Cztery produkty Proxmoksa i który z nich potrzebujecie
Proxmox to rodzina czterech produktów, a jej trzonem jest Proxmox VE: platforma wirtualizacji zbudowana na Debianie. Samo oprogramowanie nie ma opłaty licencyjnej, płatna subskrypcja kupuje dostęp do przetestowanego repozytorium aktualizacji, a od wyższych poziomów także zgłoszenia do producenta. Rachunek za zmianę platformy nie znika, przenosi się z licencji na migrację, procedury i kompetencje.
Wirtualizacja to podzielenie jednego serwera na kilka niezależnych, tak jak kamienicę dzieli się na mieszkania: jeden budynek, jedno przyłącze prądu, a lokatorzy nie wchodzą sobie do kuchni i każdy ma własny licznik. Program, który pilnuje tego podziału, nazywa się hipernadzorcą i jest w tym porównaniu administratorem budynku: rozdziela moc procesora i pamięć, a gdy jedno mieszkanie zaczyna zużywać wszystko, odcina mu nadmiar zamiast pozwolić, żeby reszcie zabrakło. Opisujemy, czego Proxmox za Was nie zrobi, co zmienia się w codziennej pracy po tej zmianie, jak przebiega migracja i kiedy ją odradzamy.
Czym Proxmox VE jest i czego za Was nie zrobi
Migracja VMware Proxmox: zacznijmy od tego, czym Proxmox VE właściwie jest. To Debian, czyli zwykły Linux, z doklejonym zestawem narzędzi do wirtualizacji i panelem otwieranym w przeglądarce. Mieszkania w kamienicy buduje tu KVM, mechanizm wbudowany wprost w jądro Linuksa, i to jest ważne z jednego powodu: Proxmox nie napisał własnej warstwy wirtualizacji od zera, tylko zebrał komponenty, które w Linuksie pracują od kilkunastu lat, i dał im wspólny panel. Kupujecie więc dojrzały silnik w nowej karoserii, a nie nowy silnik.
Dwa słowa wracają w tym tekście stale, więc od razu, co znaczą. Węzeł to jeden serwer fizyczny, czyli jedna kamienica. Klaster to kilka takich serwerów, które umówiły się, że są jednym osiedlem i mają wspólną administrację.
Jedna różnica architektoniczna rzuca się w oczy od pierwszego dnia.
Klaster buduje się z samych węzłów. Nie ma osobnej maszyny zarządzającej, którą trzeba wcześniej postawić, zalicencjonować i potem pilnować, bo bez niej połowa funkcji przestaje działać. W vSphere ta maszyna nazywa się vCenter i jest biurem osiedla stojącym w osobnym budynku: gdy się pali, mieszkania stoją dalej, ale nikt nie ma kluczy ani rejestru. W Proxmoksie biuro jest w każdej kamienicy naraz, więc panel na dowolnym węźle pokazuje całe osiedle i awaria jednego serwera nie odcina Was od reszty. Praktyczny skutek jest taki, że z listy rzeczy do utrzymania znika jedna maszyna, a wchodzi na nią pilnowanie łączności między węzłami.
Magazyn jest drugą rzeczą, która wygląda inaczej. Proxmox nie ma własnego systemu plików dla maszyn i nie udaje, że ma: podłącza to, co przyniesiecie, czyli ZFS albo Ceph zbudowane z dysków w samych serwerach, albo LVM, NFS czy iSCSI z zewnętrznej macierzy.
Dlaczego to jest decyzja projektowa, a nie ustawienie, widać na jednym przykładzie. Przeniesienie działającej maszyny z węzła na węzeł bez wyłączania jej udaje się od ręki tylko wtedy, gdy oba serwery widzą ten sam dysk: to jest przeprowadzka lokatora do sąsiedniej kamienicy, w której meble już stoją, bo leżą w magazynie wspólnym dla całego osiedla. Jeśli dysk jest lokalny, czyli meble stoją w mieszkaniu, ta sama przeprowadzka wymaga przeniesienia wszystkiego i trwa tyle, ile kopiowanie dysku. Od tego samego wyboru zależą migawki i to, czy maszyny podniosą się same na drugim węźle po awarii pierwszego. Zmienia się go później tylko z przestojem, więc rozstrzyga się go przed zakupem dysków.
Trzech rzeczy Proxmox za Was nie zrobi.
Nie zdejmie z firmy decyzji, ile godzin przestoju wytrzymacie i które systemy mają wstać pierwsze. Nie przepisze procedur odtwarzania ani instrukcji, które Wasi ludzie mają w segregatorze pod nazwą vSphere. Nie da Wam certyfikacji producenta aplikacji, jeśli ten producent wspiera wyłącznie VMware, a Wy tego wsparcia potrzebujecie w dniu awarii.
