Pomoc zdalna
  • blog
  • sieci
  • Czy MikroTik jest bezpieczny? Co dostajecie za tę cenę i gdzie leży haczyk
sieci

Czy MikroTik jest bezpieczny? Co dostajecie za tę cenę i gdzie leży haczyk

Ten tekst jest dla firmy, która zadaje sobie pytanie, czy MikroTik jest bezpieczny — ma już takie urządzenie na brzegu sieci albo dostała ofertę z jego nazwą i chce wiedzieć, na co się pisze.

  • Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek
16 sierpnia 2026 17 min czytania
microtik logo

MikroTik kosztuje ułamek tego, co sprzęt o zbliżonych możliwościach u innych producentów, i oddaje tę różnicę w utrzymaniu. Urządzenie wykonuje dokładnie to, co mu każecie, także wtedy, gdy każecie mu wpuścić internet do sieci lokalnej. Rachunek wychodzi korzystnie tam, gdzie ktoś tę konfigurację napisał świadomie, opisał ją i wraca do niej co kwartał.

Router stoi na brzegu sieci od czterech lat, ustawienia pisał znajomy informatyk, a hasło zostało w skrzynce, do której nikt już nie wchodzi. Ten sprzęt jest jak maszyna warsztatowa bez osłon: tańsza, szybsza i zrobi dokładnie to, co ustawi operator, łącznie z rzeczami, których robić nie chciał, bo nic go przed nimi nie ostrzeże. Rozstrzygamy cztery rzeczy: czy taka maszyna pasuje do Waszej sytuacji, czy MikroTik jest bezpieczny bez stałej opieki, co zrobić z konfiguracją po człowieku, który zniknął, i kiedy lepiej dopłacić do UniFi albo FortiGate.

Ile kosztuje sieć, w której MikroTika nikt nie dotykał od trzech lat

Urządzenie za kilkaset złotych obsłuży firmę na pięćdziesiąt stanowisk i zrobi to latami bez jednego restartu. Ta część opowieści jest prawdziwa i to ona sprzedaje ten sprzęt w Polsce.

Druga część zaczyna się w dniu, w którym ktoś musi tę konfigurację zmienić.

Przebieg jest zawsze podobny. Router przyszedł od znajomego informatyka albo od ekipy, która kładła kable. Ustawienia powstały w jedno popołudnie, zadziałały i nikt do nich nie wrócił. Znajomy zmienił pracę, ekipa nie odbiera telefonu, hasło zostało w skrzynce, do której nikt już nie ma dostępu.

Wtedy zaczyna się liczenie:

  • godziny pracy inżyniera, który odtwarza cudzy tok myślenia z jednego pliku eksportu,
  • przestój, bo pierwsza zmiana odcięła dostęp do samego urządzenia i ktoś musiał po nie pojechać,
  • dzień, w którym firma pracuje wolniej, bo nikt nie wie, którą regułę wolno ruszyć.

Osobno stoi koszt, którego nie widać na żadnej fakturze. Panel administracyjny osiągalny z internetu jest skanowany od pierwszej doby pracy urządzenia, a RouterOS ma za sobą podatności, przy których hasło nie miało znaczenia. Najgłośniejsza z nich pozwalała przez port narzędzia zarządzającego odczytać z urządzenia plik z kontami, czyli wyjąć hasło zamiast je zgadywać. Zamek był w porządku, tylko obok drzwi znalazło się okienko, przez które dawało się sięgnąć po klucz — i to jest właściwa odpowiedź na pytanie, czy MikroTik jest bezpieczny: zależy, kto ostatni sprawdzał okna.

W drzwiach jest zostawiony klucz który da się sięgnąć przez oknoźródło: magnific.com

Znaczenie ma to, czego wtedy nie widać. Sprzęt z oprogramowaniem sprzed kilku wydań pracuje identycznie jak sprzęt zaktualizowany: te same reguły, ten sam ruch, ta sama dioda. Nie jest tani. Jest sprzętem, za który zapłacicie w innej walucie i w gorszym momencie.

