Azure opłaca się przy trzech układach: zmiennym obciążeniu, wymogu, żeby środowisko stało poza budynkiem firmy, i tożsamości trzymanej już w Microsoft
- Dwa spłacone serwery pod stałym obciążeniem wypadają taniej we własnej szafie. Rachunek podnoszą ruch wychodzący, dyski po skasowanych maszynach, kopie, licencje Windows Server i maszyny zapomniane po testach.
Dzień pracy inżyniera kosztuje 2 000 zł netto, stan na 14 sierpnia 2026, i tej pozycji nie ma w żadnym kalkulatorze producenta. Bez niej porównanie własnej szafy z Azure dla małej firmy jest niepełne. Niżej rozkładamy oba rachunki na części i pokazujemy tę jedną pozycję, która rośnie bez niczyjej decyzji.
Ile kosztuje serwer stojący w biurze i czego ten koszt nie obejmuje
Firma, która ma serwer w szafie w pokoju socjalnym, zwykle zna jedną liczbę: cenę, którą zapłaciła za sprzęt cztery lata temu. Reszta kosztów jest rozsiana po innych fakturach i nikt jej nie sumuje. Prąd idzie w rachunek za budynek, licencja Windows Server weszła w cenę serwera, a wymiana dysku była jednorazowym wydatkiem sprzed dwóch lat.
Policzenie tego zajmuje pół godziny. Wynik zwykle zaskakuje.
Do ceny sprzętu dochodzi system operacyjny, zasilanie gwarantowane razem z wymianą akumulatorów co kilka lat, klimatyzacja w pomieszczeniu, w którym serwer stoi, oraz umowa na serwis. Do tego czas kogoś, kto ten serwer pilnuje. Jeżeli w firmie nie ma etatowego informatyka, ten czas jest kupowany na zewnątrz i wtedy ma cenę: dzień pracy inżyniera to 2 000 zł netto, stan na 14 sierpnia 2026.
Jest jeszcze koszt, który nie pojawia się w żadnym zestawieniu, dopóki nie wystąpi.
Serwer w biurze stoi w jednym budynku razem z kopiami zapasowymi, o ile te kopie w ogóle wychodzą poza tę samą szafę. Pożar, zalanie i kradzież zabierają wtedy oryginał i kopię jednocześnie. Ta sama zasada dotyczy zasilania: brak prądu na całej ulicy zatrzymuje firmę na tyle godzin, ile trwa awaria, a nie na tyle, ile wytrzyma zasilacz awaryjny.
Przestój liczy się prosto. Wystarczy wziąć liczbę osób, które nie mogą pracować, pomnożyć przez ich stawkę godzinową i dodać zamówienia, które w tym czasie nie zostały przyjęte. Firma handlowa na dwadzieścia osób dochodzi w ten sposób do kwoty, przy której wydatek na środowisko zapasowe przestaje wyglądać na fanaberię.
Do tego dochodzi koszt, który firma bez informatyka ponosi, nawet o tym nie wiedząc: koszt braku kogokolwiek, kto patrzy. Zadanie kopii przestaje działać w marcu, a wychodzi to na jaw w październiku, przy pierwszej próbie odtworzenia. Dysk w macierzy zgłasza błędy przez pół roku i nikt nie odbiera tego komunikatu, bo szedł on na skrzynkę osoby, która odeszła z firmy. To nie jest wina sprzętu ani serwerowni w biurze, to wina modelu, w którym nikt nie ma tego w obowiązkach.
Drugą drogą, którą wybierają mikrofirmy, jest hosting współdzielony i program uruchamiany przez pulpit zdalny na komputerze w biurze. Działa, dopóki działa. Padnie ten jeden komputer i firma stoi, mimo że nikt nigdy nie nazwał go serwerem.
Chmura nie usuwa żadnego z tych kosztów automatycznie. Przenosi je w inne miejsce rachunku i zamienia wydatek jednorazowy na miesięczny, co jest zaletą tylko wtedy, gdy ktoś ten miesięczny rachunek czyta.
