Pomoc zdalna
infrastruktura it

Pulpit w Grafanie dla właściciela firmy, nie dla technika

Ten tekst jest dla osoby, która ma już monitoring i zastanawia się, co z niego pokazać zarządowi. Po przeczytaniu będziecie wiedzieli, ile pozycji zmieścić na takim ekranie, skąd wziąć dane spoza monitoringu, jak udostępnić pulpit na zewnątrz firmy i dlaczego reguły alertów zostawiamy poza Grafaną.

  • Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek
23 sierpnia 2026 19 min czytania
Informatyk konfiguruje urządzenia sieciowe w dużej hali serwerowej

W skrócie

Pulpit dla właściciela firmy mieści pięć pozycji i odpowiada na pięć pytań, po jednym na wykres. Kolor wchodzi wyłącznie tam, gdzie ktoś ma zareagować, więc czerwone pole zawsze oznacza czynność, nigdy dekorację. Pulpit technika stoi osobno, bo odpowiada na co innego. Zestaw przy działającym źródle danych zaczyna się u nas od 1 800 zł netto.

Co właściwie pokazać zarządowi z monitoringu, który już działa? Odpowiadamy liczbą pozycji na ekranie, źródłem danych spoza monitoringu, sposobem udostępnienia pulpitu poza firmę oraz powodem, dla którego reguły alertów zostawiamy poza Grafaną.

Po co właścicielowi własny ekran, skoro monitoring i tak zadzwoni

Monitoring odpowiada na jedno pytanie: czy coś właśnie przestało działać. Właściciel firmy zadaje inne i żadne z nich nie jest pytaniem o awarię.

Te pytania brzmią zwykle tak: czy to, za co płacimy co miesiąc, faktycznie działa, czy sytuacja poprawia się od kwartału, czy trzeba w tym roku kupić serwer, i czy ostatnia awaria była wypadkiem, czy trzecią z rzędu. Odpowiedź na każde z nich siedzi w danych, które monitoring już zbiera. Nie siedzi natomiast w liście zdarzeń otwartych, bo lista pokazuje teraźniejszość, a te pytania są o kierunek.

Brak takiego ekranu kosztuje w miejscu, w którym nikt tego nie księguje. Rozmowa o budżecie IT toczy się wtedy na wyczucie, zakup sprzętu dzieje się po awarii zamiast przed nią, a umowa na opiekę informatyczną jest oceniana po tym, jak dawno ostatnio coś nie działało. Firma płaci za monitoring i nie ma z niego ani jednego argumentu do własnych decyzji.

Grafana jest w tym układzie szybą wystawową, a nie magazynem. Nic nie zbiera i niczego nie przechowuje: pyta o liczby te systemy, w których one już leżą, i układa je tak, żeby zrozumiał je człowiek spoza działu IT. Z tego jednego faktu wynikają dwie rzeczy, do których wracamy niżej. Skoro nic nie przechowuje, to potrafi w jednym miejscu pokazać dane z monitoringu obok danych z systemu handlowego. I skoro nic nie przechowuje, to wyłączona Grafana nie zabiera Wam żadnych danych, tylko widok na nie.

Cały nasz zakres przy takich zestawach opisuje strona o budowie pulpitów .

Kiedy pulpit w Grafanie ma sens, a kiedy go odradzamy

Trzy warunki muszą być spełnione naraz, inaczej powstaje ekran, który po miesiącu otwiera już tylko ten, kto go zbudował.

  1. Dane są zbierane od co najmniej miesiąca. Wykres trendu potrzebuje historii, a pulpit uruchomiony w dniu wdrożenia monitoringu pokazuje płaską linię i uczy odbiorcę, że nic się tam nie dzieje.
  2. Jest jedna konkretna osoba, dla której ten ekran powstaje, z imienia, a nie „zarząd”. Odbiorca zbiorowy oznacza pulpit uśredniony, czyli taki, który nikomu nie odpowiada na jego własne pytanie.
  3. Ktoś ma na podstawie tego ekranu podejmować decyzje, czyli ma budżet albo prawo powiedzieć „kupujemy”. Ekran dla samej wiedzy nie przetrwa kwartału.

