, jak długo ktoś ma z Wami podpisaną umowę na utrzymanie tej warstwy.
Czwarta rzecz nie jest kryterium technicznym i dotyczy wyjścia. Dyski maszyn z Hyper-V czytają obie pozostałe platformy, więc ta droga nie zamyka Wam żadnych drzwi, i tak samo działa kierunek odwrotny. Koszt zmiany platformy nigdy nie leży w samych plikach. Leży w kopiach, monitoringu i skryptach, które trzeba przepiąć, a ta pozycja wygląda podobnie niezależnie od tego, skąd i dokąd się przenosicie.
Naszą drogę porównania obu platform punkt po punkcie prowadzimy osobno, na stronie Proxmox kontra VMware . Wybór między nimi ma też ciąg dalszy w postaci przenoszenia maszyn, opisany przy migracji z VMware .
Ile kosztuje Hyper-V i jak liczą się licencje maszyn gościnnych
Sam Hyper-V nie ma ceny. Rachunek robią trzy inne rzeczy: licencje Windows Server liczone od rdzeni hosta, prawo do uruchomienia systemów w maszynach gościnnych oraz licencje dostępowe dla ludzi i urządzeń, które z tego serwera korzystają. Trzecia pozycja bywa pomijana w kalkulacjach i nie jest tania.
Pozycja | Czy płacicie | Od czego się liczy |
|---|
Rola Hyper-V, czyli sam hipernadzorca | nie | wchodzi w kupiony Windows Server |
Licencje Windows Server na host | tak | rdzenie fizyczne hosta |
Systemy w maszynach gościnnych | tak | edycja licencji hosta i liczba maszyn |
Licencje dostępowe | tak | liczba użytkowników albo urządzeń |
Tomasz Kaczmarek
Mogę Ci jakoś pomóc?
źródło: pexels.com Mechanizm w największym skrócie, bez kwot, bo cennik zmienia się szybciej niż ten wpis. Reguły poniżej są sprawdzone w oficjalnych wytycznych licencyjnych Microsoftu dla wirtualizacji i nie zmieniły się przy wydaniu Windows Server 2025, co samo w sobie warto wiedzieć, bo krąży sporo sprzecznych opisów.
Wracamy do hali z pozwoleniem na budowę. Pozwolenie kupuje się na powierzchnię, a powierzchnią jest tu rdzeń procesora, czyli jeden robotnik w brygadzie siedzącej w środku procesora.
- Licencjonujecie wszystkie rdzenie fizyczne serwera, a nie te, których używacie.
- Minimum to 8 rdzeni na każdy procesor i 16 rdzeni na cały serwer. Serwer z jednym procesorem czterordzeniowym płaci więc jak za szesnaście rdzeni.
- Licencje sprzedawane są w pakietach po 2 i po 16 rdzeni.
- Standard daje prawo do dwóch maszyn z Windows Server na tak zalicencjonowanym serwerze. Datacenter znosi ten limit dla maszyn na tym samym serwerze.
- Powtórzenie kompletu licencji na ten sam serwer podnosi limit o kolejne dwie maszyny. Kupujecie drugie pozwolenie na tę samą halę i dostajecie prawo do dwóch kolejnych boksów.
Z tego bierze się pytanie, które zadaje każdy klient: od ilu maszyn opłaca się Datacenter. Odpowiedź jest arytmetyczna, nie doktrynalna.
- Weźcie cenę pakietu Standard dla swojej liczby rdzeni.
- Pomnóżcie ją przez liczbę powtórzeń potrzebnych do pokrycia planowanych maszyn, pamiętając, że każde powtórzenie kupuje dwie maszyny, a nie jedną.
- Porównajcie wynik z ceną Datacenter dla tej samej liczby rdzeni.
Punkt przecięcia zależy od bieżących cen i od liczby rdzeni, więc liczymy go przy każdej wycenie od nowa i nie przepisujemy tu żadnej liczby, która zestarzeje się w kwartał. Jedna rzecz przesuwa go natomiast zawsze w tę samą stronę i warto ją wrzucić do arkusza: wspólna przestrzeń dyskowa zbudowana z dysków w serwerach wymaga edycji Datacenter. Jeśli jest w planie, przecięcie przestaje mieć znaczenie i decyzja zapada bez liczenia.
