Pomoc zdalna
  • blog
  • sieci
  • UniFi czy MikroTik w firmie: jedna konsola do całej sieci i cena, jaką za nią płacicie
sieci

UniFi czy MikroTik w firmie: jedna konsola do całej sieci i cena, jaką za nią płacicie

Ten tekst rozstrzyga dylemat UniFi czy MikroTik dla firmy na 5 do 50 stanowisk, która ma już wybrany kierunek i chce wiedzieć, na co się pisze. Po przeczytaniu rozstrzygniecie trzy rzeczy: czy kupować cały zestaw z jednej rodziny, jak ma wyglądać sieć dla gości i kiedy lepiej wziąć MikroTika.

  • Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek
17 sierpnia 2026 19 min czytania
Na stole widzimy urządzenia, które łączą się do sieci takie jak telefon, acces point, głośnik oraz kamera

Co daje jedna konsola i czym za nią płacicie

UniFi to jedna konsola do punktów dostępowych, przełączników i bramy. Sieć dla gości powstaje w kilkanaście minut, aktualizacje wgrywa się z jednego miejsca, a stan całej warstwy dostępowej widać na jednym ekranie. Ceną jest zależność od jednego producenta. Oszczędność czasu pojawia się dopiero wtedy, gdy z tej samej rodziny pochodzą brzeg sieci, przełączniki i punkty dostępowe.

Nie ma tu rankingu punktów dostępowych ani pomiarów przepustowości w laboratorium, bo przy kilkudziesięciu osobach żadna z tych liczb nie decyduje. Zostają trzy rozstrzygnięcia: czy kupować cały zestaw z jednej rodziny, jak zbudować sieć dla gości i kiedy w wyborze UniFi czy MikroTik postawić na tym drugim producencie.

Zanim padnie pierwszy termin, jedno rozróżnienie, bez którego reszta tekstu jest mgłą. Przełącznik to korytarz z drzwiami: fizycznie przenosi ruch, przepuszcza pakiety z gniazdka do gniazdka i robi to sam, bez pytania kogokolwiek o zdanie.

Kontroler to kierownik zmiany, który siedzi w pokoju obok z grafikiem i rejestrem kluczy. Sam nie przenosi ani jednego pakietu. Ustala natomiast, kto ma jakie klucze, którędy wolno chodzić i kiedy wymienia się zamki, a potem rozsyła te ustalenia do wszystkich korytarzy naraz.

Cała obietnica UniFi sprowadza się do tego, że kierownik jest jeden i wydaje polecenia jednym głosem. Cała cena tej obietnicy wynika stąd, że kierownik musi gdzieś siedzieć i ktoś musi go zastąpić, gdy zachoruje.

Ile kosztuje sieć składana przez lata z trzech różnych marek

Mało kto podejmuje decyzję o mieszance. Ona narasta.

Pierwszy router został po dostawcy internetu. Dwa lata później doszedł przełącznik z przetargu, bo był najtańszy w zestawieniu. Potem ktoś dołożył punkt dostępowy w sali konferencyjnej, bo tam nie było zasięgu, i był to model kupiony w markecie po drodze do biura. Każda z tych decyzji z osobna była rozsądna.

Rachunek przychodzi w dniu, w którym coś przestaje działać.

Nikt nie wie, w którym urządzeniu ustawić VLAN, bo każde nazywa to inaczej i w każdym klika się gdzie indziej. Aktualizacje wgrywa się ręcznie, po jednym urządzeniu, więc nie wgrywa się ich wcale. Hasła administracyjne leżą w trzech miejscach, a do jednego z urządzeń zna je wyłącznie człowiek, który odszedł z firmy. Zmiana, która w spójnym zestawie zajmuje kwadrans, zamienia się w pół dnia śledztwa.

Chaotycznie poplątane kable sieciowe i informatyk który nie wie co do czego idzieźródło: magnific.com

Do tego dochodzi koszt, którego nie widać na żadnej fakturze: nikt nie ma widoku na całość. Na pytanie, ile urządzeń jest w tej chwili w sieci gości, nie da się odpowiedzieć, bo nie ma miejsca, w którym taka liczba stoi. Problem z zasięgiem w magazynie rozstrzyga się wtedy na czuja, a nie z danych, więc kończy się dołożeniem kolejnego punktu, po którym bywa gorzej niż było. Rozpoznanie takiej sieci zaczynamy od inwentaryzacji, którą opisaliśmy przy administracji siecią .