Odradzamy w czterech układach i mówimy to na pierwszym spotkaniu, zanim padnie wycena. Firma bez monitoringu nie potrzebuje Grafany, tylko monitoringu , bo pulpit bez danych to puste ramki, a nie wdrożenie. Firma, która chce kupić ekran na ścianę zamiast ścieżki powiadamiania, kupuje sobie dekorację korytarza. Firma, której całe środowisko to trzy usługi w chmurze, dostanie z panelu dostawcy więcej niż z własnej instalacji do utrzymania. Zostaje przypadek czwarty i najczęstszy: pulpit zamawiany na jedno spotkanie zarządu.

Ten ostatni odradzamy najostrzej, bo kończy się tak samo za każdym razem. Ekran robiony pod prezentację jest oglądany raz, po prezentacji nikt go nie otwiera, a za rok wraca pytanie, dlaczego zapłaciliśmy za coś, czego nikt nie używa. Jeśli potrzebne jest jedno zestawienie na jedno spotkanie, tańszy i uczciwszy jest raport z monitoringu, a nie budowa pulpitu. Ta usługa stoi zresztą osobno i opisuje ją nadzór nad infrastrukturą .

Czym pulpit właściciela różni się od pulpitu technika

Różnica nie polega na tym, że jeden ekran jest ładniejszy, a drugi bardziej szczegółowy. Polega na pytaniu, z którym ktoś do niego siada.

Technik pyta, co dokładnie się zepsuło, od kiedy i co się wtedy zmieniło. Potrzebuje wąskiego zakresu czasu, surowych metryk, nazw hostów i możliwości zejścia z przeglądu do pojedynczej maszyny. Właściciel pyta, czy firma ma dziś problem i czy stan poprawia się od zeszłego kwartału. Potrzebuje kilku liczb, nazw usług po ludzku i porównania z przeszłością, a nie z wartością sprzed pięciu minut.

Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?

Z tego wychodzą cztery konkretne rozbieżności w konfiguracji tego samego narzędzia:

Co ustawiamy

Pulpit technika

Pulpit właściciela

Zakres czasu

sześć godzin

trzydzieści dni

Odświeżanie

co minutę

raz na kwadrans

Nazewnictwo

srv-app-02

„system magazynowy”

Reakcja na kliknięcie

schodzi w głąb, do pojedynczej maszyny

nie klika wcale i nie ma obowiązku wiedzieć, że gdziekolwiek da się kliknąć

Jest jeszcze piąta różnica, o której zapomina się najczęściej, bo nie widać jej na ekranie. Te dwa pulpity mają innych właścicieli w sensie odpowiedzialności. Ekran technika zmienia się co tydzień, razem ze środowiskiem, i wolno go psuć. Ekran właściciela ma wyglądać tak samo przez rok, bo jego wartość bierze się z tego, że odbiorca rozpoznaje go bez czytania.

Dlaczego pulpit z czterdziestoma wykresami nie ma ani jednego czytelnika

Oko nie czyta pulpitu. Oko szuka na nim odchylenia.

Są dwa sposoby użycia kolorowych świateł i tylko jeden z nich cokolwiek znaczy. Sygnalizacja na skrzyżowaniu świeci na czerwono rzadko i wtedy wszyscy stają, bo czerwone światło jest poleceniem. Lampki na choince świecą wszystkimi kolorami przez cały wieczór i nikt się na nie nie ogląda, bo nie znaczą nic poza tym, że jest ładnie. Pulpit z czterdziestoma panelami jest choinką.

Przy pięciu pozycjach odchylenie widać w sekundę, bo cztery pozostałe wyglądają normalnie i same się wykluczają. Przy czterdziestu nie ma czego wykluczać: zawsze coś jest żółte, zawsze jakaś linia idzie w górę, a odbiorca nie ma jak odróżnić rzeczy ważnej od tła. Po tygodniu przestaje próbować. Po miesiącu otwiera ten adres tylko wtedy, gdy ktoś mu go przyśle.