Porównanie obu platform punkt po punkcie prowadzimy osobno, na stronie usługi . Ten tekst opisuje to, czego w tabeli porównawczej nie widać: codzienną pracę i koszt zmiany.
Subskrypcja czy repozytorium bez subskrypcji
Proxmox VE nie ma opłaty za sam software i to jest zdanie, które w rozmowie handlowej pada zwykle jako pierwsze. Drugie zdanie jest ważniejsze: subskrypcja istnieje, kupuje się ją za gniazdo procesora w każdym węźle i decyduje o tym, z którego repozytorium serwer pobiera aktualizacje.
Repozytorium to sklep, z którego serwer sam pobiera nowe wersje swoich programów. Proxmox prowadzi trzy takie sklepy, z tym samym towarem, tylko wpuszczanym na półkę w różnym czasie.
Tomasz Kaczmarek
Mogę Ci jakoś pomóc?
- Enterprise. Wymaga aktywnej subskrypcji. Pakiety trafiają tu po dłuższych testach, więc aktualizacje przychodzą później i rzadziej zaskakują.
- Bez subskrypcji. Dostępne dla każdego, ten sam kod, wcześniej. Nadaje się do produkcji, o ile ktoś czyta zmiany przed aktualizacją i ma plan na cofnięcie.
- Testowe. Wersje przygotowywane do wydania. W firmowej serwerowni nie ma po nim czego szukać.
Tu trzeba obalić zdanie, które powtarza pół internetu: subskrypcja w Proxmoksie nie znaczy automatycznie wsparcia producenta. Najtańszy poziom kupuje wyłącznie klucz do repozytorium enterprise, a pomoc zostaje tam, gdzie była, czyli na forum. Zgłoszenia z zapisanym czasem odpowiedzi zaczynają się dopiero od poziomu wyżej. Poziomy są cztery i różnią się wyłącznie zakresem pomocy, a nie funkcjami samego programu (stan na 14 sierpnia 2026, kwoty stoją w jawnym cenniku producenta i dlatego nie ma ich w tym tekście):
- Community. Repozytorium enterprise i nic poza tym. Zero zgłoszeń do producenta, pomoc wyłącznie na forum.
- Basic. Trzy zgłoszenia w roku, deklarowana odpowiedź w jeden dzień roboczy.
- Standard. Dziesięć zgłoszeń w roku, odpowiedź w cztery godziny.
- Premium. Zgłoszenia bez limitu, odpowiedź w dwie godziny.
Dwie rzeczy w tym zestawieniu decydują o rachunku bardziej niż sama kwota. Czasy odpowiedzi producent liczy wyłącznie w swoich godzinach pracy, od poniedziałku do piątku, więc awaria w sobotę wieczorem czeka do poniedziałku niezależnie od tego, ile zapłaciliście. A subskrypcja idzie za gniazdo procesora, nie za serwer, więc klaster z trzech maszyn dwuprocesorowych to sześć pozycji na fakturze, nie trzy.
Pytania, które warto zadać przed decyzją, bo potem odpowiedzi już nic nie zmienią:
- Ile węzłów obejmujecie. Subskrypcja na część klastra daje środowisko, w którym połowa maszyn dostaje inne pakiety niż druga połowa.
- Kto pobiera aktualizacje i jak często. Serwer bez subskrypcji, którego nikt nie aktualizuje, jest tańszy tylko do dnia pierwszej podatności.
- Kto odbiera telefon w nocy. Producent odpowiada właścicielowi subskrypcji. Jeśli stoi ona na partnerze, dzwonicie do partnera.
- Co się dzieje po wygaśnięciu. Maszyny pracują dalej i panel działa dalej, natomiast serwer traci prawo wejścia do sklepu, w którym się zaopatrywał.
Ostatni punkt wymaga rozwinięcia, bo z pozoru przeczy temu, co stoi wyżej o repozytorium bez subskrypcji. Skoro darmowy sklep istnieje, wygaśnięcie subskrypcji nie powinno zatrzymać niczego, i rzeczywiście nie zatrzymuje, o ile ktoś przestawi serwer na ten drugi sklep. Cała pułapka polega na tym, że nikt tego nie robi. Serwer dalej puka do repozytorium enterprise, dostaje odmowę, wypisuje błąd w miejscu, do którego nikt nie zagląda, i przestaje pobierać cokolwiek. Nic nie gaśnie i nic nie krzyczy, a po roku maszyna utrzymująca całą firmę pracuje na jądrze sprzed dwunastu wydań.
Wniosek jest przewrotny i wart wypowiedzenia wprost. Środowisko świadomie postawione na repozytorium bez subskrypcji bywa bezpieczniejsze niż środowisko z subskrypcją, o której ktoś zapomniał, bo w pierwszym przypadku ktoś podjął decyzję, a w drugim tylko upłynęła data.