Koszt tego stanu da się policzyć bez naszej pomocy. Weźcie ostatnie pół roku i policzcie:

  1. ile razy ktoś czekał, aż „ktoś się temu przyjrzy”,
  2. ile razy trzeba było wezwać kogoś z zewnątrz do rzeczy, która okazała się jednym ustawieniem,
  3. ile godzin pracy zjadło zrywane połączenie w tej jednej sali.
Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?

Pomnóżcie to przez stawkę, którą płacicie za dojazd serwisu. Wyjdzie liczba, obok której różnica w cenie sprzętu przestaje być argumentem.

To jest problem, który spójny zestaw rozwiązuje naprawdę, i jedyny powód, dla którego warto rozważyć związanie się z jednym producentem.

Co realnie daje jedna konsola, a czego nie załatwi

Kontroler UniFi jest aplikacją, która widzi wszystkie przyjęte przez siebie urządzenia i steruje nimi z jednego ekranu. Stoi na małym komputerze w szafie, na bramie z wbudowanym kontrolerem albo na Waszym serwerze. Punkt dostępowy, przełącznik i brama trafiają do niego przez adopcję i od tego momentu nie konfiguruje się ich pojedynczo.

Trzy rzeczy, na których ta konstrukcja zarabia w codziennej pracy:

  1. Nowa sieć bezprzewodowa powstaje raz, a nie na każdym urządzeniu osobno. Zakładacie ją w kontrolerze i wskazujecie, na których punktach ma się pojawić. Osiem punktów czy jeden, robota jest ta sama.
  2. Aktualizacje idą z jednego miejsca. Widać, które urządzenie ma starsze oprogramowanie, i wgrywa się je grupowo, w oknie serwisowym. To jedyny znany nam sposób, żeby aktualizacje sprzętu sieciowego faktycznie się działy w firmie bez informatyka na etacie.
  3. Widać, co się dzieje. Który punkt obsługuje ilu klientów, gdzie sygnał jest słaby, które urządzenie odłączyło się w nocy, na którym porcie przełącznika coś przestało odpowiadać.

Zysk z tego jest realny i mierzalny czasem, który wcześniej szedł na chodzenie między panelami.

Teraz druga strona, bo ta konsola bywa sprzedawana jako odpowiedź na wszystko.

Kontroler nie zaprojektuje pokrycia. Nie powie Wam, ile punktów potrzebuje hala z regałami, bo to wynik pomiaru w miejscu, a nie obliczenia z metrażu. Nie zastąpi też firewalla z prawdziwego zdarzenia tam, gdzie wymagana jest kontrola ruchu na poziomie aplikacji i raport z tego, co zostało zablokowane. Nie zrobi za Was polityki dostępu, bo urządzenie nie wie, który pracownik ma widzieć serwer plików, a który wyłącznie internet.

I nie naprawi kabla. Połowa zgłoszeń podpisanych „nie działa Wi-Fi” kończy się w warstwie, której użytkownik nie widzi, co opisaliśmy przy okazji jednej takiej awarii .

Sieć dla gości: dlaczego nie może stać obok komputerów i terminala płatniczego

Sieć dla odwiedzających jest najczęstszym powodem, dla którego mała firma w ogóle kupuje zarządzalny sprzęt. Ktoś przychodzi na spotkanie, pyta o hasło do Wi-Fi i dostaje karteczkę z hasłem do sieci, w której stoi księgowość. Handlowiec, przedstawiciel, serwisant kotłowni, kandydat na rozmowie: w ciągu roku przez małe biuro przechodzi kilkadziesiąt cudzych urządzeń.

W kontrolerze samo założenie takiej sieci to kilkanaście minut. Nowa sieć bezprzewodowa, znacznik VLAN, ograniczenie pasma, izolacja klientów od siebie nawzajem i wybór, czy wejście ma iść przez hasło, czy przez stronę powitalną z kodem. Klikanie jest łatwe i to jest właśnie pułapka: łatwość dotyczy interfejsu, a nie sieci pod spodem.