Kiedy Azure dla małej firmy ma sens, a kiedy odradzamy
Sens pojawia się wtedy, gdy któryś z pięciu warunków jest u Was spełniony.
- Obciążenie jest zmienne. Środowisko potrzebne przez trzy miesiące w roku, maszyny na czas wdrożenia systemu, sezon, który podnosi ruch czterokrotnie. Sprzęt kupuje się pod szczyt i przez resztę roku stoi nieużywany, zasoby w chmurze gasi się w piątek i wznawia w poniedziałek.
- Środowisko ma stać poza Waszym budynkiem. Replika najważniejszych maszyn w innej lokalizacji, uruchamiana przy awarii serwerowni. Płacicie wtedy głównie za dyski, bo maszyny są wyłączone.
- Tożsamość siedzi już w Microsoft 365. Firma z Entra ID, logowaniem wieloskładnikowym i zasadami dostępu ma połowę pracy za sobą i dokłada do tego serwery, zamiast budować drugi zestaw kont.
- Program ma być dostępny poza biurem. Handlowcy w terenie, oddział w innym mieście, księgowa pracująca z domu. Alternatywą jest wystawienie serwera z biura na świat, czego nie polecamy nikomu.
- Dane trzeba trzymać latami. Archiwum, którego prawo nie pozwala skasować, leży na tanich warstwach magazynu i nie wymaga kolejnej macierzy w firmie.
Tomasz Kaczmarek
Mogę Ci jakoś pomóc?
Odradzamy w czterech sytuacjach i każdą z nich rozpoznaje się przed wyceną.
Odradzamy, gdy | Co za tym stoi |
|---|
macie dwa sprawne, spłacone serwery pod stałym obciążeniem przez całą dobę | chmura podnosi wtedy koszt, a nie obniża: maszyna pracująca non stop płaci w Azure za każdą godzinę, a Wasz sprzęt za te same godziny nie płaci nic poza prądem. Zamiast migracji proponujemy dołożenie kopii poza budynkiem i zasilania gwarantowanego, czyli wydatek kilkukrotnie mniejszy od przenosin |
firma codziennie wypuszcza z serwera duże ilości danych na zewnątrz | pobieranie danych z chmury jest płatne, wysyłanie do niej nie, więc studio graficzne albo firma pracująca na materiale wideo płaci tu podatek od własnego modelu pracy. Policzcie wolumen, zanim ktokolwiek zacznie mówić o migracji |
kluczowy program działa na kluczu sprzętowym w porcie USB albo jego producent wspiera wyłącznie instalację lokalną | program zwykle da się uruchomić w chmurze, a problem zaczyna się w dniu awarii, gdy wsparcie producenta odmawia pomocy z powodu środowiska |
łącze w biurze jest jedno i nie ma zapasowego | każda przerwa u operatora zatrzymuje wtedy całą firmę, a nie tylko pocztę. Drugie łącze u innego operatora kosztuje mniej niż jeden dzień przestoju, więc jest to warunek wstępny, a nie dodatek do projektu |
Powód „chmura jest tańsza” nie jest powodem.
Bywa tańsza i bywa droższa, zależnie od tego, ile godzin w miesiącu Wasze maszyny naprawdę pracują.
Ta zależność działa dokładnie jak przy wypożyczaniu samochodu. Na wyjazd raz na kwartał wypożyczenie wygrywa bezapelacyjnie, bo nie płacicie za przeglądy, ubezpieczenie i miejsce w garażu przez pozostałe jedenaście tygodni. Kto jeździ codziennie po osiemset kilometrów, po roku zapłaci wypożyczalni więcej, niż kosztowałoby auto na własność, i nie będzie miał auta. Maszyna w chmurze rozlicza się w godzinach, więc im dłużej pracuje bez przerwy, tym bliżej jest tego drugiego przypadku.
