Pomoc zdalna
  • tag
  • vmware
wmware
Tag

#vmware

VMware vSphere: hipernadzorca na serwerach, centralne zarządzanie przez vCenter, przenoszenie maszyn bez wyłączania i automatyczne wstawanie po awarii hosta.

7 wpisów z tym tagiem

Czym jest vSphere

VMware to firma, a vSphere to nazwa jej platformy wirtualizacyjnej dla serwerów. Składają się na nią dwa elementy. Pierwszy to hipernadzorca instalowany bezpośrednio na serwerze, w miejsce zwykłego systemu operacyjnego. Drugi to vCenter, osobna maszyna zarządzająca, przez którą obsługuje się wszystkie serwery naraz zamiast łączyć się z każdym z osobna.

Hipernadzorca instalowany na gołym sprzęcie bywa nazywany typem pierwszym, w odróżnieniu od programów, które uruchamiają maszyny wirtualne wewnątrz zwykłego systemu na komputerze. Różnica jest praktyczna: warstwa pośrednia jest tu cienka i wyspecjalizowana, więc mniej zabiera i mniej się psuje, ale też serwer przestaje być komputerem ogólnego przeznaczenia i nie da się na nim uruchomić niczego poza maszynami.

Co daje spięcie serwerów w klaster

Pojedynczy serwer z hipernadzorcą działa sam. Dopiero kilka serwerów widzących ten sam magazyn dyskowy tworzy klaster i wtedy pojawiają się funkcje, dla których buduje się takie środowiska.

Wysoka dostępność pilnuje, żeby maszyny z serwera, który przestał odpowiadać, zostały uruchomione na pozostałych. Przestój trwa tyle, ile trwa start systemu, więc minuty, a nie godziny. Przenoszenie na żywo pozwala przesunąć pracującą maszynę na inny serwer bez jej wyłączania, dzięki czemu wymianę pamięci albo aktualizację hipernadzorcy da się zrobić w środku dnia. Automatyczne równoważenie obciążenia rozkłada maszyny między serwery tak, żeby żaden nie był przeciążony, kiedy obok stoi wolny.

Warunkiem wszystkich trzech funkcji jest wspólny magazyn. Maszyna musi być widziana z każdego serwera, bo inaczej nie ma jej dokąd przenieść.

Czym różni się od Hyper-V i Proxmoksa

Wszystkie trzy robią to samo, czyli dzielą serwer na maszyny. Różnią się tym, co jest wokół. Hyper-V jest rolą systemu Microsoftu, więc firma, która ma już serwerowe licencje i administratora obeznanego z tym światem, dostaje wirtualizację bez osobnego produktu. Proxmox jest rozwiązaniem z otwartym kodem, wspieranym za opłatą subskrypcyjną, i pozwala uruchamiać obok maszyn wirtualnych także kontenery. vSphere jest najstarszą z tych platform w środowiskach firmowych i ma najgęstszą sieć narzędzi wokół siebie, od kopii zapasowych po monitorowanie.

W praktyce różnicę częściej robi to, co firma już ma i kogo znajdzie do obsługi, niż różnice w samych funkcjach.

Gdzie ta platforma stoi

Typowe środowisko to dwa albo trzy serwery, macierz dyskowa albo magazyn rozproszony, przełączniki wydzielone dla ruchu magazynowego oraz maszyna zarządzająca. Na tym stoją systemy, które muszą działać: kontroler domeny, baza programu handlowego, serwer plików, serwer aplikacji.

Na co uważać

Pierwszą pułapką jest zgodność sprzętu. Hipernadzorca ma listę obsługiwanych kontrolerów i kart sieciowych, a serwer spoza niej potrafi zadziałać i przestać po aktualizacji. Sprawdzenie listy przed zakupem jest tańsze niż tłumaczenie się z tego później.

Drugą jest model licencjonowania, który u tego producenta zmieniał się i przeszedł na subskrypcję liczoną od rdzeni, z progiem minimalnym naliczanym za procesor. Skutek dla małego środowiska bywa taki, że serwer z niewielką liczbą rdzeni kosztuje tyle co większy, a odnowienie rozjeżdża się z pierwotną wyceną. Warto policzyć to na własnej konfiguracji, zamiast opierać się na notatce sprzed kilku lat.

Trzecią jest wyjście. Maszyny zapisane są w formacie tej platformy i przeniesienie ich gdzie indziej wymaga konwersji, a razem z platformą znika to, co było wokół niej: sposób robienia kopii, integracje z monitorowaniem, procedury odtwarzania. Decyzja o zmianie jest więc decyzją o kilku rzeczach naraz i planuje się ją na miesiące, nie na weekend.

Kiedy vSphere nie jest odpowiedzią

Firma z jednym serwerem nie zobaczy większości tego, za co się tu płaci, bo wysoka dostępność, przenoszenie i równoważenie wymagają kilku maszyn i wspólnego magazynu. Środowisko, w którym wszystko da się uruchomić w kontenerach, też jest kandydatem do innej odpowiedzi. I odwrotnie, firma, która ma tu utrzymywane od lat środowisko i zespół umiejący je obsłużyć, rzadko zyskuje na zmianie samej dla siebie, bo koszt migracji jest realny, a korzyść wyliczana w arkuszu bywa mniejsza niż koszt nauki od nowa.

Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?