Kwota za naszą pracę przy utrzymaniu maszyn stoi na stronie administracji serwerami i jest tam liczona z konfiguracji, więc nie przepisujemy jej do tekstu, który zestarzeje się szybciej niż cennik. Subskrypcji producenta też tu nie wyceniamy: to cudzy cennik i zmienia się bez naszego udziału.
Cztery produkty Proxmoksa i który z nich Was dotyczy
Proxmox to nie jest jeden program. To czteroosobowa rodzina, sprzedawana osobno, aktualizowana osobno i licencjonowana osobno, a w rozmowach handlowych zlewa się w jedną nazwę.
Produkt | Do czego służy | Kto tego potrzebuje na 5 do 50 stanowisk | Jak się licencjonuje |
|---|
Proxmox VE | platforma pod maszyny wirtualne i kontenery | każdy, kto odchodzi od VMware, to jest trzon całej reszty | subskrypcja za gniazdo procesora w każdym węźle, opcjonalna |
Proxmox Backup Server | serwer kopii dla maszyn z VE i dla serwerów fizycznych | prawie każdy z Proxmoksem, chyba że kopie robi już Veeam | osobna subskrypcja dla serwera kopii, poza subskrypcją VE |
Proxmox Mail Gateway | brama filtrująca pocztę przed Waszym serwerem pocztowym | wąska grupa: tylko firmy z własnym serwerem poczty | osobna subskrypcja dla bramy, poza subskrypcją VE |
Proxmox Datacenter Manager | wspólny widok na kilka klastrów i pojedynczych węzłów | prawie nikt przy jednym klastrze, sens pojawia się od kilku środowisk | kod na licencji AGPLv3, bez opłaty za sam program; sposób sprzedaży wsparcia niżej |
Z tej tabeli wynikają trzy rzeczy, o których warto wiedzieć przed rozmową z dystrybutorem.
Subskrypcje się nie sumują. Nie ma jednego pakietu na całą rodzinę, więc każdy produkt to osobna pozycja na fakturze i osobna data odnowienia. Firma, która kupi wsparcie do VE i założy, że obejmuje ono serwer kopii, dowie się o pomyłce przy pierwszym zgłoszeniu.
Produkty są niezależne w obie strony. Backup Server obsłuży maszyny z Proxmoksa, ale postawicie go też obok środowiska, którego nie ma zamiaru migrować. Mail Gateway nie ma nic wspólnego z wirtualizacją i bywa uruchamiany w firmie, która o Proxmox VE nigdy nie słyszała.
Tomasz Kaczmarek
Mogę Ci jakoś pomóc?
Typowa firma na 5 do 50 stanowisk kupuje jeden albo dwa z nich. Trzon to VE plus Backup Server, i na tym kończy się lista dla większości czytelników tego tekstu. Dwa pozostałe opisujemy niżej po to, żeby dało się je świadomie odrzucić: każdy dołożony produkt to kolejna maszyna z własnym systemem, własnym oknem serwisowym i własną datą odnowienia, a w firmie bez informatyka na etacie to jest realny koszt, nie linijka w architekturze.
Co zmienia się w codziennej pracy po odejściu od vSphere
Różnice w liście funkcji da się przeczytać w każdym porównaniu w sieci. Poniższa tabela dotyczy czegoś innego: czynności, które administrator wykonuje w tygodniu pracy, i tego, jak wyglądają po obu stronach.
Czynność | Proxmox VE | VMware vSphere |
|---|
Wejście do zarządzania | panel na dowolnym węźle, ten sam widok klastra | osobny vCenter, który sam jest maszyną do utrzymania |
Dodanie węzła | dopisanie serwera do klastra z linii poleceń | dodanie hosta do vCenter przez kreator |
Sięgnięcie głębiej | powłoka Debiana na węźle, zwykłe pliki konfiguracyjne | konsola ograniczona, zmiany przez interfejs i API |
Aktualizacja | pakiety systemu i pakiety wirtualizacji z tego samego repozytorium | osobny cykl aktualizacji hosta i osobny narzędzi zarządzania |
Automatyzacja | REST API i polecenia dostępne wszędzie tam, gdzie jest powłoka | rozbudowane API, do tego moduły i narzędzia partnerów |
Szukanie odpowiedzi | dokumentacja producenta i forum, dużo rozwiązań w wątkach | baza wiedzy producenta z opisami przypadków sprzed lat |
Wiersz o powłoce jest tym, który dzieli ludzi na dwie grupy. Powłoka to wpisywanie poleceń zamiast klikania, czyli rozmowa z serwerem zdaniami zamiast wskazywania palcem, i w kamienicy z naszego porównania odpowiada zejściu do kotłowni: da się tam poprawić rzecz u źródła i da się tam zakręcić zawór całemu budynkowi. Dla administratora znającego Linuksa to jest ulga, bo problem z magazynem czy siecią rozwiązuje się tam, gdzie faktycznie leży. Dla osoby, która przez pięć lat klikała w vSphere, ta sama otwartość jest ryzykiem, ponieważ vSphere trzyma administratora nad kotłownią i nie wpuszcza go do środka, a Proxmox zostawia drzwi otwarte.