Całą decyzję da się sprowadzić do trzech pytań i warto zadać je sobie przed pierwszą rozmową z kimkolwiek, kto sprzedaje chmurę.
Pierwsze: ile godzin w miesiącu ta maszyna naprawdę pracuje pod obciążeniem. Odpowiedź „całą dobę” przesuwa wskazówkę w stronę własnego sprzętu, odpowiedź „osiem godzin przez pięć dni” w stronę chmury, bo za resztę czasu nie płacicie.
Drugie: czy dane i systemy muszą być dostępne wtedy, gdy budynku nie ma. Firma z jedną lokalizacją i bez planu na pożar odpowiada „muszą”, choć rzadko mówi to na głos, bo brzmi to jak czarnowidztwo. Środowisko zapasowe w chmurze jest wtedy tańsze od drugiej serwerowni i to jest cała jego przewaga.
Trzecie: gdzie dzisiaj są konta Waszych ludzi. Jeśli w Microsoft 365, dokładanie serwerów w Azure jest kontynuacją, a nie nową decyzją. Jeśli konta siedzą na starym kontrolerze domeny w biurze, uporządkowanie tożsamości jest pracą, którą trzeba wykonać przed migracją, a nie w jej trakcie.
źródło: microsoft.comAzure, hosting, VPS i własna szafa: co dostajecie za te same pieniądze
Azure dla małej firmy to tylko jedna z czterech dróg prowadzących do tego samego celu, czyli do działającego programu - różnią się tym, ile trzeba przy nich myśleć.
Droga | Co dostajecie | Werdykt |
|---|
Hosting współdzielony | najtańszy i najmniej Wasz: miejsce na stronę i skrzynki, bez systemu operacyjnego i bez prawa do instalacji czegokolwiek | dobry pod stronę firmową, bezużyteczny pod program księgowy albo magazynowy. Opisujemy to osobno przy hostingu dla firm |
VPS | własny system, adres i pełne prawa za cenę jednej stałej kwoty miesięcznie, bez sieci prywatnej spiętej z biurem, bez wspólnej tożsamości i bez kopii, o którą ktoś dba | sensowny pod jedną aplikację, która ma działać w internecie i której awaria nie zatrzymuje firmy. Wersja krajowa, z danymi w Polsce, stoi na stronie o serwerze VPS |
Serwer w Waszej szafie | najtańszy w utrzymaniu, gdy pracuje pełną parą całą dobę przez pięć lat: płacicie raz i przez ten czas nie płacicie za godziny | zostaje, jeśli obciążenie jest stałe, a firma ma zapasowe zasilanie i kopię poza budynkiem. Jeśli szafa przeszkadza, a sprzęt jest dobry, tańszą drogą niż chmura bywa kolokacja w serwerowni |
Azure | najwięcej za godzinę pracy maszyny i najmniej za decyzje, których nie musicie podejmować: bez zakupu sprzętu, bez planowania wymiany dysku, bez martwienia się o klimatyzację, ze zmianą rozmiaru maszyny w piętnaście minut | wygrywa tam, gdzie środowisko się zmienia, a przegrywa tam, gdzie od trzech lat wygląda tak samo |
Najczęstszy wynik naszych wyliczeń nie jest żadnym z tych czterech.
Firma zostawia u siebie to, co pracuje stale i dużo, a do chmury wysyła kopie, środowisko zapasowe i te maszyny, które muszą być dostępne z zewnątrz. Taki podział opisuje strona o chmurze hybrydowej , a całą kategorię, razem z resztą usług chmurowych, znajdziecie w katalogu administracji chmurą .
Tomasz Kaczmarek
Mogę Ci jakoś pomóc?
Kiedy proponujemy AWS albo Google Cloud zamiast Azure
Azure nie jest naszą domyślną odpowiedzią na słowo „chmura” i mówimy o tym także wtedy, gdy klient przychodzi z gotowym założeniem.