To nie jest awaria. Nic nie gaśnie, nikt nie dzwoni, urządzenie stoi w szafie i pracuje, a firma dowiaduje się o problemie dopiero wtedy, gdy dane wychodzą na zewnątrz albo gdy ktoś próbuje wprowadzić pierwszą zmianę od trzech lat.

Podział sieci na segmenty, który przy okazji takiego przejęcia wychodzi jako pierwsza pilna rzecz do zrobienia, opisaliśmy w osobnym wpisie o dzieleniu firmowej sieci na VLAN-y .

Co MikroTik daje w cenie urządzenia, czego nie daje router od operatora

Najważniejsza rzecz w ofercie tego producenta nie jest funkcją. Jest nią to, czego w niej nie ma: podziału na wersje, w których droższa wersja odblokowuje tunel albo kolejkowanie ruchu.

RouterOS wchodzi na urządzenie w komplecie. Router za kilkaset złotych ma ten sam firewall, te same tunele i to samo kolejkowanie, co maszyna kilkanaście razy droższa, a różnica siedzi w przepustowości, liczbie portów i tym, ile sesji sprzęt uciągnie w godzinach szczytu. Kupujecie wydajność, nie zestaw funkcji. U większości konkurencji jest odwrotnie i to jest ta różnica, którą widać w ofercie.

Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?

Drugą rzecz widać dopiero po roku. Nie ma tu corocznej opłaty za usługi bezpieczeństwa, bez której urządzenie traci połowę sensu, więc budżet na sieć nie ma pozycji, która wraca co dwanaście miesięcy i rośnie.

Trzecia rzecz jest tą, o którą chodzi firmom z nietypową siecią. Da się tu zrobić rzeczy, których w prostszych ekosystemach po prostu nie ma. Dwa łącza od różnych operatorów z przełączaniem po jakości, a nie po samym zaniku sygnału, tunel do oddziału zestawiany na łączu z adresem zmieniającym się co dobę, priorytet dla telefonii i terminali magazynowych ustawiony osobno dla każdego typu ruchu. Sprzęt, który to potrafi, u innych producentów kosztuje wielokrotnie więcej albo wymaga dokupienia licencji.

Cena wraca w innym miejscu.

Urządzenie nie ma umowy serwisowej, która przypomni o aktualizacji, nie wysyła maila o wydaniu z poprawką bezpieczeństwa i nie prowadzi rejestru zmian, więc nikt z zewnątrz nie zapuka do Was z informacją, że macie wersję sprzed dwóch lat. Informacja o nowym wydaniu jest w panelu urządzenia i to jest cała różnica, bo do panelu wchodzi ten, kto ma powód. Firma bez takiej osoby nie ma powodu przez trzy lata. Producent nie zbuduje Wam też konfiguracji domyślnej dopasowanej do firmy, bo domyślna jest minimalna z założenia.

Wszystko, co u konkurencji robi subskrypcja, tutaj robi człowiek.

Kiedy MikroTik w firmie ma sens, a kiedy go odradzamy

Odpowiedź na pytanie, czy MikroTik jest bezpieczny i czy ma sens w Waszej firmie, nie zależy od wielkości firmy - to pierwsza rzecz, którą mówimy przy wycenie. Zależy od tego, czy ktoś tym urządzeniem będzie się zajmował po dniu wdrożenia.

Ma sens w czterech układach:

  1. Jest kto go prowadzi. Wewnętrzny administrator albo umowa z firmą zewnętrzną. Bez jednego z tych dwóch reszta listy nie ma znaczenia.
  2. Sieć jest nietypowa. Dwa łącza, kilka lokalizacji spiętych tunelami, hala z terminalami, telefonia wymagająca priorytetu. To są rzeczy, przy których elastyczność zwraca się w pierwszym miesiącu.
  3. Budżet na sprzęt jest ciasny, a na pracę nie. Firma, która woli wydać na konfigurację i opiekę niż na urządzenie i coroczną subskrypcję, wychodzi tu na swoje.
  4. Chcecie zostać właścicielem konfiguracji. Ustawienia da się wyeksportować do pliku tekstowego, przeczytać i przenieść na inne urządzenie tego producenta, bez pośrednictwa chmury i konta u dostawcy.