Druga zmiana dotyczy tego, gdzie szuka się odpowiedzi. Baza wiedzy VMware opisuje przypadki, na które ktoś już wpadł, po numerze błędu. Proxmox ma dobrą dokumentację i bardzo żywe forum, ale odpowiedź częściej trzeba złożyć z dwóch wątków, niż znaleźć w jednym artykule.
Trzecia zmiana jest organizacyjna i widać ją dopiero po kwartale. Uprawnienia w Proxmoksie rozdaje się precyzyjnie, tylko trzeba to zrobić świadomie, bo domyślną drogą do wszystkiego jest konto root węzła. Firma, która przenosi środowisko w tydzień i zostawia jedno wspólne hasło, kupuje sobie problem, którego vSphere nie miało tylko dlatego, że tam nikt nie pracował na koncie systemowym.
Bieżące utrzymanie środowiska, niezależnie od platformy, opisuje wirtualizacja serwerów .
Kopie zapasowe: Proxmox Backup Server i to, czego nie zastąpi
Proxmox VE ma kopie w standardzie i to jest pierwsza rzecz, która myli przy liczeniu budżetu. Wbudowany mechanizm zrzuca całą maszynę do pliku, za każdym razem od nowa, czyli przy każdej kopii przepisuje całą książkę zamiast dopisać kartkę.
Granica, za którą to przestaje wystarczać, nie leży przy żadnej okrągłej liczbie maszyn i nie da się jej podać za kogoś. Wylicza się ją w dwie minuty: suma zajętych dysków wszystkich maszyn razy liczba kopii, które chcecie mieć pod ręką. Piętnaście maszyn po 100 GB przy siedmiu kopiach to około 10 TB miejsca na same kopie, przy tych samych piętnastu maszynach zajętych po 20 GB to 2 TB. Druga liczba to okno nocne: pełny zrzut idzie z prędkością zapisu na dysk kopii, więc dzielicie sumę dysków przez tę prędkość i patrzycie, czy wynik mieści się między osiemnastą a szóstą.
Proxmox Backup Server jest osobnym produktem i rozwiązuje dokładnie ten problem. Robi przy tym cztery rzeczy:
- liczy tylko zmienione bloki, więc po pierwszym przebiegu kolejne kopie są krótkie,
- deduplikuje dane między maszynami, czyli zapisuje raz każdy powtarzający się fragment i w kolejnych maszynach stawia tylko odnośnik do niego, tak jak biblioteka trzyma jeden egzemplarz zamiast dziesięciu; dziesięć serwerów Windows ma w środku w większości to samo,
- sprawdza sumy kontrolne zapisanych bloków, więc uszkodzenie wychodzi w raporcie, a nie przy odtwarzaniu,
- wysyła kopię na drugi serwer, na taśmę albo do przestrzeni obiektowej, i obsługuje też serwery fizyczne przez własnego klienta.
Czego nie zrobi, mimo że bywa tak sprzedawany.
Nie jest planem odtworzenia. Plan odtworzenia to dokument dla ludzi, którzy w dniu awarii mają wiedzieć, co uruchomić najpierw i kogo zawiadomić. Nie zastąpi też drugiej lokalizacji: serwer kopii stojący w tej samej szafie co maszyny dzieli z nimi zasilanie, sieć i pożar. I nie jest jedyną opcją, bo Veeam obsługuje Proxmox VE od wersji 12.2 swojego pakietu, przez osobną wtyczkę, co ma znaczenie w firmie, która ma już Veeama na maszyny fizyczne i nie chce prowadzić dwóch konsol. Jeden warunek warto znać przed obietnicą złożoną klientowi: producent obsługuje wyłącznie instalacje Proxmoksa postawione z oficjalnego obrazu instalacyjnego, więc Proxmox doinstalowany ręcznie na gotowym Debianie wypada ze wsparcia, mimo że działa tak samo.
Tomasz Kaczmarek
Mogę Ci jakoś pomóc?
Jedna rzecz nie zależy od wyboru narzędzia.
Kopia, której nikt nie odtworzył testowo, jest założeniem, a nie kopią, i dowiadujecie się o tym w najgorszym możliwym dniu.
Dlaczego warstwa odcięta od sieci robi różnicę przy ataku, opisaliśmy przy taśmach LTO .
źródło: magnific.com Kiedy go nie kupować, mimo że jest w rodzinie.