Padło słowo VLAN, więc od razu, co znaczy. VLAN to linia namalowana na podłodze hali. Podłoga jest jedna, kable są te same, wózek fizycznie mógłby przejechać na drugą stronę, tylko dostaje w każdym pomieszczeniu polecenie, że mu nie wolno. Cała sztuka polega na tym, że linię trzeba namalować w każdym pomieszczeniu na trasie. Namalowana wyłącznie w jednym pokoju kończy się na progu i wózek jedzie dalej, gdzie chce.

Robota jest gdzie indziej.

Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?

Co poza kontrolerem trzeba ustawić i jak to sprawdzić

Ten sam VLAN musi być przeprowadzony przez przełącznik i skończyć się na bramie regułą, która przepuszcza ruch do internetu i nie przepuszcza go nigdzie indziej. Kontroler maluje linię tylko na punkcie dostępowym, czyli w pierwszym pomieszczeniu. Bez ciągu dalszego macie drugą nazwę sieci i to samo mieszkanie.

Sprawdza się to jednym testem: telefon podłączony do sieci gości ma nie znaleźć w sieci ani drukarki, ani dysku sieciowego, ani panelu administracyjnego przełącznika.

Cztery rzeczy, które w tej samej sieci co goście nie mają czego szukać:

  1. Komputery pracowników i serwer plików. Zawirusowany laptop odwiedzającego szuka sąsiadów w tej samej podsieci, a nie w internecie.
  2. Terminal płatniczy i kasa. Środowisko, w którym przechodzą dane kartowe, ma być oddzielone od sieci publicznie dostępnej - to wymóg standardu PCI DSS , nie nasza preferencja.
  3. Kamery, rejestrator i kontrola dostępu. Urządzenia, które najrzadziej dostają aktualizacje, i jednocześnie te, które widzą najwięcej.
  4. Panele administracyjne samych urządzeń sieciowych. Kontroler, przełącznik i brama mają być poza zasięgiem osoby, która przyszła na kawę.

Osobna sieć dla gości nie jest funkcją premium ani dodatkiem do wyceny. To jest minimum, poniżej którego nie schodzimy w żadnym wdrożeniu, także wtedy, gdy klient prosi wyłącznie o „zasięg w sali konferencyjnej”. Szerzej o samym podziale ruchu pisaliśmy w tekście o segmentacji sieci w małej firmie , a o tym, co odgradza sieć firmową od internetu, w tekście o firewallu .

Jest jeszcze argument, który przekonuje szybciej niż wszystkie powyższe: ruch gościa wychodzi z Waszego łącza i z Waszego adresu. Cokolwiek ktoś z tego adresu zrobi, pierwsze pytanie trafia do Was.

Cena spójnego zestawu: kontroler, obcy sprzęt i urządzenia bez wsparcia

Za jedną konsolę płaci się w trzech miejscach i żadne z nich nie jest pozycją na fakturze.

Kontroler jako pojedynczy punkt awarii

Kontroler staje się elementem, który musi żyć. Kierownik zmiany poszedł na zwolnienie, a korytarze działają dalej: punkty dostępowe pracują, ludzie łączą się z siecią, bo grafik jest już rozdany i wisi na każdych drzwiach. Zatrzymuje się wszystko, co wymaga nowej decyzji. Nie zmienicie ustawień, nie przyjmiecie nowego urządzenia, nie wgracie aktualizacji i nie zobaczycie statystyk. Przy sieci dla gości opartej o stronę powitalną przestaną też wchodzić odwiedzający, bo akurat tę bramkę obsługuje kierownik osobiście.

Stąd bierze się obowiązek, którego w sieci z trzech marek nie było: kopia ustawień kontrolera. Trzy niezależne urządzenia nie miały wspólnego rejestru, więc nie było czego stracić. Tutaj rejestr jest jeden i jego utrata oznacza konfigurowanie całej sieci od zera, razem z ponownym przyjęciem każdego urządzenia po kolei. Jedna konsola jest jednym miejscem do zarządzania i jednocześnie jednym miejscem do stracenia, i to jest ta sama cecha, nie dwie różne.