Przewaga Azure zaczyna się i kończy na jednej rzeczy: na tożsamości. Firma, która stoi na Microsoft 365 i ma katalog użytkowników w Entra ID, dokłada serwery do środowiska, które już zna, z jednym logowaniem i jednym zestawem zasad bezpieczeństwa. Ta sama firma na AWS musiałaby prowadzić dwa katalogi kont albo zbudować most między nimi, co jest pracą, za którą ktoś zapłaci. Jeśli chcecie zrozumieć, skąd bierze się ten katalog i czym różni się od starego serwera z kontrolerem domeny, opisaliśmy to we wpisie o Active Directory i zasadach grupy .
Przy projektach startujących od zera częściej proponujemy AWS albo Google Cloud. Opis środowiska w kodzie jest tam prostszy, rozbicie rachunku na projekty czytelniejsze, a narzędzia wiersza poleceń mniej męczące przy automatyzacji. Werdykt zależy więc nie od tego, która chmura jest lepsza, tylko od tego, gdzie dzisiaj siedzą Wasze konta użytkowników.
Czego w Azure nie lubimy, powiemy wprost: panel zmienia się szybciej niż dokumentacja, a nazwy usług potrafią zmienić się między jednym projektem a drugim. Ta sama rzecz nazywa się dziś inaczej niż w instrukcji sprzed roku, którą sami napisaliśmy dla klienta. Kosztuje to czas przy każdym powrocie do środowiska, którego nie dotykaliśmy od kilku miesięcy.
Jak wdrażamy Azure krok po kroku
Wdrożenie Azure dla małej firmy prowadzimy zawsze w tej samej kolejności, a pierwszy krok nie ma nic wspólnego z chmurą.
- Pomiar obecnego środowiska. Zbieramy zużycie procesora, pamięci i dysku z Waszych serwerów przez pełny tydzień roboczy, żeby złapać poniedziałek rano i piątkowe zamknięcie miesiąca. Bez tego rozmiar maszyny dobiera się na oko, a na oko wychodzi zawsze o klasę za dużo.
- Wyliczenie dwóch wariantów na trzy lata. Po jednej stronie zasoby w Azure z rezerwacjami, po drugiej sprzęt, licencje, zasilanie i opieka nad maszynami stojącymi u Was. Wynik dostajecie na piśmie, także wtedy, gdy mówi „zostańcie przy swoim”.
- Subskrypcja zakładana na Was. Umowa i rachunek idą wprost od Microsoftu do Waszej firmy. Nie odsprzedajemy zasobów chmurowych, bo dostawca zarabiający na Waszym zużyciu ma interes odwrotny do Waszego.
- Tożsamość i dostęp. Role zamiast konta właściciela dla każdego, logowanie wieloskładnikowe bez wyjątków, uprawnienia administracyjne przyznawane na czas zadania i jedno konto awaryjne trzymane poza codziennym obiegiem.
- Sieć. Sieć wirtualna, tunel do biura, reguły ruchu i publikowanie na zewnątrz tylko tego, co naprawdę musi tam być. Pulpit zdalny wystawiony wprost do internetu nie wchodzi do projektu w żadnym wariancie.
- Pilot na jednej maszynie. Bierzemy system nieprodukcyjny albo środowisko testowe i puszczamy je w Azure na kilka tygodni. Wtedy widać realny rachunek, a nie kalkulator producenta.
- Przenosiny partiami, w oknach serwisowych. Maszyny idą po kolei, przestój dotyczy jednej z nich, stare środowisko pracuje do dnia odbioru. Powrót jest możliwy na każdym etapie i to jest cała różnica między migracją a skokiem.
- Kopie, budżet i przegląd. Kopia trafia poza tę samą subskrypcję, budżet dostaje alert, zasoby dostają tagi, a raz w miesiącu ktoś czyta rachunek i podpisuje się pod nim nazwiskiem.