Przy jednym serwerze z kilkoma maszynami wbudowany mechanizm wystarcza, a osobna maszyna na kopie dokłada sprzęt i drugą rzecz do aktualizowania. Przy środowisku, w którym Veeam już pracuje i ktoś umie go obsłużyć, druga konsola kopii jest podwójną robotą, nie podwójnym bezpieczeństwem. I przy firmie, która nie ma gdzie postawić drugiej lokalizacji, Backup Server rozwiąże problem miejsca i czasu kopii, ale nie rozwiąże problemu pożaru w tej samej serwerowni.
Zakres naszego wdrożenia serwera kopii stoi na stronie Proxmox Backup Server , a szerszy obraz kopii w firmie zebraliśmy w kategorii backup .
Migracja VMware Proxmox: jak wygląda proces i co w nim boli
Samo przeniesienie maszyny jest dziś najprostszym elementem całości. Proxmox ma kreator, który podłącza się wprost do hosta ESXi i zaciąga maszyny bez pośredniego eksportu do pliku, czyli bez etapu, który kiedyś wymagał miejsca na kopię całego środowiska.
Nie znaczy to, że kreator zdejmuje z Was wszystko, i cztery jego ograniczenia lepiej znać przed ułożeniem harmonogramu, bo każde z nich wydłuża okno serwisowe. Maszyna po stronie VMware musi być na czas przenoszenia wyłączona, więc przestój pojedynczej maszyny jest wpisany w metodę, a nie jest awarią. Maszyny z dyskami na vSAN kreator nie zaciągnie w ogóle i trzeba je najpierw przełożyć na inny magazyn. Maszyna z migawkami przenosi się znacznie wolniej. Podłączenie się do vCenter zamiast do samego hosta działa, tylko wyraźnie spowalnia przesyłanie, więc przy większym środowisku chodzi się po hostach po kolei.
Boli wszystko dookoła.
Kalendarz, nie kopiowanie. Subskrypcja VMware kończy się w konkretnym dniu, a migracja trwa tygodniami, więc przez pewien czas płacicie za obie platformy naraz. Ten okres jest normalny i trzeba go wpisać w budżet, zamiast planować przełączenie na tydzień przed wygaśnięciem umowy. Firma, która zaczyna projekt po otrzymaniu oferty odnowienia, ma zwykle za mało czasu i podejmuje decyzje pod presją daty, a nie pod presją faktów.
Inwentarz, który nie zgadza się z rzeczywistością. Lista maszyn z pamięci administratora i lista maszyn faktycznie uruchomionych to dwa różne dokumenty. Różnica to zwykle kilka maszyn, których nikt nie używa od lat, oraz jedna, o której wszyscy zapomnieli, a która obsługuje coś ważnego raz na kwartał.
Sieć. Wirtualne przełączniki, grupy portów i tagowanie VLAN trzeba odwzorować po nowej stronie, a nie przepisać jeden do jednego, bo nazewnictwo jest inne. To jest moment, w którym wychodzi, że dokumentacja sieci ostatni raz była aktualizowana przy poprzednim dostawcy.
Wszystko, co patrzy na środowisko z zewnątrz. Monitoring, zadania kopii, skrypty raportujące i integracje z systemem zgłoszeń są wpięte w API VMware i po przełączeniu przestają widzieć cokolwiek. Przepisanie ich jest osobną pozycją w kosztorysie i najczęściej pomijaną.
Wyłączenie starego środowiska. Hosty ESXi zostają włączone dłużej, niż wynika z planu, bo zawsze znajdzie się maszyna do sprawdzenia. Data zwolnienia zasobów powinna być decyzją odbioru, a nie rzeczą, która wydarzy się sama, gdy komuś przypomni się o rachunku za prąd.
Przebieg prac po naszej stronie, etap po etapie, opisuje strona usługi migracja z VMware na Proxmox .
Proxmox Mail Gateway: kiedy brama pocztowa ma sens, a kiedy jest zbędna
Mail Gateway stoi przed Waszym serwerem pocztowym i filtruje ruch, zanim wiadomość do niego dotrze. Sprawdza nadawcę, skanuje treść i załączniki, trzyma zatrzymane wiadomości w kwarantannie, do której użytkownik zagląda sam, i daje administratorowi kolejkę oraz historię, w której widać, co i dlaczego nie przeszło. Działa w obie strony, więc obejmuje też pocztę wychodzącą.
W codziennej pracy zmienia dwie rzeczy. Kwarantanna przenosi część zgłoszeń z helpdesku na użytkownika, bo „nie dostałem faktury” sprawdza on sam. Kolejka przestaje być czarną skrzynką, więc na pytanie, gdzie zginęła wiadomość, odpowiada się w minutę zamiast zgadywać.
Teraz część, której nie usłyszycie od sprzedawcy.