Obcy sprzęt w spójnym ekosystemie

Obcy sprzęt wpada do konsoli tylko połowicznie. Przełącznik innego producenta przepuści VLAN i będzie działał, ale nie pokaże się w topologii, nie podacie z konsoli zasilania na porcie i nie zmienicie na nim niczego. Punktu dostępowego obcej marki nie przyjmiecie w ogóle. Konsekwencja jest arytmetyczna: im więcej sprzętu spoza rodziny, tym mniej warta jest jedna konsola, aż do punktu, w którym płacicie za wygodę, której nie macie.

Rozbudowa przestaje być wtedy wyborem sprzętu i zaczyna być wyborem producenta.

Starzenie się sprzętu i koniec wsparcia

Sprzęt starzeje się szybciej, niż wynika z jego stanu technicznego, i trzeba wyjaśnić, co to w ogóle znaczy. Koniec wsparcia nie jest awarią ani wyłączeniem. Urządzenie wisi na suficie, świeci diodą i przenosi ruch tak samo jak wczoraj. Przestaje natomiast dostawać poprawki oprogramowania, więc każda nowa dziura w jego zabezpieczeniach zostaje w nim na stałe. To jest ten sam mechanizm co w samochodzie, do którego przestano produkować części: auto jeździ, przegląd przechodzi, tylko po pierwszej poważnej usterce nie ma czym go naprawić. W dodatku nowsze wydania kontrolera w pewnym momencie przestają takie urządzenie obsługiwać, czyli kierownik zmiany przestaje rozumieć polecenia wydawane najstarszemu korytarzowi.

Teraz rzecz, która odróżnia tego producenta od Cisco i którą trzeba wiedzieć przed zakupem: Ubiquiti nie publikuje polityki końca wsparcia. Nie ma zobowiązania w rodzaju „poprawki przez tyle a tyle lat od zakończenia sprzedaży”, nie ma tabeli z datami, jest tylko lista produktów już przeniesionych do kategorii archiwalnych. Kupując urządzenie, nie dostajecie więc żadnej daty, na której dałoby się oprzeć budżet.

Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?

Skoro producent daty nie daje, trzeba wziąć tę, którą naprawdę macie na papierze, czyli gwarancję. Standardowo są to dwa lata przy zakupie wprost u producenta i rok przy zakupie u dystrybutora albo w sklepie, a to drugie jest w Polsce drogą typową. Rozszerzone wsparcie producenta, sprzedawane osobno, podnosi ochronę do pięciu lat z wymianą na kolejny dzień roboczy, i to jest jedyna liczba w tym ekosystemie, którą ktokolwiek Wam gwarantuje.

Stąd nasza reguła planowania, wprost i z uzasadnieniem: odkładajcie na wymianę warstwy dostępowej w cyklu pięcioletnim, licząc od daty zakupu. Pięć lat nie jest przeczuciem, tylko najdłuższym okresem, na jaki producent bierze na siebie jakiekolwiek zobowiązanie. Sprzęt zwykle przeżyje więcej i bardzo dobrze, ale budżet planuje się na zobowiązaniach, a nie na nadziei.

Jest jeszcze czwarta rzecz, mniejsza, ale irytująca w konkretnym dniu: zdalny dostęp do konsoli przez chmurę producenta wymaga konta u tego producenta. Firma, która chce mieć całość wyłącznie u siebie, zostaje przy dostępie przez VPN i traci wygodę, za którą część ludzi ten ekosystem lubi.

UniFi czy MikroTik: nasz werdykt i kiedy odradzamy jedno i drugie

Pytanie UniFi czy MikroTik pada w każdej rozmowie o sieci i zwykle jest źle postawione, bo zakłada, że trzeba wybrać jedno na całą sieć.

Nasz werdykt brzmi tak: na brzegu sieci MikroTik, w warstwie dostępowej UniFi, i tak wygląda większość naszych wdrożeń w firmach na 5 do 50 stanowisk. Brzeg sieci jest urządzeniem konfigurowanym raz i potem rzadko dotykanym, a warstwa dostępowa zmienia się co tydzień i tam jedna konsola oszczędza realne godziny. Zakres obu prac opisują strony konfiguracji MikroTika i wdrożenia UniFi .

Cena tego układu jest jawna: tracicie część obietnicy jednego panelu, bo brzeg sieci jest poza konsolą. Uważamy to za dobry interes, bo brzeg zmienia się kilka razy w roku, a punkt dostępowy potrafi wymagać uwagi w każdy poniedziałek.