Ostatni punkt jest tym, którego firmy same sobie nie robią, i to on decyduje o tym, czy za rok rachunek będzie do obrony.
Gdzie rachunek w Azure rośnie po cichu
Rachunek za Azure dla małej firmy rzadko rośnie skokowo. Rośnie o kilka procent miesięcznie, przez rok, aż ktoś porówna styczeń z grudniem i zapyta, co się stało. Pięć pozycji odpowiada za większość tego wzrostu.
Transfer wychodzący. Chmura rozlicza ruch jak parking przy lotnisku: wjazd nic nie kosztuje, płaci się przy szlabanie na wyjeździe. Wysłanie danych do Azure jest darmowe, pobranie ich z powrotem kosztuje za każdy gigabajt, i ta asymetria zaskakuje, bo intuicja podpowiada odwrotnie.
Jest jednak próg, poniżej którego cała ta pozycja nie istnieje, i większość małych firm nigdy go nie przekracza.
Pierwsze 100 GB miesięcznie wychodzi z Azure bezpłatnie, we wszystkich regionach i łącznie dla całego konta. Biuro na dwadzieścia osób, które trzyma w chmurze pocztę, kilka maszyn i kopie, zwykle mieści się w tym progu i o transferze nie usłyszy nigdy. Pozycja robi się realna dopiero przy trzech zastosowaniach: odtworzeniu kopii do siedziby, replikacji między lokalizacjami i serwerze plików, z którego ludzie codziennie ściągają materiały do biura. Zanim przeniesiecie do chmury katalog z projektami, policzcie, ile gigabajtów Wasi ludzie pobierają z niego miesięcznie. Jeśli wychodzi poniżej stu, wykreślcie tę pozycję z kalkulacji zamiast się nią straszyć.
Dyski. Dysk w chmurze wynajmuje się jak kontener na budowie: płacicie za kubaturę, którą zamówiliście, a nie za to, ile w niej leży. Dysk o pojemności jednego terabajta wypełniony w jednej czwartej kosztuje więc tyle samo co pełny, i dotyczy to wszystkich klas dysków zarządzanych.
Tomasz Kaczmarek
Mogę Ci jakoś pomóc?
Z tej jednej zasady wynikają trzy rachunki, których nikt świadomie nie zamówił.
Klasa dysku jest pierwszym: najszybsza jest wielokrotnie droższa od standardowej, a bazie danych używanej przez osiem osób szybka rzadko jest potrzebna. Drugim jest maszyna wyłączona. Zatrzymanie maszyny zdejmuje z rachunku procesor i pamięć, ale dyski zostają podpięte i naliczają się dalej, więc „wyłączyliśmy ją na wakacje” obniża rachunek mniej, niż firma zakłada. Trzecim są dyski osierocone: po skasowaniu maszyny dysk potrafi zostać i naliczać się w nieskończoność, tak samo jak migawki sprzed roku. Do tego dochodzą statyczne adresy publiczne, które są rozliczane od chwili utworzenia niezależnie od tego, czy cokolwiek jest do nich podpięte.
źródło: magnific.comKopie, licencje i zapomniane maszyny: druga fala kosztów
Kopie. Koszt magazynu kopii rośnie z retencją i z liczbą punktów przywracania, a nie z liczbą maszyn. Retencja ustawiona „na wszelki wypadek” na pięć lat jest decyzją finansową, tylko nikt jej tak nie nazywa w dniu konfiguracji. Kopia trzymana w wariancie geograficznie nadmiarowym kosztuje więcej od lokalnej i czasem trzeba ją tak trzymać, a czasem nie. Reguła trzech kopii nie zmienia się od tego, że dane są w chmurze, i piszemy o niej przy okazji kaset LTO w backupie firmowym .