Firma na Microsoft 365 ma filtrowanie poczty w cenie planu. Dołożenie przed nim własnej bramy oznacza dwie warstwy robiące to samo, dwa miejsca, w których wiadomość może utknąć, i jedną maszynę więcej do aktualizowania. W dodatku ta maszyna musi być dostępna z internetu przez całą dobę, bo poczta przychodząca wchodzi właśnie przez nią. Awaria bramy to awaria poczty całej firmy, a nie utrata jednej funkcji.
Kiedy więc ma sens. Wtedy, gdy poczta stoi na Waszym serwerze, na przykład w firmie, która świadomie trzyma korespondencję u siebie. Wtedy, gdy chcecie jednego punktu filtrowania dla kilku domen i kilku serwerów naraz. Oraz wtedy, gdy zapisy umowy albo polityki wymagają, żeby treść wiadomości nie opuszczała Waszej infrastruktury.
W pozostałych przypadkach lepszą drogą jest ustawienie tego, co już macie opłacone. Co dokładnie ustawiamy w warstwie pocztowej, opisuje strona ochrona poczty i filtrowanie treści .
Proxmox Datacenter Manager: co już potrafi, a czego jeszcze nie
Datacenter Manager to najmłodszy produkt w tej rodzinie i wymaga ostrożnego zdania, bo na jego podstawie ktoś zaplanuje architekturę.
Co jest pewne, bo stoi w komunikatach producenta. Pierwsza wersja rozwojowa wyszła w grudniu 2024, wersja próbna we wrześniu 2025, wersja 1.0 w grudniu 2025, a wersja 1.1 w maju 2026. Produkt jest więc wydany jako stabilny, tylko ma za sobą półtora roku życia, a nie dziesięć.
Co potrafi dziś, wypisane z opisów obu wydań. Zbiera w jednym panelu kilka klastrów i pojedynczych węzłów, pokazuje ich stan i obciążenie, prowadzi rejestr kluczy subskrypcji z wielu miejsc naraz, pokazuje stan aktualizacji na podłączonych węzłach, monitoruje klastry Ceph, podłącza się do serwerów kopii, przenosi maszyny między podłączonymi środowiskami oraz zakłada, cofa i kasuje ich migawki. To jest wyraźnie więcej niż sam podgląd.
Czego nie ma, i to też jest z materiałów producenta, bo leży na jego liście rzeczy planowanych. Nie założycie stąd nowej maszyny. Nie wykonacie operacji hurtem na wielu maszynach naraz. Nie ma konsoli do maszyny, nie ma zarządzania zaporą, nie ma powiadomień. Sam Datacenter Manager nie ma też układu zapasowego, czyli jest pojedynczą maszyną, której awaria zabiera widok zbiorczy, choć nie rusza samych klastrów.
Dla firmy z jednym klastrem nie zmienia to nic i to jest cały werdykt. Skoro panel na każdym węźle i tak pokazuje całe osiedle, drugi panel nad nim pokazuje to samo, tylko z dalszej odległości. Zysk pojawia się dopiero wtedy, gdy jest kilka osiedli, których nie widać z jednego okna: oddziały, druga serwerownia, klaster produkcyjny obok testowego. Progiem jest liczba niezależnych klastrów, nie liczba maszyn ani stanowisk, i przy jednym klastrze nie ma znaczenia, czy stoi na nim dziesięć maszyn, czy dwieście.
Zakres funkcji tego produktu zmienia się z każdym wydaniem szybciej niż reszta rodziny. Akapit o tym, czego nie potrafi, jest spisany z listy rzeczy planowanych przez producenta w sierpniu 2026, więc przy kolejnym wydaniu może się skrócić i trzeba go wtedy przeczytać na nowo, zamiast przepisywać stąd.
Najczęstsze błędy wdrożeniowe i czym się kończą
Dziewięć pozycji poniżej zebraliśmy ze środowisk przejmowanych po kimś. Żadna nie jest egzotyczna, a każda kosztowała więcej niż godzina pracy, która by ją wykluczyła.
Błąd | Czym się kończy |
|---|
Klaster z dwóch węzłów, bez trzeciego głosu | awaria jednego serwera zabiera kworum, drugi przestaje uruchamiać maszyny, choć sprzęt jest sprawny |
Repozytorium enterprise ustawione bez subskrypcji | aktualizacje odbijają się błędem, nikt tego nie czyta, serwer stoi miesiącami bez poprawek |
ZFS postawiony na kontrolerze RAID sprzętowym | ZFS traci wgląd w pojedyncze dyski i nie potrafi naprawić tego, co wykrył |
Kopie zapisywane na tym samym magazynie co maszyny | awaria macierzy zabiera dane i kopie w tej samej minucie |
Aktualizacja węzła bez przeniesienia maszyn | restart hosta w środku dnia roboczego i telefony z całej firmy |
Praca na koncie root, bez kont imiennych | nie da się ustalić, kto wprowadził zmianę, a odejście jednej osoby wymusza zmianę hasła wszędzie |
Panel wystawiony do internetu, bez ograniczenia dostępu | konsola do wszystkich maszyn firmy dostępna spod dowolnego adresu na świecie |
Brak monitoringu zadań kopii | pierwszy nieudany backup przechodzi bez echa, a wychodzi przy odtwarzaniu |
Migracja bez testu odtworzenia na nowej platformie | kopie powstają, ale nikt nie wie, czy da się z nich wrócić |
Dwa wiersze wymagają rozwinięcia, bo brzmią jak drobiazgi i nimi nie są.