Jest jeszcze trzecia droga, o której mało kto mówi w małej firmie, a bywa najtańsza przy dwóch, trzech maszynach na dużym serwerze. Zamiast licencjonować wszystkie rdzenie hosta, wolno licencjonować rdzenie wirtualne przypisane do samych maszyn, z minimum 8 licencji rdzeniowych na maszynę. Haczyk jest jeden i trzeba go znać przed rozmową z partnerem: ten wariant przysługuje wyłącznie przy zakupie w subskrypcji albo przy aktywnym pakiecie serwisowym Software Assurance, a nie przy zwykłym zakupie wieczystym.
Cztery pułapki, przez które firmy płacą dwa razy albo łamią warunki, nie wiedząc o tym.
- Klaster liczy się osobno dla każdego hosta i to jest najdroższa pułapka z całej listy. Reguła Microsoftu jest jednoznaczna: maszyna przeniesiona na inny serwer fizyczny wymaga, żeby ten serwer miał własne, osobne licencje. Nie liczy się więc to, gdzie maszyna stoi, tylko to, gdzie może stanąć. Dwa hosty po sześć maszyn to nie dwanaście pozwoleń, tylko dwa razy tyle, ile maksymalnie zmieści się na jednym z nich. W porównaniu z halami: najemca bywa w jednym boksie naraz, ale pozwolenie na użytkowanie musi wisieć na każdej hali, do której wolno mu się przenieść. Tu rozjeżdża się większość kosztorysów robionych w arkuszu, bo arkusz liczy maszyny, a Microsoft liczy hale.
- Licencja jest przypisana do sprzętu i nie wędruje dowolnie. Regułą jest 90 dni: raz przypisanej licencji nie wolno przełożyć na inny serwer przed upływem tego okresu, a wyjątkiem jest trwała awaria sprzętu. Limit znika dopiero wtedy, gdy licencja ma aktywny pakiet serwisowy Software Assurance albo jest kupiona w subskrypcji, i wtedy przenoszenie w obrębie jednej serwerowni jest dozwolone tak często, jak trzeba. Firma, która co miesiąc przestawia maszyny między hostami bez takiego pakietu, robi coś innego, niż jej się wydaje.
- Licencje dostępowe to osobna pozycja i mają swoją wersję. Rdzenie kupują prawo do uruchomienia serwera, a nie prawo do korzystania z niego. Licencję dostępową liczy się od użytkowników albo od urządzeń, w małej firmie zwykle na korzyść użytkowników. Dwie rzeczy zaskakują tu najczęściej. Licencja musi być w wersji nie starszej niż serwer, więc podniesienie serwera do nowszego wydania pociąga za sobą wymianę licencji dostępowych. A pulpit zdalny wymaga drugiej, osobnej licencji dostępowej, dokładanej do tej podstawowej, i to jest pozycja, o której firmy z serwerem terminali dowiadują się przy audycie.
- Aplikacja w maszynie ma własne zasady. Serwer bazy danych postawiony jako maszyna wirtualna licencjonuje się według reguł tego produktu, a nie według reguł systemu, i potrafi kosztować więcej niż cała reszta środowiska razem.
Jedno zdanie, które oszczędza sporo nieporozumień w rozmowie z handlowcem: żadna z tych reguł nie zależy od wybranego hipernadzorcy. Microsoft licencjonuje sprzęt fizyczny, nie platformę, więc te same progi rdzeniowe, ten sam limit dwóch maszyn i ta sama zasada pokrycia wszystkich hostów w klastrze obowiązują tak samo na Hyper-V, na VMware i na Proxmoksie. Przejście na inną platformę nie obniża rachunku za Windows Server ani o złotówkę, obniża wyłącznie rachunek za samą platformę.
Kwota za naszą pracę liczy się z konfiguracji środowiska i stoi na stronie administracji serwerami , więc nie przepisujemy jej tutaj. Licencji Microsoftu nie wyceniamy w tekście z tego samego powodu, dla którego nie wyceniamy cudzego samochodu: to nie nasz cennik i zmienia się bez naszego udziału.
Siedem błędów przy Hyper-V, które kosztują najwięcej
Każdy z poniższych widzieliśmy w środowisku zastanym, przejmowanym po kimś. Żaden nie jest egzotyczny.