Licencje Windows Server i SQL Server. Cena maszyny z Windowsem zawiera licencję i jest doliczana do każdej godziny jej pracy, także tej nocnej, gdy nikt z niej nie korzysta. Firma, która ma własne licencje rdzeniowe objęte aktywnym Software Assurance albo kwalifikującą się subskrypcją, może zgłosić je do Azure Hybrid Benefit i przestać płacić drugi raz za to samo.
Warunek jest tu istotny: bez Software Assurance mechanizm nie przysługuje, więc licencja kupiona kiedyś w pudełku do niczego się nie nada. Nikt tego nie włączy za Was, bo domyślnie wybrany jest wariant z licencją w cenie. Przy SQL Server różnica bywa większa od kosztu samej maszyny.
Maszyny zapomniane po testach. Środowisko postawione na czas wdrożenia w marcu pracuje w listopadzie, bo nikt nie wie, czyje jest i czy można je zgasić.
Naprawa tych pięciu rzeczy to zwykle jeden dzień pracy i najczęściej obniża rachunek bardziej, niż wynosi koszt tej pracy.
Co konkretnie robimy przy porządkowaniu rachunku
- każdy zasób dostaje tag z właścicielem i projektem, więc rachunek da się rozbić na działy zamiast czytać go jako jedną kwotę,
- budżet dostaje alert wysyłany do właściciela firmy, nie wyłącznie do administratora,
- środowiska testowe gasną poza godzinami pracy, co przy dziesięciu godzinach przez pięć dni daje pięćdziesiąt godzin pracy w tygodniu zamiast stu sześćdziesięciu ośmiu,
- stałe obciążenia przechodzą na rezerwacje roczne albo trzyletnie,
- raz w miesiącu ktoś przechodzi listę zasobów bez ruchu i pyta o każdy z nich,
- klasa dysku i region dobierane są raz, na starcie, bo późniejsza zmiana oznacza przestój maszyny.
Nasza praca jest osobną pozycją i nie zależy od tego, ile zużyjecie. Nadzór nad subskrypcją kosztuje od 590 zł netto miesięcznie, każda maszyna wirtualna 250 zł netto miesięcznie, a dzień pracy inżyniera przy projekcie 2 000 zł netto. Stan na 14 sierpnia 2026, aktualne stawki stoją na stronie administracji środowiskiem Azure .
Sam rachunek od Microsoftu płacicie bezpośrednio i widzicie w nim każdą pozycję. Typowe środowisko firmy na 20 stanowisk, z kilkoma maszynami, siecią i kopiami, mieści się dziś w przedziale od około 1 800 do 5 500 zł netto miesięcznie. Dokładna kwota zależy od rozmiaru maszyn i ilości danych. Wyliczenie robimy przed uruchomieniem czegokolwiek, na podstawie pomiaru z Waszych obecnych serwerów.
Sześć błędów, które zastajemy w subskrypcjach zakładanych samodzielnie
Subskrypcje Azure dla małej firmy, które przejmujemy po kimś, powtarzają te same błędy.
Wszyscy są właścicielami subskrypcji. Konto założycielskie dostaje kolejne osoby na tych samych prawach, bo tak było szybciej. Konsekwencja: każda z tych osób może skasować dowolny zasób, a przejęcie jednego hasła oddaje napastnikowi całe środowisko. Rozdzielenie ról na poziomie grup zasobów zajmuje pół dnia i jest pierwszą rzeczą, którą robimy po przejęciu opieki. Dlaczego samo hasło tu nie wystarcza, tłumaczymy we wpisie o logowaniu wieloskładnikowym .
Kopia leży w tej samej subskrypcji co maszyny. Wygląda jak kopia i działa jak kopia do dnia, w którym problemem jest samo konto. Konsekwencja: pomyłka administratora, spór o płatność albo przejęte konto zabierają oryginał i kopię tym samym ruchem. Kopia ma leżeć poza subskrypcją, którą chroni, i to jest warunek, a nie ulepszenie.