Dlaczego klaster z dwóch węzłów nie daje wysokiej dostępności
Klaster z dwóch węzłów jest najczęstszym układem w małej firmie i najczęstszym źródłem rozczarowania, a przyczyna nie leży w oszczędzaniu na sprzęcie, tylko w arytmetyce głosowania.
Gdy kabel między dwoma serwerami pęknie, każdy z nich widzi dokładnie to samo: drugi przestał odpowiadać. Żaden nie ma jak rozstrzygnąć, czy sąsiad padł, czy tylko zerwało się połączenie i sąsiad pracuje dalej. Jeśli obaj uznają, że to oni zostali przy życiu, obaj uruchomią te same maszyny i obaj zaczną pisać do tych samych dysków. To jest dwóch księgowych prowadzących tę samą księgę w dwóch pokojach: po godzinie nie ma już wersji prawdziwej, jest para wersji nie do pogodzenia, a dane są nie do odzyskania. Klaster woli więc stanąć, niż ryzykować, i to zatrzymanie jest zabezpieczeniem, a nie usterką.
Rozwiązaniem jest nieparzysta liczba głosujących, żeby zawsze dało się przegłosować. Trzeci głos nie musi być trzecim serwerem: wystarczy mała maszyna albo urządzenie pełniące wyłącznie rolę rozjemcy, który sam nie uruchamia żadnych maszyn, tylko mówi, po której stronie stoi. Bez tego kupujecie wysoką dostępność, która nie zadziała dokładnie wtedy, gdy jest potrzebna.
Panel wystawiony do internetu to z kolei błąd, który wygląda na wygodę. Z konsoli Proxmoksa da się zatrzymać, sklonować i skasować każdą maszynę w firmie, więc jest ona celem samym w sobie, tak samo jak konsola ochrony stacji. Dostęp do niej idzie przez sieć firmową albo przez tunel, a konta mają uwierzytelnianie wieloskładnikowe. Dlaczego samo hasło już nie wystarcza, opisaliśmy w osobnym wpisie o uwierzytelnianiu wieloskładnikowym .
Warto też pamiętać, że platforma wirtualizacji jest jedną warstwą. To, że maszyna przestała odpowiadać, zobaczycie w monitoringu infrastruktury , a ruch, którego nie powinno tam być, zatrzymuje firewall .
Kiedy odradzamy przejście na Proxmox
Migracja VMware Proxmox nie zawsze się opłaca - odradzamy ją w trzech układach, a każdy z nich rozpoznaje się przed wyceną, a nie po niej.
Pierwszy: produkcja stoi na aplikacji, którą jej producent wspiera wyłącznie na vSphere. Nie chodzi o to, czy program uruchomi się na innej platformie, bo zwykle się uruchomi. Chodzi o zdanie, które usłyszycie przy zgłoszeniu awarii w środku sezonu, a brzmi ono „środowisko nieobsługiwane” i kończy rozmowę. Policzcie to na jednej liczbie: roczna oszczędność na subskrypcji wirtualizacji wobec kosztu jednego dnia, w którym system magazynowy stoi, a producent nie ma obowiązku podnieść słuchawki. U większości firm na 5 do 50 stanowisk ta druga liczba jest większa, i dlatego ten jeden warunek przewraca całą resztę rachunku.
Drugi: sprzęt jest nietypowy. Lista zgodności Proxmoksa jest krótsza, a kontroler macierzy albo karta sieciowa spoza głównego nurtu potrafią zamienić projekt na kilka dni w projekt na kilka tygodni. Sprawdza się to przed decyzją, na konkretnych numerach katalogowych, a nie po zakupie licencji na wsparcie.
Trzeci: rachunek nie wychodzi. Migracja jest kosztem jednorazowym, utrzymanie kosztem stałym, a oszczędność na subskrypcji wraca w postaci wydatku na kompetencje, których w firmie nie ma. Liczymy to na trzydzieści sześć miesięcy, a nie na dwanaście, i ten okres nie jest przypadkowy: migracja płaci się w pierwszym roku, więc rachunek roczny zawsze wskaże pozostanie, a rachunek pięcioletni opiera się na cenniku, którego nikt na pięć lat nie zna. Trzy lata to najdłuższy okres, w którym obie kolumny da się jeszcze wypełnić liczbami, a nie życzeniami. Zdarza się, że wynik mówi „zostańcie”. Wtedy to mówimy.