Rozwiązanie

Gdzie i kiedy je bierzemy

Co przemawia przeciw

MikroTik

na brzegu sieci, w większości naszych wdrożeń: reguły, tunele i kolejkowanie ruchu za ułamek ceny sprzętu, który robi u innych producentów to samo

firma bez nikogo technicznego, która nie chce oddać utrzymania na zewnątrz. To urządzenie nie pilnuje administratora i wybacza mniej niż jakiekolwiek inne w tej cenie, a konfiguracja napisana z poradnika działa do pierwszej zmiany, której autor poradnika nie przewidział

UniFi

w warstwie dostępowej: punkty dostępowe i przełączniki, czyli tam, gdzie zmiany dzieją się co tydzień

potrzeba kontroli ruchu na poziomie aplikacji i raportu z tego, co zostało zablokowane, wymóg branżowy albo umowa każąca pokazać dziennik zdarzeń z brzegu sieci, kilka lokalizacji z zapisanym czasem reakcji producenta

FortiGate albo Cisco

gdy któryś z tych wymogów jest zapisany i trzeba go wykazać

licencje i koszt utrzymania, które dokładacie wtedy świadomie

Meraki albo Aruba

gdy klient ma już taką flotę albo gdy liczba oddziałów naprawdę tego wymaga

model licencyjny, w którym płacicie za każde urządzenie na okres z góry, a po wygaśnięciu i trzydziestodniowej karencji urządzenie przestaje przepuszczać ruch. Przy UniFi zapomniana faktura nie robi nic, tutaj zatrzymuje biuro, więc do zestawienia dla firmy na 20 stanowisk trafiają rzadko

Trzy pytania rozstrzygają ten wybór szybciej niż porównanie parametrów.

Kto będzie klikał w tej sieci za pół roku? Jeśli osoba nietechniczna z Waszej strony, ekosystem z jedną konsolą wygrywa, nawet gdy sprzęt jest droższy. Potrzebujecie raportu z ruchu czy zasięgu? To są dwa różne zakupy i mylenie ich kosztuje najwięcej. Ile lokalizacji będzie za trzy lata? Przy jednej różnica między producentami jest niewielka, przy czterech decyduje sposób zarządzania, a nie parametry punktów.

Jak wdrażamy UniFi w firmie krok po kroku i ile to trwa

Kolejność ma tu znaczenie większe niż dobór modeli. Wdrożenie UniFi w firmie prowadzimy zawsze tak samo, od pomiaru do testu w ruchu.

  1. Rozpoznanie obiektu. Ściany, stropy, regały, miejsca, w których ludzie faktycznie pracują, i lista urządzeń, które mają się łączyć. Przy większym obiekcie robimy pomiar pokrycia , przy małym biurze wystarczają oględziny.
  2. Lista zakupowa. Modele punktów, przełącznik z zasilaniem po kablu i zapasem mocy, brama dobrana do łącza. Sprzęt kupujecie na siebie, żeby został Wasz razem z gwarancją.
  3. Kontroler i konta. Uruchomienie lokalnie albo w chmurze, konta imienne zamiast jednego wspólnego, kopia ustawień włączona pierwszego dnia, jeszcze zanim w konsoli pojawi się cokolwiek do stracenia.
  4. Adopcja i aktualizacje na biurku. Urządzenia przyjmujemy do kontrolera i wgrywamy im oprogramowanie, zanim trafią pod sufit. Aktualizacja punktu wiszącego cztery metry nad posadzką hali kosztuje podnośnik.
  5. Sieci i VLAN-y. Osobno firma, osobno goście, osobno urządzenia typu kamery i drukarki, osobno zarządzanie sprzętem sieciowym. Reguły ruchu między nimi ustawiamy na bramie, nie w samym kontrolerze.
  6. Montaż zgodnie z projektem. Punkt wisi tam, gdzie wypadł w rozpoznaniu, a nie tam, gdzie akurat jest gniazdko.
  7. Strojenie. Kanały, moce i progi przełączania. Punkt ustawiony na maksimum przeszkadza sąsiadowi i trzyma przy sobie klienta, który dawno powinien przejść dalej.
  8. Test w ruchu i odbiór. Przechodzimy trasę z urządzeniem, którego faktycznie używacie, bo laptop inżyniera i skaner magazynowy widzą sieć inaczej. Potem dokumentacja i przekazanie dostępów.
Checklista uruchomienia konta AWS w małej firmieźródło: magnific.com