# | Błąd | Czym się kończy |
|---|
1 | Punkt kontrolny zostawiony na produkcji i uznany za kopię zapasową | plik różnicowy rośnie tygodniami, maszyna zwalnia, a scalanie zaczyna się samo w najgorszym możliwym momencie i potrafi zapełnić dysk hosta do zera |
2 | Dyski maszyn na tym samym wolumenie co system hosta | jedna maszyna, która urośnie, zatrzymuje cały serwer, czyli wszystkie pozostałe maszyny razem z nią |
3 | Jedyny kontroler domeny jako maszyna na jedynym hoście | firma, w której nikt się nie zaloguje, nie dostanie się do plików i nie wydrukuje faktury, dopóki host nie wstanie |
4 | Klaster zbudowany bez pokrycia licencyjnego na obu hostach | przełączenie maszyn działa technicznie i nic o niczym nie ostrzega, a rachunek przychodzi dopiero przy porządkach w licencjach albo przy audycie |
5 | Wspólne hasło administratora hosta i konsola dostępna z całej sieci | z tego miejsca da się zatrzymać i skasować każdą maszynę w firmie, a po incydencie nie da się ustalić, kto co zrobił |
6 | Kopia robiona wyłącznie wewnątrz maszyn gościnnych | odtworzenie sprowadza się do stawiania systemów od zera i wgrywania danych, czyli do pracy na dni zamiast na godziny |
7 | Ochrona antywirusowa na hoście bez wykluczeń dla plików dysków | skanowanie pliku, do którego maszyna zapisuje w tej samej chwili, kończy się spadkiem wydajności, a bywa, że uszkodzeniem pliku dysku |
źródło: magnific.com Najdroższy z tej listy jest czwarty, bo jako jedyny nie daje żadnego objawu. Pozostałe sześć widać: maszyna zwalnia, host się nie uruchamia, ludzie nie mogą się zalogować. Brak licencji nie robi nic przez dwa lata, a potem robi wszystko naraz, w jednym piśmie.
Błąd trzeci ma najprostsze rozwiązanie i najczęściej pomijane: drugi kontroler domeny na drugim hoście albo choćby na innym sprzęcie. Co ta maszyna właściwie robi i dlaczego jej brak zatrzymuje całą firmę, rozpisaliśmy osobno, opisując konta i zasady w domenie Windows .
Konsolę zarządzania hostem traktujemy tak samo jak konsolę ochrony stacji, czyli zamykamy ją w wydzielonej sieci, a nie zostawiamy w tej samej, w której stoją komputery księgowości. Jak to wydzielenie wygląda w małym biurze, pokazuje wpis o podziale sieci na strefy .
Kopie to druga połowa. Warstwa odcięta od sieci, do której ransomware nie sięgnie, ma znaczenie także w środowisku wirtualnym i pisaliśmy o niej przy kasetach LTO .
Co dostajecie od nas przy wdrożeniu Hyper-V
Lista jest zakresem odbioru, nie ofertą marketingową. Brak którejkolwiek pozycji znaczy, że wdrożenie nie jest skończone.
- policzenie licencji przed zakupem sprzętu, z uzasadnieniem wyboru edycji
- host z rolą wirtualizacji, oddzielonym zarządzaniem i dyskami maszyn poza wolumenem systemowym
- maszyny wirtualne przeniesione albo zbudowane od nowa, z ustawieniami pamięci dobranymi do systemu gościa
- zadanie kopii zapasowych z drugą lokalizacją
- protokół z odtworzenia jednej maszyny, podpisany datą
- konta imienne na hoście i wyłączenie pracy na wspólnym haśle
- monitoring hosta, miejsca na dyskach i wyniku zadań kopii
- jednostronicowa instrukcja startu po zaniku zasilania, z kolejnością maszyn
- przekazanie w formie rozmowy z osobą, która będzie to obsługiwać na co dzień
Ostatni punkt bywa traktowany jak formalność i jest jedyną rzeczą z tej listy, której nie da się nadrobić później.
Najczęstsze pytania
Czy Hyper-V jest darmowy?