Pulpit zdalny wystawiony wprost do internetu. Maszyna dostaje adres publiczny i otwarty port, bo księgowa musi się połączyć z domu. Konsekwencja: skanery znajdują ten port w ciągu godzin, a nie tygodni, i zaczyna się zgadywanie haseł, które kończy się szyfrowaniem danych. Dostęp z zewnątrz idzie przez tunel albo przez usługę pośredniczącą, nigdy przez otwarty port.
Nikt nie patrzy na maszyny po uruchomieniu. Chmura nie zgłasza się sama, gdy dysk zapełni się logami. Konsekwencja: maszyna staje w nocy, a firma dowiaduje się o tym rano od klientów, którzy nie mogli złożyć zamówienia. Monitoring jest osobną warstwą i osobną decyzją, także wtedy, gdy maszyny stoją u producenta chmury.
Rozmiar maszyny dobrany przy zakładaniu i nigdy więcej. Pierwszy wybór zawsze jest z zapasem, bo nikt nie chce zaczynać od maszyny za małej. Konsekwencja: firma przez rok płaci za klasę wyżej, niż potrzebuje, i nazywa to kosztem chmury. Przegląd rozmiarów po miesiącu pracy zwykle zdejmuje z rachunku tyle, ile kosztuje ten przegląd.
Założenie, że Microsoft robi kopie za Was. Model odpowiedzialności współdzielonej dzieli to prosto: producent odpowiada za to, żeby usługa działała, Wy za to, co w niej leży. Konsekwencja: skasowana skrzynka albo nadpisany plik są stratą bezpowrotną po upływie krótkiego okna przywracania.
Jedno zdanie w tej sprawie trzeba dziś dopowiedzieć, bo rynek się zmienił.
Microsoft sprzedaje już własną usługę kopii zapasowej dla Microsoft 365, płatną osobno i dokupowaną do subskrypcji. Nie zmienia to podziału odpowiedzialności, tylko dokłada Wam wybór: kopię robi dostawca albo narzędzie niezależne od dostawcy. Różnica jest jedna i warto ją rozumieć przed decyzją. Kopia u tego samego dostawcy chroni przed skasowaniem pliku, ale leży w tym samym koncie, które ktoś może przejąć, a kopia niezależna chroni także przed utratą dostępu do samego konta. Co z tego wynika przy naszych klientach, opisuje strona o kopii zapasowej Microsoft 365 .
Co dostajecie, gdy prowadzimy Waszą subskrypcję
Lista jest krótka i cała jest sprawdzalna.
- Subskrypcja założona na Waszą firmę, z rachunkiem idącym wprost od Microsoftu, bez naszej marży od zużycia.
- Rozdzielone role i logowanie wieloskładnikowe dla każdego, kto ma dostęp, razem z kontem awaryjnym opisanym w dokumentacji.
- Sieć wirtualna z tunelem do biura i lista tego, co jest widoczne z internetu, zamknięta w jednym dokumencie.
- Kopie poza subskrypcją produkcyjną, z testem odtworzenia wykonywanym co miesiąc na losowej maszynie.
- Tagi, budżet i alert kosztowy ustawiony na próg, który sami wskażecie.
- Raport miesięczny z rachunkiem rozbitym na działy i listą zasobów, które w tym miesiącu nic nie robiły.
- Schemat środowiska i opis, jak je odtworzyć od zera, po naszej stronie i po Waszej, gdyby współpraca się skończyła.
Najczęstsze pytania
Ile kosztuje Azure dla małej firmy na 20 stanowisk? Sam rachunek od Microsoftu za środowisko z kilkoma maszynami, siecią i kopiami mieści się zwykle między 1 800 a 5 500 zł netto miesięcznie, stan na 14 sierpnia
- Nasza opieka to 590 zł netto za subskrypcję i 250 zł netto za każdą maszynę. Dokładną kwotę liczymy z pomiaru Waszych obecnych serwerów, bo różnica między maszyną małą a średnią to na rachunku dwukrotność.