Ramy czasowe dla typowego biura z kontrolerem i sześcioma punktami: około dwóch dni pracy na samą robotę techniczną, licząc od uruchomienia kontrolera do testu powykonawczego. Do tego dochodzi czas na dostawę sprzętu i na okablowanie, jeśli kabla w suficie jeszcze nie ma, a to zwykle dłuższa część kalendarza niż cała konfiguracja.

Prace prowadzimy w oknie, które ustalamy wcześniej. Wymiana brzegu sieci potrafi odciąć firmę od internetu na kilkanaście minut i lepiej, żeby ta kwadransowa przerwa wypadła o siódmej rano niż w środku wysyłki zamówień.

Ile realnie kosztuje UniFi w firmie na 20 stanowisk

Rachunek składa się z trzech kawałków i tylko jeden z nich jest w naszej ofercie.

Za samo zarządzanie siecią w konsoli UniFi nie ma dziś abonamentu, więc licencji w takim sensie, w jakim płaci się ją przy Meraki, tu nie ma. Płacicie za sprzęt i za pracę.

Nasza część jest jawna. Wdrożenie kontrolera i do sześciu punktów dostępowych zaczyna się od 3 900 zł netto jednorazowo za robociznę, według cennika aktualnego na 30 lipca 2026, i obejmuje uruchomienie konsoli, adopcję, konfigurację sieci, strojenie oraz test powykonawczy. Stała opieka nad całą siecią jednej lokalizacji to osobna pozycja, od 2 000 zł netto miesięcznie. Aktualne kwoty i to, co dokładnie w nich jest, stoją na stronie wdrożenia UniFi , bo cennik zmienia się szybciej niż wpis na blogu.

Sprzętu nie wyceniamy w tekście i robimy to świadomie: ceny urządzeń zmieniają się w dystrybucji kilka razy w roku, a nieaktualna kwota jest gorsza od jej braku.

Sześć kosztów, które w kalkulacji firmy wypadają najczęściej:

  1. Przełącznik z zasilaniem po kablu. Punkty dostępowe zasilane osobnymi zasilaczami to zabawka, a nie instalacja. Przełącznik musi mieć zapas mocy na wszystkie porty naraz.
  2. Okablowanie. Kabel do miejsca, w którym punkt ma wisieć, bywa największą pozycją w całym projekcie, zwłaszcza w budynku po remoncie.
  3. Montaż na wysokości. Hala oznacza podnośnik i drugiego człowieka, a to jest inny dzień pracy niż wkręcenie punktu w suficie podwieszanym.
  4. Wymiana warstwy dostępowej. Producent nie deklaruje, jak długo będzie wydawał poprawki, a gwarantuje najwyżej pięć lat i to za dopłatą, więc odłóżcie na wymianę w cyklu pięcioletnim, tak samo jak na laptopy.
  5. Zapasowe urządzenie. Jeden punkt na półce ratuje salę konferencyjną w dniu, w którym coś padnie, i kosztuje ułamek dojazdu awaryjnego.
  6. Czas kogoś, kto to prowadzi. Konsola nie klika sama i nie czyta własnych powiadomień. Albo robi to ktoś u Was, albo firma z zewnątrz.

Najdroższy scenariusz jest zawsze ten sam: zakup sprzętu przed pomiarem. Wychodzi z niego zestaw, który trzeba uzupełniać po kwartale, i to zwykle w miejscach, w których nie działało od początku.

Pięć błędów, które widzimy najczęściej, i czym się kończą

Każdy z poniższych kosztuje więcej niż praca, której wymagało jego uniknięcie, i każdy widzieliśmy w sieci, którą przejmowaliśmy po kimś.