Najczęstsze pytania
Czy Proxmox VE jest darmowy?
Software nie ma opłaty licencyjnej i wolno go używać w firmie bez kupowania czegokolwiek. Płatna jest subskrypcja liczona za gniazdo procesora w każdym serwerze: najtańszy poziom kupuje wyłącznie dostęp do przetestowanego repozytorium aktualizacji, a zgłoszenia do producenta z deklarowanym czasem odpowiedzi zaczynają się dopiero od poziomu wyżej. Środowisko produkcyjne bez subskrypcji jest dopuszczalne, o ile ktoś świadomie prowadzi aktualizacje z repozytorium bez subskrypcji i ma plan na ich cofnięcie.
Czy Proxmox utrzyma się bez informatyka na etacie?
Utrzyma, o ile ktoś nim zarządza, i to nie musi być osoba z Waszej listy płac. Codzienność to aktualizacje w oknie serwisowym, pilnowanie zajętości magazynu, obsługa zadań kopii i reakcja na alert z węzła. Firma bez własnego działu IT zleca to na zewnątrz, tak samo jak zlecała utrzymanie vSphere.
Czy trzeba znać Linuksa, żeby prowadzić Proxmox?
Do codziennej obsługi z panelu nie trzeba. Do rozwiązania problemu z magazynem, siecią albo klastrem trzeba, bo wtedy pracuje się w powłoce Debiana. Odpowiedzcie sobie uczciwie, kto zrobi to o drugiej w nocy. Jeśli odpowiedź brzmi „nikt”, potrzebujecie umowy z kimś z zewnątrz, a nie innej platformy.
Czy do Proxmoksa potrzebny jest Proxmox Backup Server, czy wystarczy Veeam?
Obie drogi działają i wybór zależy od tego, co już macie. Veeam obsługuje Proxmox VE, więc firma z jedną konsolą na maszyny fizyczne i wirtualne zwykle przy niej zostaje. Proxmox Backup Server wygrywa tam, gdzie liczy się koszt i gdzie całe środowisko stoi na jednej platformie.
Ile trwa migracja z VMware i czy firma przez ten czas stoi?
Firma nie stoi. Maszyny przenosi się po kolei, a przestój dotyczy pojedynczej maszyny w oknie serwisowym, nie całego środowiska. Stare hosty pracują do dnia odbioru, więc powrót jest możliwy na każdym etapie. Długość projektu zależy od liczby maszyn i wielkości dysków, nie od samej platformy.
Czy da się wrócić na VMware, jeśli Proxmox nas rozczaruje?
Da się, bo dyski maszyn są zwykłymi plikami w otwartych formatach i nic ich nie zamyka. Powrót kosztuje jednak drugi raz tyle, co przejście, plus licencje kupione od nowa. Dlatego decyzję podejmuje się na pilocie, na jednej maszynie nieprodukcyjnej, zanim ruszy reszta środowiska.
Czy Proxmox ma odpowiednik vCenter?
Przy jednym klastrze nie ma go i nie potrzebuje, bo zarządzanie siedzi w samych serwerach: panel na dowolnym z nich pokazuje całość i nie ma osobnej maszyny, której awaria odcina Was od środowiska. Przy kilku osobnych klastrach rolę wspólnego pulpitu pełni Proxmox Datacenter Manager, wydany jako stabilny w grudniu 2025. Nie jest to jednak centrala sterowania: nie założycie z niego nowej maszyny ani nie puścicie operacji hurtem.
Czy Proxmox Mail Gateway zastąpi filtrowanie poczty w Microsoft 365?
Zastąpi, tylko zwykle nie ma po co. Filtrowanie jest już w cenie planu, więc brama przed nim to druga warstwa robiąca to samo i maszyna dostępna z internetu, której awaria zatrzymuje pocztę całej firmy. Sens pojawia się przy własnym serwerze poczty albo przy wymogu, żeby treść nie wychodziła poza Waszą infrastrukturę.
Co zrobić dalej
Jeśli macie na biurku ofertę odnowienia VMware i nie wiecie, czy migracja się opłaca, policzymy to z Wami, zanim ktokolwiek dotknie serwera. Wynik bywa taki, że lepiej zostać, i wtedy tak mówimy.
Umówcie 30 minut rozmowy o Waszym środowisku i przygotujcie trzy rzeczy: liczbę hostów i rdzeni, liczbę maszyn wirtualnych oraz datę wygaśnięcia obecnej subskrypcji. Ostatnia mówi najwięcej, bo wyznacza cały harmonogram.
Rozmowa i rachunek idą zdalnie, w całej Polsce. Tam, gdzie trzeba obejrzeć szafę na własne oczy, przyjeżdżamy, a najkrócej mamy do klientów w Gorzowie Wielkopolskim , gdzie stoi nasze biuro główne.