Odradzamy wtedy, gdy urządzenie ma stać na brzegu firmy, a jedyną osobą techniczną w okolicy jest ktoś, kto raz w miesiącu resetuje drukarkę. Nie chodzi o zdolności tej osoby. Chodzi o to, że sprzęt niczego nie podpowiada i nie ostrzega przed regułą, która otwiera całą sieć. W takiej firmie zamiast niego proponujemy wdrożenie ekosystemu Ubiquiti i mówimy to przed wystawieniem oferty, mimo że jest to zlecenie o wyższej kwocie sprzętowej i niższej marży na naszej pracy.

Odradzamy również przy dwóch wymaganiach z papieru. Pierwsze to obowiązek posiadania na brzegu kontroli ruchu z aktualizowanymi sygnaturami, którego oczekuje ubezpieczyciel, korporacyjny kontrahent albo audyt prowadzony pod NIS 2. Drugie to wymóg pokazania rejestru zmian konfiguracji i dat aktualizacji za ostatnie dwanaście miesięcy. Obie rzeczy da się przy tym sprzęcie zbudować i obie kosztują pracę, którą u konkurencji kupuje się razem z urządzeniem.

Jak przejmujemy urządzenie skonfigurowane przez kogoś, kto zniknął

Większość naszych zleceń przy tym sprzęcie to nie są nowe wdrożenia. To przejęcia po kimś, kto już nie odbiera telefonu, i przebiegają w sześciu krokach zawsze w tej samej kolejności.

Chaotyczne i niepoukładane kable w serwerowniźródło: pexels.com
  1. Kopia, zanim cokolwiek zobaczymy. Eksport ustawień do pliku tekstowego i kopia binarna, obie zapisane poza urządzeniem. Robimy to przed diagnostyką, nie po niej, bo urządzenie po kimś obcym potrafi zareagować na pierwsze kliknięcie w sposób, którego nikt nie przewidział. Zajmuje kilka minut i ratowało nas częściej niż jakakolwiek inna czynność z tej listy.
  2. Spis tego, co słucha. Które usługi zarządzania są włączone, na jakich portach, z jakich adresów wolno się do nich połączyć i ile jest kont z pełnymi uprawnieniami. Tu wychodzi konto po poprzednim wykonawcy, hasło ustawione na nazwę firmy i panel odpowiadający na cały świat.
  3. Wersja oprogramowania zestawiona z listą podatności. Numer wydania sprawdzamy w ogłoszeniach producenta, żeby wiedzieć, czy mamy do czynienia z urządzeniem przestarzałym, czy z urządzeniem, do którego ktoś mógł już wejść. To dwie różne sytuacje i prowadzą do dwóch różnych rozmów z właścicielem firmy.
  4. Czytanie reguł od pierwszej do ostatniej. Kolejność decyduje o wszystkim, a lista pisana przez kilka osób przez kilka lat zwykle ma w środku regułę, za którą nic już się nie wykonuje. Osobno sprawdzamy, jak zbudowany jest mostek i jak przypisano do niego VLAN-y, bo to miejsce, w którym sieć potrafi działać poprawnie z niewłaściwego powodu.
  5. Plan zmian i droga powrotu. Ustalamy okno serwisowe, drugi kanał dostępu do urządzenia (modem LTE, konsola szeregowa albo człowiek na miejscu) i moment, w którym uznajemy zmianę za nieudaną i wracamy do kopii. Ta rozmowa trwa kwadrans i oszczędza dojazd.
  6. Aktualizacja, druga kopia, opis. Wersję stabilną wgrywamy dopiero po uporządkowaniu reguł, żeby przy problemie było wiadomo, co go wywołało. Na koniec powstaje dokument, który mówi, po co istnieje każda reguła, a nie co zawiera.
Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?

Ramy czasowe. Konfiguracja jednego routera od zera to około pół dnia pracy i taka jest podstawa kwoty na stronie tej usługi (stan na sierpień 2026). Przejęcie cudzej konfiguracji trwa dłużej, bo dochodzi czytanie i ustalanie, czego dotknąć nie wolno.

Reguły brzegowe to jedna warstwa, a to, czy ktokolwiek patrzy na urządzenie między jednym zleceniem a drugim, to druga. Opisaliśmy ją przy stałym nadzorze nad infrastrukturą .