Ekran komputera na drewnianym biurku, na nim wykresy i wartości liczbowe ułożone w pulpitźródło: magnific.com

Pulpit w Grafanie z czterdziestoma panelami powstaje prawie zawsze w ten sam sposób i nie jest to złośliwość autora. Ktoś podpina źródło danych, importuje gotowy pulpit z katalogu producenta i dostaje trzydzieści paneli z domyślnego szablonu. Wszystkie są poprawne. Żaden nie powstał w odpowiedzi na pytanie, które ma ta konkretna firma, bo w momencie importu nikt takiego pytania nie zadał.

Drugi mechanizm jest techniczny i uderza dokładnie tam, gdzie ekran ma być oglądany na żywo. Każdy panel to osobne zapytanie do źródła danych przy każdym odświeżeniu, więc czterdzieści paneli odświeżanych co dziesięć sekund to czterdzieści zapytań co dziesięć sekund, przez całą dobę, także wtedy, gdy przeglądarka stoi otwarta w pustym pokoju. Na bazie monitoringu widać to jako stałe obciążenie bez żadnego pożytku.

Sprawdzenie, czy pulpit żyje, jest banalne i warto je zrobić po pierwszym miesiącu: policzyć, ile razy ktokolwiek go otworzył. W płatnej wersji Grafany jest na to gotowy widok użycia, w wersji otwartej odpowiedź wyciąga się z logów serwera. Liczba zwykle zaskakuje.

Jak budujemy pulpit właściciela, krok po kroku

Kolejność jest odwrotna do intuicyjnej: rysowanie jest ostatnie, a zaczyna się od zdań napisanych po polsku.

Krok 1. Pięć pytań, spisanych z odbiorcą. Siadamy z osobą, dla której ten ekran powstaje, i wypisujemy pytania, na które ma odpowiadać. Nie metryki, pytania: „czy poczta działała w tym miesiącu bez przerwy”, „czy kopia z dziś w nocy się udała”, „czy zbliżamy się do końca miejsca na dyskach”. Limit pięciu pozycji jest twardy i to jest jedyne ograniczenie, o które regularnie się spieramy z klientem.

Krok 2. Jedno pytanie na jeden panel. Każde pytanie dostaje własny wykres albo własny kafel, a panel bez pytania nie wchodzi na ekran, choćby dane były pod ręką. Ta reguła robi całą robotę porządkową, bo natychmiast wywala z projektu wszystko, co jest tam „bo się przyda”.

Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?

Krok 3. Jednostka i wartość oczekiwana przy każdej liczbie. Sama liczba 71 nie mówi nic nikomu spoza działu IT. Liczba 71 procent z narysowanym progiem 85 procent mówi wszystko i nie wymaga tłumaczenia przy każdym spojrzeniu.

Krok 4. Kolor tylko dla stanu wymagającego reakcji. To jest ten krok, który zamienia choinkę w sygnalizację. Zielony, żółty i czerwony na jednym ekranie znaczą trzy rzeczy naraz i przez to nie znaczą nic. U nas domyślny stan jest neutralny, bez koloru, a barwa pojawia się dopiero na progu, przy którym ktoś ma coś zrobić. Odbiorca uczy się w tydzień, że kolor to polecenie, i przestaje czytać resztę, bo nie musi.

Krok 5. Przekazanie i przegląd po miesiącu. Pokazujemy, jak zmienić zakres czasu i jak wydrukować widok, a po miesiącu wracamy z jednym pytaniem: które z pięciu pozycji faktycznie były oglądane. Pozycja, której nikt nie otwierał, wypada i zwalnia miejsce.

Sama budowa zestawu przy działającym źródle danych to około dnia pracy. Rozmowa o pytaniach zajmuje zwykle godzinę i jest jedyną częścią, której nie da się zrobić bez odbiorcy.