Sama rola nie ma osobnej ceny i firma z licencją Windows Server nie dopłaca za możliwość jej uruchomienia. Odpowiadając wprost na pytanie, ile kosztuje Hyper-V: płatne są wyłącznie licencje systemów w maszynach gościnnych i licencje dostępowe użytkowników, więc „darmowa wirtualizacja” dotyczy hipernadzorcy, a nie całego rachunku. Wariant samodzielnego hipernadzorcy bez pełnego systemu nie jest już wydawany.
Ile maszyn wirtualnych mogę uruchomić na licencji Windows Server Standard?
Standard obejmuje dwie maszyny z Windows Server na w pełni zalicencjonowanym serwerze, a kolejne dwie dokłada powtórzenie tego samego zestawu licencji na tym samym sprzęcie. Edycja Datacenter znosi ten limit dla maszyn na jednym serwerze. Maszyn z systemem innym niż Windows te limity nie dotyczą, bo za nie Microsoftowi nie płacicie.
Czy muszę kupować licencję na każdą maszynę wirtualną osobno?
Nie kupujecie licencji „na maszynę”, tylko licencjonujecie rdzenie serwera, a licencja daje prawo do uruchomienia określonej liczby maszyn z Windows Server na tym serwerze. Zwiększenie liczby maszyn oznacza albo powtórzenie zestawu, albo przejście na Datacenter. Reguła jest zawiła i przy każdej wycenie liczymy ją od nowa, zamiast powtarzać sprzed roku.
Czy Hyper-V uruchomi maszyny z Linuksem?
Uruchomi i robi to poprawnie, razem ze sterownikami przygotowanymi dla popularnych dystrybucji. Za system gościa nie płacicie wtedy Microsoftowi nic. Jeśli natomiast prawie wszystkie Wasze maszyny mają być linuksowe, sensowniej jest wybrać platformę zbudowaną wokół Linuksa, bo cała korzyść z opłaconej licencji serwera wtedy znika.
Czym punkt kontrolny różni się od kopii zapasowej?
Punkt kontrolny to zakładka wsunięta między kartki tej samej książki, a kopia zapasowa to kserokopia leżąca w innym budynku. Punkt kontrolny zapisuje stan maszyny na tym samym dysku, na którym ta maszyna stoi, więc awaria dysku zabiera oba naraz. Nadaje się do cofnięcia nieudanej aktualizacji tego samego dnia i do niczego więcej.
Czy da się przenieść maszyny z VMware na Hyper-V?
Da się, przez konwersję dysków maszyn, i firma nie stoi przez ten czas, bo maszyny przenosi się pojedynczo w oknach serwisowych. Najwięcej pracy jest przy tym, co patrzy na środowisko z zewnątrz: kopie, monitoring i skrypty trzeba przepiąć na nową platformę. Powrót jest możliwy do dnia wyłączenia starych hostów, więc nie wyłączamy ich w dniu przełączenia.
Co się dzieje, gdy padnie host?
Przy jednym hoście stoją wszystkie maszyny naraz i czas powrotu równa się czasowi odtworzenia z kopii na inny sprzęt. Przy dwóch hostach maszyny wstają na drugim, a przerwa liczy się w minutach. Ta różnica, a nie liczba funkcji w panelu, jest prawdziwym powodem, dla którego proponujemy drugi serwer wcześniej niż rozbudowę pierwszego.
Co zrobić dalej
Jeśli macie na serwerach Windows i zastanawiacie się, ile kosztuje Hyper-V w Waszym konkretnym środowisku oraz czy dokładać do nich drugą platformę, policzymy to razem, zanim ktokolwiek cokolwiek kupi.
Umówcie 30 minut rozmowy o Waszym środowisku i przygotujcie trzy rzeczy: liczbę rdzeni fizycznych w serwerach, listę maszyn razem z systemem, który w nich stoi, oraz posiadane licencje Windows Server z ich edycją. Z tego wyliczamy dwa warianty kosztu, na trzy lata, i mówimy, który z nich wybralibyśmy u siebie.
Policzenie licencji i wybór edycji robimy zdalnie z dowolnego miejsca w kraju, bo do tego wystarczą liczby. Na uruchomienie hosta przyjeżdżamy, a najbliżej jesteśmy firm w Gorzowie Wielkopolskim , gdzie mamy biuro główne.