Błąd

Czym się kończy

Kontroler stoi na czyimś komputerze i nie ma kopii ustawień

po awarii dysku albo po odejściu pracownika sieć trzeba skonfigurować od zera, razem z ponownym przyjęciem każdego urządzenia, a nazwy sieci i hasła odtwarza się z pamięci

Sieć dla gości jest drugą nazwą w tej samej sieci

telefon odwiedzającego widzi drukarkę, dysk sieciowy i kasę, a jedyną przeszkodą jest to, że nikt jeszcze nie spróbował

Jedno wspólne hasło do konsoli, a dostęp do niej wystawiony do internetu

nie da się ustalić, kto wprowadził zmianę, a panel sterujący całą siecią firmy stoi otworem dla świata

Dokładanie sprzętu spoza rodziny, bo akurat był tańszy

konsola przestaje pokazywać całość, a Wy płacicie za jeden panel i utrzymujecie dwa. Jeżeli świadomie mieszacie marki, przestańcie liczyć na korzyść, dla której ten ekosystem się kupuje

Nikt nie patrzy na powiadomienia, a aktualizacje idą w środku dnia

punkt odłączony od tygodnia wychodzi dopiero z reklamacji użytkownika, a zbiorcza aktualizacja restartuje wszystkie punkty naraz o jedenastej przed południem

Chaos i krzyk pracownika error oraz widok na okienka które nie działają źródło: magnific.com

Przy trzecim wierszu konta imienne i drugi składnik logowania są minimum, o czym pisaliśmy przy uwierzytelnianiu wieloskładnikowym . Przy ostatnim liczy się to, że sieć jest jedną z warstw, które trzeba monitorować , a nie odwiedzać przy okazji.

Pierwszy i drugi wiersz są najczęstsze i mają wspólną cechę: nic nie zapala się na czerwono. Sieć działa, ludzie pracują, a koszt pojawia się jednorazowo, w dniu, którego nikt nie planował.

Co zostaje u Was po wdrożeniu

Siedem rzeczy, które przekazujemy przy odbiorze. Lista jest krótka celowo: każda pozycja ma odpowiadać na pytanie, które padnie, gdy nas akurat nie będzie.

  1. Konsola na Waszym koncie, z kontami imiennymi dla osób, które mają do niej wchodzić, i bez ukrytego konta serwisowego po naszej stronie.
  2. Kopia ustawień kontrolera razem z informacją, gdzie leży i co zrobić, żeby ją odtworzyć.
  3. Rysunek sieci z podziałem na segmenty i adresacją, czyli odpowiedź na pytanie, co jest w której sieci i dlaczego.
  4. Wykaz sprzętu z modelami, numerami seryjnymi i datami zakupu, bo z tego wynika plan wymiany na kolejne lata.
  5. Raport z testu powykonawczego: gdzie mierzyliśmy, jakim urządzeniem i co wyszło.
  6. Krótka instrukcja na dwie czynności, które robi się najczęściej: dodanie punktu dostępowego i wydanie dostępu odwiedzającym.
  7. Nazwy sieci i hasła zapisane w Waszym menedżerze haseł, nie w wątku mailowym.

Nic z tej listy nie zostaje u nas w depozycie. Firma, która po roku zmienia dostawcę usług informatycznych, ma przejść tę zmianę bez archeologii.

Najczęstsze pytania

Ile kosztuje wdrożenie UniFi i za co dokładnie płacimy?

Nasza robocizna przy kontrolerze i do sześciu punktów dostępowych zaczyna się od 3 900 zł netto jednorazowo, według cennika aktualnego na 30 lipca 2026. Sprzęt kupujecie osobno, na siebie, po naszym doborze. Osobno rozliczane są też okablowanie i pomiar pokrycia w większym obiekcie, bo o ich koszcie decyduje budynek, a nie liczba komputerów.

Ile trwa wdrożenie?

Sama część techniczna dla typowego biura z sześcioma punktami to około dwóch dni pracy, od uruchomienia konsoli do testu powykonawczego. Kalendarz jest zwykle dłuższy, bo dochodzi dostawa sprzętu, a czasem kabel i montaż. Firma przez ten czas pracuje, a przerwy dotyczą pojedynczych urządzeń w ustalonym oknie.

Czy do UniFi trzeba kupić licencję albo abonament?