Czy Azure zastąpi serwer stojący w biurze? Rzadko zastępuje go w całości i nie ma powodu, żeby to wymuszać. Systemy pracujące pod stałym obciążeniem przez całą dobę zwykle taniej stoją na własnym sprzęcie. Do chmury idą środowiska zmienne, zapasowe i te, które muszą być dostępne niezależnie od tego, czy w budynku jest prąd.
Czy dane w Azure są w Polsce? Mogą być: Microsoft ma region Poland Central pod Warszawą, ogólnie dostępny i z trzema strefami dostępności. Dane da się w nim zamknąć razem z zabezpieczeniem na wypadek awarii jednej serwerowni. Konfigurujemy środowisko tak, żeby nie opuszczały wybranego regionu. Do umowy dochodzi powierzenie przetwarzania danych osobowych, podpisane przed wgraniem pierwszego pliku z danymi klientów. Przed projektem sprawdzamy jeszcze jedno: czy każda usługa, której potrzebujecie, jest w tym regionie dostępna, bo nowsze regiony mają węższy katalog niż Europa Zachodnia.
Co się stanie, gdy w biurze padnie internet? Ludzie w biurze stracą dostęp do systemów, które przenieśliście do chmury, i będzie to wyglądać dokładnie jak awaria firmy. To jest realna wada tego modelu i dlatego przy każdym projekcie pytamy o drugie łącze u innego operatora. Dostęp z domu i z telefonu działa wtedy dalej, bo nie prowadzi przez Wasze biuro.
Ile trwa przeniesienie jednego serwera do Azure? Sam pilot na maszynie nieprodukcyjnej uruchamiamy szybciej niż całą migrację, bo nie wymaga okna serwisowego ani zgody na przestój. Przy maszynie produkcyjnej długość projektu zależy od wielkości dysków i od tego, ile godzin przestoju wolno nam zużyć.
Czy da się wrócić z Azure na własny serwer? Da się i robi się to tą samą drogą, tylko w odwrotną stronę, a kosztuje drugi raz tyle co przenosiny. Sam transfer danych bywa przy tym bezpłatny: Microsoft nie nalicza opłaty za wyprowadzenie danych, jeśli rezygnujecie z Azure całkowicie. Warunki są trzy: zgłaszacie to wcześniej wsparciu, mieścicie się w sześćdziesięciu dniach i zamykacie wszystkie subskrypcje. Firma, która zostawia w Azure choćby jedną usługę, z tego zwolnienia nie korzysta i płaci normalnie za każdy gigabajt powyżej darmowego progu. Decyzję podejmuje się więc na pilocie i na wyliczeniu, a nie na wrażeniu, że chmura jest nowocześniejsza.
Co zrobić dalej
Jeśli macie subskrypcję Azure założoną samodzielnie i rachunek, którego nikt nie potrafi wytłumaczyć, przeglądamy ją i wskazujemy pozycje do wyłączenia. Jeśli dopiero rozważacie Azure dla małej firmy, liczymy oba warianty na trzy lata, zanim ktokolwiek dotknie serwera.
Umówcie 30 minut rozmowy o Waszym środowisku i przygotujcie trzy rzeczy:
- liczbę serwerów razem z ich rolami,
- rozmiar danych w terabajtach,
- informację, ile godzin przestoju wytrzymuje firma bez najważniejszego systemu.
Ostatnia liczba mówi najwięcej, bo to ona decyduje, czy rozmawiamy o chmurze, czy o zasilaniu gwarantowanym.
Subskrypcję prowadzimy zdalnie, bo nie ma czego dotknąć ręką. Serwery, które zostają u Was, obsługujemy również na miejscu, a nasze biuro główne stoi w Gorzowie Wielkopolskim, a to, co robimy dla tutejszych firm , opisaliśmy osobno.