Skąd biorą się dane, gdy źródłem nie jest monitoring

Grafana nie ma własnej bazy pomiarów i to jest jej największa zaleta: pyta o dane tam, gdzie one już leżą. Na pulpicie właściciela obok metryki technicznej staje wtedy liczba, którą ta osoba rozumie bez tłumaczenia.

Najczęściej podpinamy trzy rodzaje źródeł spoza systemu monitoringu:

  • baza systemu handlowego albo magazynowego, czyli liczba zamówień, wartość dokumentów wystawionych danego dnia, stan kolejki do realizacji,
  • dzienniki aplikacji, gdy trzeba pokazać liczbę błędów w czasie zamiast opowiadać o „niestabilności”,
  • systemy, które mają własny interfejs programistyczny: kontroler sieci, program do kopii zapasowych, centrala telefoniczna.

Ta sama zasada rządzi zresztą pulpitem finansowym, o czym pisaliśmy przy porządkowaniu finansów firmy w Firefly III : wartość ma wykres, który odpowiada na pytanie właściciela, a nie ten, który najładniej wygląda.

Podpięcie bazy firmowej ma trzy pułapki i wszystkie trzy widać dopiero po wdrożeniu. Konto do bazy musi być osobne i wyłącznie do odczytu, bo pulpit z prawem zapisu to pulpit, który kiedyś coś zapisze. Zapytanie ma czytać widok przygotowany do tego celu, a nie tabelę produkcyjną w środku dnia, bo panel odświeżany co dziesięć sekund potrafi położyć bazę skuteczniej niż użytkownicy.

Trzecia jest najbardziej podstępna, bo nic nie psuje: strefa czasu. Baza zwykle trzyma daty w czasie lokalnym, Grafana pyta o zakres w czasie uniwersalnym, a wynik jest przesunięty o godzinę albo dwie i wygląda całkowicie wiarygodnie, dopóki ktoś nie porówna go z raportem z systemu handlowego.

Osobna sprawa to sięganie po dane wprost do bazy monitoringu, z pominięciem jego interfejsu. Da się i bywa kuszące, ale wpada się wtedy na sprzątanie danych: surowa historia pomiarów jest kasowana po kilku tygodniach, a na dłużej zostają uśrednione trendy. Wykres roczny zbudowany na tabeli z historią pokazuje pustkę za wszystko, co starsze, i nikt nie wie dlaczego. Wtyczka do systemu monitoringu sama pilnuje tego wyboru, więc zaczynamy zawsze od niej.

To jest zresztą rzecz, której w Grafanie nie lubimy najbardziej. Wtyczki do źródeł danych żyją własnym cyklem wydawniczym, więc po większej aktualizacji serwera potrafi się okazać, że wtyczka do monitoringu jeszcze nie jest zgodna z nową wersją. Pulpity stoją wtedy puste, a wybór jest niewesoły: czekać albo cofnąć aktualizację. Kalendarz aktualizacji Grafany ustawiamy z tego powodu za kalendarzem wtyczek, nie przed nim.

Jak udostępnić pulpit poza firmę, nie wystawiając przy okazji reszty

Pytanie pada zawsze przy drugim pulpicie: czy zarząd, biuro rachunkowe albo klient końcowy może to zobaczyć bez konta w naszej Grafanie. Może, na cztery sposoby, i każdy z nich wystawia co innego.

  • Konto z rolą podglądu w wydzielonym folderze. Najbezpieczniejsze i jedyne z pełną kontrolą nad tym, kto co widzi. Wymaga założenia konta i pilnowania go przy rotacji ludzi, więc przy odbiorcy zewnętrznym bywa nie do przyjęcia.
  • Link do jednego pulpitu udostępnionego na zewnątrz (producent nazywał to wcześniej pulpitem publicznym, dziś pulpitem udostępnionym zewnętrznie). Grafana wystawia pojedynczy ekran pod adresem bez logowania, w trybie tylko do odczytu, i nie pozwala z niego zadać własnego zapytania do źródła danych. Wygodne i ryzykowne w tej samej proporcji: link nie ma hasła, więc chroni go wyłącznie to, że nikt go nie przesłał dalej. Druga pułapka jest cichsza: adnotacje wybierane po etykiecie potrafią wciągnąć na taki ekran wpisy z pulpitów, których nie udostępnialiście.
  • Zrzut stanu, czyli migawka. Zamraża dane w chwili wykonania i wycina z pulpitu zapytania, więc odbiorca dostaje obraz bez struktury źródeł. Do wysłania na zewnątrz jest to najczystsza droga.
  • Obraz albo wydruk. Do protokołu ze spotkania i do załącznika w umowie.
Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?