Za zarządzanie siecią w konsoli UniFi nie ma dziś opłaty abonamentowej, więc koszt zamyka się w sprzęcie i w pracy. To jest realna różnica wobec platform, w których licencja wygasa i urządzenie po karencji przestaje przepuszczać ruch. Płatne u tego producenta są dwie rzeczy poza sprzętem i obie są opcjonalne. Pierwsza to rozszerzone wsparcie z wymianą na kolejny dzień roboczy. Druga to gotowe miejsce na kontroler prowadzone przez producenta, jeśli nie chcecie trzymać go u siebie.

Co się dzieje, gdy kontroler przestanie działać?

Punkty dostępowe pracują dalej i ludzie łączą się z siecią, bo konfiguracja jest już na urządzeniach. Traci się zarządzanie: zmiany, przyjmowanie nowych urządzeń, aktualizacje, statystyki, a przy sieci dla gości ze stroną powitalną także wpuszczanie odwiedzających. Dlatego kopia ustawień jest częścią wdrożenia od pierwszego dnia, a nie czynnością na później.

Czy osobne hasło do Wi-Fi wystarczy jako sieć dla gości?

Nie wystarczy. Druga nazwa sieci bez własnego VLAN i bez reguły na bramie daje gościom to samo mieszkanie z inną tabliczką na drzwiach, więc telefon odwiedzającego nadal widzi drukarkę, dysk i kasę. Sprawdzianem jest próba: urządzenie w sieci gości ma nie znaleźć w sieci żadnego zasobu firmy.

Czy da się połączyć UniFi ze sprzętem innej marki, na przykład MikroTik?

Da się i robimy tak regularnie - w sporze UniFi czy MikroTik odpowiadamy zwykle „jedno i drugie": MikroTik na brzegu sieci, UniFi w warstwie dostępowej. Trzeba tylko wiedzieć, co się traci: urządzenie spoza rodziny nie pokaże się w konsoli i nie da się nim stamtąd sterować, a przy punktach dostępowych obcej marki adopcja nie jest możliwa w ogóle. Im więcej takich urządzeń, tym mniejszy sens ma płacenie za spójny ekosystem.

Czy portal dla gości z formularzem to problem z RODO?

Problem zaczyna się wtedy, gdy zbieracie dane, których nie potrzebujecie. Większości firm wystarczy hasło albo kod jednorazowy, bez imienia, nazwiska i adresu poczty, a wtedy nie ma czego przetwarzać ani chronić. Jeśli formularz jest potrzebny, na przykład w hotelu albo w poczekalni, trzeba mieć podstawę przetwarzania, informację dla użytkownika i termin usunięcia danych.

Co zrobić dalej

Jeśli macie ofertę na zestaw UniFi i nie wiecie, czy liczba punktów w niej się broni, przejdziemy przez nią z Wami, zanim cokolwiek kupicie. Zdarza się, że wynikiem jest mniej sprzętu niż w ofercie, i wtedy tak mówimy.

Umówcie 30 minut rozmowy o Waszej sieci , a po niej dostaniecie w ciągu trzech dni roboczych listę sprzętu z liczbą punktów, podział na sieci razem z osobną siecią dla gości oraz wycenę robocizny. Przygotujcie trzy rzeczy: rzut kondygnacji albo choćby szkic, listę urządzeń, które mają się łączyć bezprzewodowo, i informację, czy w suficie jest już kabel.

Sieci nie da się odebrać przez telefon, więc na pomiar, montaż i test powykonawczy przyjeżdżamy, w całej Polsce. Najkrótszą trasę mamy do firm w Gorzowie Wielkopolskim , gdzie stoi nasze biuro główne.

Czytaj dalej

Powiązane artykuły

Zestaw zmienia się codziennie, więc przy kolejnej wizycie zobaczysz inny wycinek bloga.

usługi

ISO 27001 a NIS2: czy certyfikat wystarczy do zgodności?

Masz certyfikat ISO 27001 i myślisz, że NIS2 masz już z głowy? To częsty błąd. ISO 27001 a NIS2 to dwa różne systemy – norma nie pokrywa m.in. obowiązku raportowania incydentów w 24 godziny czy odpowiedzialności zarządu. Sprawdź, czego faktycznie wymaga dyrektywa.

Czytaj artykuł
Masz to samo u siebie?

Możemy się tym zająć

Krótka rozmowa wystarczy, żeby ocenić zakres prac i podać widełki kosztu. Bez zobowiązań.