MikroTik, UniFi czy FortiGate: trzy pytania i nasz werdykt

Wybór między tymi trzema rozstrzygają trzy pytania i żadne z nich nie dotyczy parametrów sprzętu.

Pytanie

Odpowiedź

Co z niej wynika

Kto ma otwierać panel w środę o czternastej?

ktoś z firmy, kto nie jest informatykiem

odpada MikroTik

Czy ktoś z zewnątrz wymaga od Was ochrony brzegu z aktualizowanymi sygnaturami?

tak

wchodzi FortiGate i nie ma tu drugiego wyboru

Co jest w tej sieci trudnego?

Wi-Fi

wygrywa UniFi

Co jest w tej sieci trudnego?

brzeg, łącza i tunele

wygrywa MikroTik

Werdykt wobec UniFi. Ubiquiti kupuje się dla wygody i spójności, i te dwie rzeczy naprawdę dostajecie: całą sieć widać w jednym panelu, dołożenie punktu dostępowego nie wymaga konsultacji, a aktualizacje idą centralnie. Płacicie za to dwa razy. Raz w cenie sprzętu, bo zysk z jednego panelu pojawia się dopiero wtedy, gdy z tej rodziny jest większość urządzeń w szafie. Drugi raz w chwili, gdy potrzebujecie czegoś, czego panel nie przewiduje, i okazuje się, że nie ma gdzie tego wpisać.

Nasz werdykt jest niesymetryczny i taki ma być: w biurze, w gabinecie, w lokalu usługowym i wszędzie tam, gdzie problemem jest zasięg, proponujemy Ubiquiti nawet klientom, którzy przyszli po MikroTika. Odwrotnie robimy rzadziej, bo firma z trudnym brzegiem zwykle już wie, że go ma.

Najczęściej wdrażamy zresztą obie te rzeczy naraz: brzeg na MikroTiku, radiowa część sieci na Ubiquiti . Ta kombinacja nie jest kompromisem, tylko sposobem na to, żeby każde z urządzeń robiło to, w czym jest dobre.

Werdykt wobec FortiGate. Przy wymogu ochrony sprawa jest rozstrzygnięta i nie próbujemy jej odwracać. Wykrywanie włamań z sygnaturami, kontrola treści, sprawdzanie plików i raport, który da się pokazać audytorowi, są w FortiGate produktem gotowym i utrzymywanym przez producenta, a na MikroTiku byłyby zestawem elementów, które ktoś musi zebrać, spiąć i potem pilnować przez lata.

Firma, która potrzebuje tej warstwy, kupuje ją, a nie buduje. Cena tego wyboru jest jawna i wraca co roku: bez opłaty za usługi bezpieczeństwa urządzenie dalej filtruje ruch, ale przestaje wiedzieć, przed czym ma bronić.

Granica przebiega tam, gdzie kończy się wymóg. Firma, która nikomu nic nie musi udowadniać i potrzebuje kontrolowanego brzegu, dostaje od nas MikroTika i wyjdzie taniej. Firma, która przy odnowieniu polisy albo przy audycie kontrahenta odpowiada na pytanie o ochronę brzegu, dostaje FortiGate i to nie jest sprzedaż droższego pudełka.

Sam dobór urządzenia i budowę reguł niezależnie od producenta opisuje wdrożenie zapory na styku z internetem , a mechanizm samej zapory wyjaśniliśmy prostym językiem w osobnym wpisie .

Ile kosztuje MikroTik w firmie na 20 stanowisk

Kwoty poniżej są nasze i dotyczą pracy, nie sprzętu. Wszystkie są w złotych netto i obowiązują w sierpniu 2026.

Zakres

Co obejmuje

Cena od

Konfiguracja jednego urządzenia zdalnie

około pół dnia pracy, kopia ustawień, opis zmian

1 000 zł

Wdrożenie zapory w jednej lokalizacji

dobór sprzętu, reguły, dostęp zdalny, dokumentacja

2 900 zł

Stała opieka nad siecią jednej lokalizacji

do mniej więcej sześćdziesięciu użytkowników

2 000 zł miesięcznie

Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?