Zanim cokolwiek z tego wyjdzie poza firmę, przechodzimy przez podpisy paneli. Nazwy hostów, adresy w sieci wewnętrznej i nazwy systemów firmowych są opisem środowiska, a opis środowiska jest informacją, której nie wysyła się bez potrzeby. Pulpit wystawiany na zewnątrz mówi „system magazynowy”, a nie podaje adresu maszyny, na której ten system stoi.

Dwie rzeczy, które trzeba wiedzieć przed obietnicą złożoną zarządowi.

Anonimowy dostęp to nie jest to samo co udostępnienie jednego ekranu. Włącza się go w konfiguracji serwera i obejmuje całą organizację w Grafanie, a nie wybrany pulpit, więc jednym przełącznikiem otwieracie wszystko, co w tej organizacji stoi. Jedyny sensowny sposób użycia tego mechanizmu to założenie osobnej organizacji, w której leżą wyłącznie ekrany przeznaczone dla wszystkich.

Cykliczny raport wysyłany mailem w formacie PDF należy do wersji płatnej. W wersji otwartej trzeba doinstalować składnik renderujący obrazy i dopisać własne wywołanie, albo składać raport ręcznie. To jest jedna z dwóch rzeczy, które w prezentacji handlowej wyglądają na wliczone w produkt, a nie są.

Alerty w Grafanie kontra alerty w systemie monitoringu

Grafana potrafi wysyłać powiadomienia i to jest jedna z niewielu jej funkcji, których świadomie nie używamy. Reguły zostają w systemie monitoringu , Grafana zostaje do patrzenia.

Powód pierwszy jest organizacyjny. Zdarzenie opisane w dwóch miejscach wysyła dwie wiadomości, a przy trzeciej z rzędu podwójce dyżurny przestaje czytać obie. Powód drugi jest techniczny i mniej oczywisty: system monitoringu wie o zależnościach między urządzeniami, więc padnięty przełącznik tłumi u niego kilkanaście alertów z maszyn, które za tym przełącznikiem stoją. Grafana o topologii nie wie nic i wyśle kilkanaście osobnych wiadomości o tej samej awarii.

Dwie pułapki konfiguracyjne, na które trafia każdy przy pierwszych regułach

Stan „brak danych” jest osobnym przypadkiem i trzeba mu jawnie powiedzieć, co ma znaczyć: przy złym ustawieniu padnięte źródło danych albo milczy, albo zalewa skrzynkę alertami o wszystkim naraz.

Druga pułapka to okna serwisowe. Wyciszenia w Grafanie są mechanizmem osobnym od okien serwisowych w monitoringu, więc zaplanowany restart trzeba wyciszyć dwa razy, a wystarczy zapomnieć o jednym, żeby o drugiej w nocy zadzwonił telefon.

Wyjątek jest jeden i wart nazwania, bo bywa sensowny. Wskaźnik liczony wyłącznie z danych spoza monitoringu, na przykład brak nowych zamówień od trzech godzin w środku dnia roboczego, nie ma jak powstać w systemie monitoringu, bo ten system nie zna bazy handlowej. Taka reguła zostaje w Grafanie, dostaje własny kanał i własnego adresata, którym zwykle nie jest dyżurny techniczny, tylko osoba z działu handlowego.

Grafana, pulpit wbudowany w monitoring czy zestawienie wysyłane mailem

Trzy drogi prowadzą do tego samego celu i każda wygrywa w innym układzie. Werdykt na końcu jest jednoznaczny, więc zaczniemy od układów.

