Pomoc zdalna
  • tag
  • proxmox
proxmox
Tag

#proxmox

Proxmox VE: otwarta platforma wirtualizacji oparta na Debianie, łącząca maszyny wirtualne i kontenery, z osobnym serwerem kopii zapasowych.

4 wpisy z tym tagiem

Firma rzadko decyduje się na zmianę platformy wirtualizacji dlatego, że dotychczasowa źle działa. Znacznie częściej powodem jest faktura za odnowienie, która przyszła wyższa, niż ktokolwiek zakładał przy poprzednim budżecie.

Czym jest Proxmox

Proxmox VE to Debian, czyli zwykły Linux, z doklejonym zestawem narzędzi do wirtualizacji i panelem otwieranym w przeglądarce. Silnik uruchamiający maszyny to KVM, mechanizm wbudowany wprost w jądro Linuksa, więc producent nie napisał własnej warstwy wirtualizacji od zera, tylko zebrał komponenty pracujące od kilkunastu lat i dał im wspólny panel.

Nazwa oznacza przy tym rodzinę czterech osobno sprzedawanych i osobno licencjonowanych produktów. Poza platformą do maszyn wirtualnych są to serwer kopii zapasowych, brama filtrująca pocztę oraz narzędzie do wspólnego widoku na kilka środowisk. Typowa firma kupuje jeden albo dwa z nich, zwykle platformę i serwer kopii.

Jak działa klaster i magazyn

Pomocne jest wyobrażenie kamienicy. Jeden serwer fizyczny to jedna kamienica, a maszyny wirtualne to mieszkania w niej: każde ma własne drzwi, własny licznik i własnego lokatora. Kilka takich serwerów, które umówiły się, że tworzą jedno osiedle ze wspólną administracją, nazywa się klastrem.

Konkret dotyczy magazynu danych i decyduje o rzeczach, które trudno zmienić później. Przeniesienie działającej maszyny na inny serwer bez wyłączania jej udaje się od ręki tylko wtedy, gdy oba serwery widzą ten sam dysk, czyli gdy meble lokatora leżą w magazynie wspólnym dla całego osiedla. Jeśli dysk jest lokalny, ta sama przeprowadzka trwa tyle, ile kopiowanie całego dysku. Od tego samego wyboru zależy, czy maszyny podniosą się same na drugim węźle po awarii pierwszego, a zmienia się go później wyłącznie z przestojem.

Czym różni się od vSphere

Najbardziej rzuca się w oczy brak osobnej maszyny zarządzającej. W konkurencyjnej platformie taka maszyna jest biurem osiedla stojącym w osobnym budynku: gdy się pali, mieszkania stoją dalej, ale nikt nie ma kluczy ani rejestru. W Proxmoksie biuro jest w każdej klatce naraz, więc panel na dowolnym serwerze pokazuje całe środowisko, a z listy rzeczy do utrzymania znika jedna maszyna.

Druga różnica dotyczy dostępu do wnętrza. Pod panelem leży zwykły Linux z normalnymi plikami konfiguracyjnymi, co dla administratora znającego ten system jest ulgą, bo problem z magazynem albo siecią rozwiązuje się tam, gdzie faktycznie leży. Dla osoby, która przez lata wyłącznie klikała, ta sama otwartość bywa ryzykiem, ponieważ domyślną drogą do wszystkiego jest konto systemowe serwera.

Na co uważać

Subskrypcja istnieje, kupuje się ją za gniazdo procesora w każdym serwerze i decyduje o tym, z którego repozytorium pobierane są aktualizacje. Warto obalić powtarzane zdanie, że subskrypcja oznacza wsparcie producenta: najtańszy poziom kupuje wyłącznie klucz do repozytorium, a pomoc zostaje na forum. Zgłoszenia z zapisanym czasem odpowiedzi zaczynają się dopiero od poziomu wyżej, przy czym czasy liczone są w godzinach pracy producenta, od poniedziałku do piątku.

Najkosztowniejsza pułapka dotyczy wygaśnięcia. Maszyny pracują dalej i panel działa dalej, natomiast serwer traci prawo wejścia do repozytorium, z którego się zaopatrywał. Repozytorium bez subskrypcji istnieje i nadaje się do pracy, tyle że nikt na nie serwera nie przestawia: maszyna dalej puka tam, gdzie pukała, dostaje odmowę, wypisuje błąd tam, gdzie nikt nigdy nie zagląda, i po roku utrzymuje całą firmę na jądrze sprzed kilkunastu wydań.

Kopie zapasowe

Platforma ma wbudowany mechanizm kopii, który zrzuca całą maszynę do pliku za każdym razem od nowa, czyli przy każdej kopii przepisuje całą książkę zamiast dopisać kartkę. Granicę, za którą to przestaje wystarczać, wylicza się w dwie minuty: suma zajętych dysków wszystkich maszyn razy liczba kopii, które mają być pod ręką, plus sprawdzenie, czy pełny zrzut zmieści się w oknie nocnym.

Osobny serwer kopii rozwiązuje dokładnie ten problem, bo liczy tylko zmienione bloki, zapisuje raz każdy powtarzający się fragment i sprawdza sumy kontrolne, więc uszkodzenie wychodzi w raporcie, a nie przy odtwarzaniu. Nie zastąpi natomiast drugiej lokalizacji, ponieważ stojąc w tej samej szafie co maszyny, dzieli z nimi zasilanie, sieć i pożar.

Kiedy nie warto zmieniać platformy

Wtedy, gdy producent aplikacji krytycznej dla firmy wspiera wyłącznie inną platformę, a to wsparcie ma być dostępne w dniu awarii. Wtedy też, gdy zespół ma procedury odtwarzania i instrukcje napisane pod dotychczasowe narzędzie, a nikt nie zaplanował czasu na ich przepisanie.

Zmiana nie jest również odpowiedzią na sam koszt licencji, jeśli oszczędność ma zostać zjedzona przez godziny nauki i przez środowisko, którego nikt nie aktualizuje. Środowisko świadomie postawione na repozytorium bez subskrypcji bywa bezpieczniejsze niż środowisko z subskrypcją, o której ktoś zapomniał, bo w pierwszym przypadku ktoś podjął decyzję, a w drugim tylko upłynęła data.

Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?

backup
22 sierpnia 2026

Veeam Backup, mała firma: licencje, koszty i pułapki

Ten tekst jest dla firmy, która wie już, że z kopiami zapasowymi jest u niej źle, i sprawdza, czy Veeam to właściwa odpowiedź. Opisuję, jak działa licencjonowanie, w którym miejscu rachunek rośnie po podpisaniu umowy i kiedy tańsze narzędzie robi dokładnie to samo. Ten sam rachunek liczy się tak sam

Czytaj wpis