Aktualne progi i to, co je przesuwa, stoją na stronie kategorii sieciowej , bo cennik zmienia się szybciej niż artykuł.

Sprzęt kupujecie na siebie i to jest nasza zasada, nie uprzejmość. Urządzenie zapisane na fakturze klienta zostaje u klienta razem z prawem do gwarancji, niezależnie od tego, kto je za rok utrzymuje.

Teraz pułapki, bo one nie leżą tam, gdzie ich szukacie.

Nie ma odnowienia, więc nie ma przypomnienia. Brak corocznej opłaty to realna oszczędność i jednocześnie najczęstsza przyczyna tego, że urządzenie po trzech latach pracuje na wydaniu z podatnością. Nic nie wygaśnie, nikt nie przyśle faktury, nic nie zażąda uwagi. Firma, która na tym oszczędza, powinna wpisać sobie przegląd w kalendarz, bo producent tego nie zrobi.

Wsparcie producenta wygląda inaczej, niż zakładacie. Zgłoszenie idzie formularzem, a nie umową z zapisanym czasem odpowiedzi za pieniądze. W nocy w sobotę odbiera ten, z kim macie umowę, i to jest cała różnica między tanim sprzętem a tanią siecią.

Godzina po godzinie wychodzi drożej niż umowa. Firma bez stałej opieki płaci za każdą zmianę osobno, a przy urządzeniu, które nikogo nie prowadzi za rękę, zmian jest więcej, niż wynika z planu. Warto policzyć rok wstecz i porównać sumę z abonamentem obejmującym to samo razem z nadzorem.

RouterOS na własnym sprzęcie to osobny temat licencyjny

Na routerze producenta oprogramowanie jest w cenie urządzenia, ale uruchomienie go na maszynie x86 albo w wirtualizacji wchodzi w model licencji z poziomami, które ograniczają liczbę sesji i funkcji.

Firma, która chce postawić bramę na wirtualce, powinna sprawdzić poziom i jego cenę przed projektem, a nie po.

Czego w tym sprzęcie nie lubimy

Jedna rzecz kosztowała nas więcej czasu niż wszystkie pozostałe razem i jest to sposób, w jaki RouterOS obsługuje mostek z VLAN-ami.

Dwa słowa, zanim pójdziemy dalej. Mostek to wewnętrzny przełącznik urządzenia, czyli decyzja, że kilka gniazd ma się zachowywać jak jedno pomieszczenie. VLAN to ścianka postawiona w poprzek tego pomieszczenia, żeby goście nie słyszeli księgowości, mimo że siedzą przy tej samej ścianie.

Pułapka pierwsza jest logiczna. Konfiguracja, która wygląda poprawnie, potrafi działać dobrze i źle jednocześnie: ruch chodzi, użytkownicy nie zgłaszają nic, a segmenty, które miały być rozdzielone, widzą się nawzajem. Ścianka stoi na schemacie i nie stoi w urządzeniu. Nikt tego nie zgłosi, bo brak ścianki niczego nie psuje, dopóki ktoś jej nie potrzebuje.

Pułapka druga jest wydajnościowa i ma warunek, o którym trzeba wiedzieć, bo inaczej porada jest nieprawdziwa. Przełączanie ruchu między gniazdami wykonuje zwykle osobny układ w urządzeniu, szybki i nieobciążający procesora. Włączenie filtrowania VLAN na mostku potrafi ten układ wyłączyć z gry i przenieść całą pracę na procesor, przez co router z zapasem mocy nagle nie wyrabia przy kopii wysyłanej w środku dnia. Potrafi, ale nie musi: nowsze układy przełączające obsługują filtrowanie VLAN sprzętowo i wtedy problem nie występuje. Rozstrzyga model urządzenia i wersja systemu, a nie ogólna zasada.

Praktyczny wniosek jest więc taki: przed projektem sprawdza się w dokumentacji producenta, czy układ w tym konkretnym modelu obsługuje filtrowanie VLAN sprzętowo, a po wdrożeniu patrzy się na obciążenie procesora w godzinach szczytu, nie po pracy. Urządzenie nie powie o tym ani słowa i to jest dokładnie ta wiedza, której nie ma firma konfigurująca router raz na pięć lat.