Droga

Wygrywa, gdy

Ustępuje, gdy

Pulpit wbudowany w system monitoringu

odbiorcą jest technik, dane pochodzą wyłącznie z tego systemu, nie trzeba dokładać ani utrzymywać drugiej usługi, a widoki i tak trzeba w monitoringu ułożyć

na ekranie ma stanąć liczba spoza monitoringu albo odbiorca zaczyna pytać o porównanie z zeszłym rokiem

Zestawienie wysyłane raz w miesiącu

odbiorca nie zaloguje się nigdzie i nie ma takiego zamiaru, poczta dochodzi wszędzie, dokument da się podpiąć do protokołu, a nikt nie musi pamiętać adresu

ktoś zadaje pytanie o dziś, bo dokument ma wiek od zera do trzydziestu dni i w drugiej połowie miesiąca opisuje przeszłość

Grafana

dane pochodzą z więcej niż jednego miejsca, a odbiorców jest kilku i każdy pyta o co innego, czyli układ najczęstszy w firmie na kilkanaście serwerów

jest jedno źródło danych i jeden odbiorca techniczny, bo za resztę płaci się drugą usługą do utrzymania i decyzją, co na tych ekranach stoi

Werdykt brzmi więc tak: jedno źródło danych i jeden odbiorca techniczny to pulpit w monitoringu, a nie pulpit w Grafanie. Kilka źródeł albo odbiorca spoza działu IT to Grafana i wtedy nie ma z czym konkurować.

Zestawienie miesięczne nie jest przy tym konkurentem Grafany, tylko jej uzupełnieniem, bo bierze się z tych samych danych i trafia do kogoś innego.

Ile kosztuje pulpit w Grafanie i za co dopłacacie później

Licencja wersji instalowanej u siebie kosztuje zero i jest to licencja wolnego oprogramowania (AGPL w wersji 3). Dla firmy, która stawia Grafanę u siebie i pokazuje na niej własne dane, znaczy to tyle, że nie płaci nic i nie ma limitu ekranów ani użytkowników. Koszt siedzi w trzech innych miejscach i tylko jedno z nich jest jednorazowe.

Zestaw pulpitów przy działającym źródle danych zaczyna się u nas od 1 800 zł netto, co odpowiada mniej więcej dniowi pracy (stan na sierpień 2026). W tej kwocie jest rozmowa o pytaniach, budowa widoków, progi z jednostkami i przekazanie zespołowi. Podpięcie nowego źródła danych, na przykład bazy systemu handlowego, wyceniamy osobno, bo wymaga uzgodnienia zapytań z kimś, kto ten system zna, a błędnie policzona liczba na ekranie zarządu jest gorsza niż brak liczby.

Drugie miejsce to maszyna. Grafana zjada niewiele i zwykle stawiamy ją obok serwera monitoringu, więc osobnego sprzętu nie kupujecie. Osobna maszyna zaczyna mieć sens dopiero wtedy, gdy do pulpitów ma sięgać wiele osób spoza działu IT albo gdy chcecie rozdzielić dostęp do wykresów od dostępu do samego monitoringu.

Trzecie to utrzymanie i tu jest pułapka, o której producent nie mówi, bo nie dotyczy jego cennika. Pulpit żyje tak długo, jak długo ktoś poprawia go po zmianach w środowisku. Nowy serwer, zmiana nazwy usługi, przeniesienie bazy: każda z tych rzeczy zostawia panel, który pokazuje pustkę, a pusty panel uczy odbiorcę, że ekranowi nie warto ufać.

Pułapki licencyjne są trzy i wszystkie dotyczą rzeczy, które w prezentacji wyglądają na wliczone.

Cykliczny raport wysyłany mailem oraz widok pokazujący, kto i jak często otwierał pulpit, należą do wersji płatnej. Trzecia jest najmniej oczywista i dotyczy tylko tych, którzy kupili wersję płatną: w niej anonimowy widz też jest liczony jako użytkownik przy rozliczeniu, więc otwarcie ekranu „dla wszystkich” potrafi podnieść rachunek, mimo że nikt nie zakładał ani jednego konta.