Druga sprawa wraca przy każdej aktualizacji. Decyzja, czy nowe wydanie trzeba wgrać dziś, czy może poczekać do okna serwisowego, wymaga sięgnięcia po ogłoszenia o podatnościach osobno, bo z samej listy zmian nie zawsze da się to odczytać. Przy jednym urządzeniu to drobiazg, przy kilkunastu u kilku klientów to osobna praca, którą ktoś musi mieć w kalendarzu.

Pięć błędów, które widzimy najczęściej, i co każdy kosztuje

Dostęp administracyjny zostawiony z internetu „na chwilę”. Ta chwila trwa zwykle do końca życia urządzenia. Konsekwencja jest mierzalna: skanery znajdują otwarty port w ciągu godzin od uruchomienia, a przy wydaniu z niezałataną podatnością samo silne hasło niczego nie broni.

Reguła przepuszczająca postawiona wysoko na czas wdrożenia. Wszystko, co stoi pod nią, przestaje mieć znaczenie. Firma ma listę czterdziestu reguł, poczucie, że brzeg jest skonfigurowany, i zaporę, która w praktyce przepuszcza komplet ruchu.

VLAN-y dopięte do mostka na wyczucie. Segmenty widzą się nawzajem, więc sieć gości ma drogę do serwera plików, a zawirusowany laptop nie zatrzymuje się na granicy działu. Nikt tego nie zgłosi, bo z perspektywy użytkownika wszystko działa.

Aktualizacja bez drugiego kanału dostępu. Nieudane wgranie wersji odcina firmę od internetu i od samego routera naraz, a naprawa zamienia się w dojazd, często poza godzinami pracy. Koszt tej pomyłki jest zawsze wyższy od kosztu kwadransa, w którym się jej zapobiega.

Jedno wspólne konto administracyjne. Po odejściu współpracownika nie da się odebrać mu dostępu inaczej niż zmianą hasła dla wszystkich, a rejestr zdarzeń nie odpowiada na pytanie, kto wprowadził zmianę, która położyła sieć w czwartek. Konta imienne z drugim składnikiem logowania rozwiązują obie sprawy naraz i są tańsze niż jeden incydent, o czym pisaliśmy przy logowaniu odpornym na wyciek hasła .

Co zostaje u Was po naszej robocie

Siedem rzeczy, każda w formie, którą da się przekazać dalej bez naszego udziału.

  1. Kopia konfiguracji sprzed zmian i po zmianach, w postaci tekstowej i binarnej, zapisana poza urządzeniem.
  2. Schemat sieci z adresacją, listą segmentów i informacją, co w którym stoi.
  3. Opis reguł mówiący, po co każda z nich istnieje i kto o nią prosił.
  4. Konta imienne zamiast wspólnego, z dostępem administracyjnym wyłącznie z sieci lokalnej albo przez tunel.
  5. Wersja stabilna oprogramowania i wpisana w kalendarz data następnego przeglądu.
  6. Drugi kanał dostępu do urządzenia, opisany razem z procedurą powrotu do poprzedniej konfiguracji.
  7. Instrukcja dla Was: co wolno zmienić samodzielnie, czego nie dotykać i pod jaki numer dzwonić, zanim ruszycie to drugie.

Ta dokumentacja jest napisana tak, żeby działała również wtedy, gdy sieć przejmie po nas ktoś inny. Uznajemy to za warunek uczciwej umowy, a nie za uprzejmość wobec konkurencji.

Najczęstsze pytania

Czy MikroTik jest bezpieczny? Pytania o ryzyko i przejęcie

Czy MikroTik jest bezpieczny? Samo urządzenie jest tak bezpieczne, jak jego konfiguracja i jak wersja oprogramowania, którą ma wgraną.. Producent wydaje poprawki i publikuje ogłoszenia o podatnościach, więc router aktualizowany i zamknięty od strony internetu broni się dobrze. Ten sam model zostawiony na wydaniu sprzed trzech lat, z panelem widocznym publicznie, jest jednym z łatwiejszych celów w polskim internecie.