Usługa chmurowa producenta stoi osobno i rozlicza się inaczej: za użytkownika i za ilość przesyłanych danych. Rachunek rośnie tam z liczbą metryk, a nie z liczbą ekranów, więc bezpłatny plan kończy się szybciej, niż wynikałoby z liczby pulpitów.

Gdy pulpity są częścią stałego nadzoru, utrzymanie jest już w abonamencie za monitoring, który zaczyna się od 490 zł netto miesięcznie za dziesięć hostów. Szczegóły stoją na stronie nadzoru nad infrastrukturą , razem z zakresem i godzinami pracy helpdesku.

Sześć błędów, przez które pulpit przestaje być otwierany

Każdy z nich widujemy regularnie i każdy kosztuje więcej niż praca, której wymagałoby jego uniknięcie.

  1. Import gotowego pulpitu z katalogu i pozostawienie go bez zmian. Ekran dostaje trzydzieści paneli opisujących urządzenie, a nie firmę, i po tygodniu nikt nie potrafi powiedzieć, na co właściwie patrzy.
  2. Wykres bez jednostki i bez progu. Odbiorca spoza działu IT nie ma jak ocenić, czy widzi kłopot, więc pyta o to informatyka, czyli robi dokładnie to, co pulpit miał wyeliminować.
  3. Kolor użyty dekoracyjnie. Gdy połowa ekranu jest kolorowa zawsze, dzień z prawdziwą awarią wygląda tak samo jak każdy inny.
  4. Ten sam ekran dla technika i dla zarządu. Kompromis daje widok za gęsty dla jednego i za płytki dla drugiego, a porzucają go obaj, tylko w innym tygodniu.
  5. Alerty postawione w Grafanie obok reguł w monitoringu. Każde zdarzenie idzie dwoma kanałami, po miesiącu jeden z nich zostaje wyciszony, i nikt nie pamięta który.
  6. Pulpit bez właściciela po stronie klienta. Po pierwszej zmianie w środowisku pojawia się pusty panel, po drugiej drugi, a po pół roku ekran jest zbiorem nieaktualnych wykresów, o którym mówi się „to i tak nie działa”.

Piąty punkt zasługuje na dopowiedzenie, bo jest jedynym błędem, który przez pierwsze tygodnie wygląda na staranność. Dwa niezależne kanały powiadomień sprawiają wrażenie zabezpieczenia na wypadek awarii jednego z nich. Kończy się odwrotnie: cichnie ten, który dzwonił częściej, a nikt nie sprawdza, czy drugi w ogóle jeszcze działa.

Co dostajecie, gdy pulpity buduje UXU

Lista jest krótka celowo, bo każda pozycja jest sprawdzalna po odbiorze.

  • spisane pytania, na które odpowiada każdy panel, po jednym zdaniu na pozycję,
  • pulpit właściciela z pięcioma pozycjami, nazwami usług po ludzku i progami narysowanymi na wykresach,
  • osobny pulpit techniczny z przejściem od przeglądu do pojedynczej maszyny,
  • podpięte źródła danych razem z kontami tylko do odczytu i opisem, co każde konto widzi,
  • ustalony sposób udostępniania na zewnątrz, z decyzją, czy jest to konto z rolą podglądu, czy migawka,
  • pulpity zapisane w postaci pliku, żeby dało się je odtworzyć po awarii serwera i przenieść na nową instalację,
  • przegląd po miesiącu, na którym wyrzucamy pozycje, których nikt nie otwierał.

Najczęstsze pytania

Ile kosztuje sama Grafana? Wersja instalowana u Was nie kosztuje nic, jest wolnym oprogramowaniem na licencji AGPL w wersji 3 i to jej używamy. Płatne są dwie rzeczy, których w prezentacji nie widać: cykliczny raport wysyłany mailem oraz widok pokazujący, kto otwierał pulpit. Usługa chmurowa producenta jest osobnym produktem, rozliczanym za użytkownika i za ilość przesyłanych danych.