Przejął nas nowy informatyk, a poprzedni nie zostawił hasła do routera. Da się coś zrobić? Bez hasła nie ma drogi do środka i to jest cecha, a nie usterka. Zostaje reset do ustawień fabrycznych, po którym cała konfiguracja przepada i trzeba odtworzyć ją od zera, więc zaczynamy od szukania kopii w mailach, na dyskach i u byłego wykonawcy. Reset planujemy zawsze w oknie serwisowym i z osobą przy urządzeniu.

Czy da się przejść z MikroTika na UniFi bez wymiany całej sieci? Da się i najczęściej robimy to etapami, zaczynając od części radiowej, bo tam zysk jest największy. Okablowanie i przełączniki zwykle zostają, a brzeg sieci można zostawić na dotychczasowym urządzeniu jeszcze przez rok albo dwa. Wymiana wszystkiego naraz jest wygodna dla wykonawcy i kosztowna dla firmy, która za nią płaci.

Jak często trzeba aktualizować RouterOS? Wydania stabilne warto przeglądać co kwartał, a ogłoszenia o podatnościach sprawdzać wtedy, gdy się pojawią, bo poprawka bezpieczeństwa nie czeka na harmonogram. Każde wgranie poprzedzamy kopią konfiguracji i ustaleniem drogi powrotu. Urządzenie brzegowe aktualizowane raz na kilka lat jest ryzykiem, które firma ponosi bez świadomości, że je ponosi.

Wdrożenie, umowa i zgodność z przepisami

Czy musimy podpisywać umowę, czy można zamówić sam przegląd? Sam przegląd jest możliwy i bywa najrozsądniejszym pierwszym krokiem: dostajecie listę uwag z priorytetami i decydujecie, co poprawiacie sami, a co zlecacie. Mówimy to również wtedy, gdy oznacza to mniejsze zlecenie. Umowa zaczyna się opłacać przy sieci z więcej niż jednym urządzeniem albo z tunelem między lokalizacjami.

Czy MikroTik wystarczy przy wymaganiach z NIS 2? Dyrektywa nie wskazuje producenta ani modelu, tylko pyta o zarządzanie podatnościami, kontrolę dostępu i rejestrowanie zdarzeń. Ten sprzęt potrafi spełnić wszystkie trzy rzeczy, z tym że każdą trzeba zbudować i udokumentować samodzielnie, bo nie przychodzi z gotowym raportem dla audytora. Firma, która ma pokazać takie zapisy przy kontroli albo przy odnowieniu polisy, powinna policzyć koszt tej pracy przed wyborem sprzętu.

Ile trwa konfiguracja i czy firma przez ten czas stoi? Konfiguracja jednego routera od zera to około pół dnia pracy, a firma nie stoi, bo zmiany wchodzą etapami. Przestój dotyczy pojedynczego przełączenia w oknie serwisowym, zwykle poza godzinami pracy, i zawsze ma ustaloną drogę powrotu. Przejęcie konfiguracji po kimś trwa dłużej, ponieważ największą część tej pracy zajmuje ustalenie, czego nie wolno dotknąć.

Co zrobić dalej

Jeśli macie w szafie urządzenie, o którym wiecie tylko tyle, że działa, zacznijcie od sprawdzenia, kto ma do niego dostęp i kiedy ostatnio dostało aktualizację. Jeśli nie ma kogo o to zapytać, zrobimy to za Was.

Umówcie 30 minut rozmowy o Waszej sieci , a po uzyskaniu dostępu do urządzenia dostaniecie listę uwag z priorytetami: co jest otwarte na zewnątrz, które reguły nie robią nic, jaka jest wersja oprogramowania i co poprawić w pierwszej kolejności. Listę możecie wykonać sami albo zlecić nam, i to jest Wasza decyzja, nie warunek.

Pracujemy w całej Polsce, także na miejscu. Biuro główne mamy w Gorzowie Wielkopolskim i stamtąd obsługujemy klientów lokalnie .

Czytaj dalej

Powiązane artykuły

Zestaw zmienia się codziennie, więc przy kolejnej wizycie zobaczysz inny wycinek bloga.

Masz to samo u siebie?

Możemy się tym zająć

Krótka rozmowa wystarczy, żeby ocenić zakres prac i podać widełki kosztu. Bez zobowiązań.