Ile pozycji powinien mieć ekran dla właściciela firmy? Pięć, i to jest liczba, o którą się spieramy z klientami najczęściej. Powyżej ośmiu ekran przestaje być czytany od pierwszego spojrzenia i zamienia się w materiał do przeglądania, a wtedy nikt go nie otwiera bez powodu. Wszystko, co odpadnie, ma miejsce na pulpicie technicznym.

Czy pulpit zastąpi powiadomienia o awariach? Nie i nie ma tego robić. Ekran działa wtedy, gdy ktoś na niego patrzy, a awarie zdarzają się w nocy i w weekend. Powiadomienie ma obudzić człowieka, pulpit ma odpowiedzieć na pytanie o stan, i mylenie tych dwóch rzeczy kończy się zdaniem „przecież to było widać na ekranie”.

Czy możemy pokazać pulpit komuś spoza firmy bez zakładania mu konta? Tak, przez link do jednego ekranu udostępnionego na zewnątrz albo przez migawkę z zamrożonymi danymi. Migawka jest bezpieczniejsza, bo nie niesie żadnych zapytań do źródeł danych, a link nie ma hasła i chroni go wyłącznie to, że nikt nie przesłał go dalej. Przed wysłaniem czegokolwiek na zewnątrz zmieniamy podpisy paneli, żeby nie wyszły nazwy hostów i adresy wewnętrzne.

Czy pokażecie na tym ekranie liczby z naszego programu magazynowego? Tak, jeśli da się po nie sięgnąć zapytaniem do bazy albo interfejsem programistycznym. Zakładamy do tego osobne konto wyłącznie do odczytu i czytamy widok przygotowany pod pulpit, a nie tabelę produkcyjną. Zapytanie uzgadniamy z osobą, która ten system zna, bo źle policzona liczba na ekranie zarządu żyje potem własnym życiem.

Mamy pulpity, na które nikt nie patrzy. Da się to odkręcić? Zwykle tak i zwykle taniej niż budowa od nowa, bo źródła danych już są podpięte. Praca polega na wybraniu pytań, skasowaniu paneli, które na żadne nie odpowiadają, dopisaniu jednostek i progów oraz rozdzieleniu jednego ekranu na wersję dla technika i dla właściciela. Najtrudniejsza część jest rozmową, a nie konfiguracją.

Co zrobić dalej

Jeśli macie monitoring, którego dane nikomu poza działem IT nic nie mówią, zaczynamy od pięciu pytań, a nie od narzędzia.

Umówcie 30 minut o Waszych danych i przyjdźcie z jedną rzeczą: nazwiskiem osoby, która ma na ten ekran patrzeć. Wychodzicie z rozmowy ze spisanymi pytaniami dla tej osoby i informacją, które z nich da się obsłużyć danymi, które już macie. Budowa zestawu przy działającym źródle danych to około dnia pracy od momentu, w którym mamy dostępy i te pytania na kartce.

Pracujemy w całej Polsce, także na miejscu. Firmy z Wielkopolski obsługujemy lokalnie i tam też budujemy pulpity u klienta .

Czytaj dalej

Powiązane artykuły

Zestaw zmienia się codziennie, więc przy kolejnej wizycie zobaczysz inny wycinek bloga.

blog

Veeam Backup, mała firma: licencje, koszty i pułapki

Ten tekst jest dla firmy, która wie już, że z kopiami zapasowymi jest u niej źle, i sprawdza, czy Veeam to właściwa odpowiedź. Opisuję, jak działa licencjonowanie, w którym miejscu rachunek rośnie po podpisaniu umowy i kiedy tańsze narzędzie robi dokładnie to samo. Ten sam rachunek liczy się tak sam

Czytaj artykuł
Masz to samo u siebie?

Możemy się tym zająć

Krótka rozmowa wystarczy, żeby ocenić zakres prac i podać widełki kosztu. Bez zobowiązań.