Pomoc zdalna
  • tag
  • azure
microsoft
Tag

#azure

Azure to chmura Microsoftu, w której wynajmuje się moc obliczeniową, dyski i sieci. Ten tekst tłumaczy jej budowę i miejsca, w których rachunek rośnie bez niczyjej wiedzy.

5 wpisów z tym tagiem

Azure to platforma chmurowa Microsoftu, czyli zestaw usług informatycznych wynajmowanych na godziny zamiast kupowanych na własność. Zamiast kupować serwer, stawiać go w szafie i pilnować zasilania, firma zamawia maszynę w panelu i po kilku minutach ma ją gotową. Porównanie, które oddaje to najlepiej, to wynajem lokalu zamiast budowy własnego budynku, razem z konsekwencją, o której się zapomina: czynsz płaci się także za pomieszczenia, do których nikt nie zagląda.

Jak to jest poukładane

Nad wszystkim stoi subskrypcja, czyli jednostka rozliczeniowa, do której trafia faktura. W subskrypcji leżą grupy zasobów, czyli pudełka porządkujące to, co powstało, a w grupach dopiero same zasoby: maszyny wirtualne, dyski, adresy publiczne, sieci wirtualne, bazy danych, konta magazynu.

Ten podział ma praktyczne znaczenie przy sprzątaniu. Zasoby powiązane z jednym zadaniem, ale rozrzucone po różnych grupach, przeżywają zwykle projekt, dla którego powstały, bo nikt nie jest pewien, czy wolno je skasować.

Azure a Microsoft 365

Obie usługi kupuje się od tego samego producenta i loguje się do nich tym samym kontem, więc bywają brane za jedno. To dwie różne rzeczy z dwoma różnymi modelami rozliczenia.

Microsoft 365 jest gotową usługą sprzedawaną w abonamencie za osobę: skrzynka pocztowa, programy biurowe, dysk na dokumenty. Azure jest surowcem rozliczanym za zużycie, z którego firma sama buduje to, czego potrzebuje. Wspólna jest tożsamość użytkownika, czyli katalog kont i haseł, i to on skleja obie usługi w jedno wrażenie.

Co małe firmy tam trzymają

Najczęściej trzy rzeczy. Pojedyncze maszyny wirtualne pod aplikację pracującą bez przerwy, dla której nie opłaca się trzymać serwera w biurze. Repozytorium kopii zapasowych ulokowane poza siedzibą. Oraz usługi tożsamości, czyli logowanie firmowym kontem do aplikacji, z regułami wymuszającymi drugi składnik logowania.

Czwartą rolą, coraz częstszą, jest środowisko testowe stawiane na kilka dni. To akurat najlepszy przykład tego, do czego chmura nadaje się najlepiej: zapotrzebowanie nierówne, krótkie i z góry ograniczone.

Wyłączona maszyna, która nadal kosztuje

Tu leży pułapka, która wraca na każdej pierwszej fakturze. Maszynę wirtualną można wyłączyć na dwa sposoby, a różnica między nimi jest w rachunku, nie w ekranie.

Dokumentacja Microsoftu opisuje stany zasilania maszyny wprost. Stan Stopped, nazywany też Stopped (Allocated), oznacza maszynę wyłączoną, ale nadal przypisaną do hosta, i jest naliczany. Dopiero stan Deallocated, w którym maszyna zwalnia zajmowany sprzęt, nie jest naliczany za samą maszynę. Wyłączenie systemu poleceniem z jego wnętrza prowadzi do pierwszego stanu, a nie do drugiego, więc komputer zgaszony wieczorem przez zalogowanego administratora potrafi kosztować tyle samo co pracujący.

Do tego dochodzi przypis, który w tej samej dokumentacji stoi pod tabelą: część zasobów, takich jak dyski i sieć, jest naliczana dalej. Znaczy to, że nawet poprawnie zwolniona maszyna zostawia po sobie płatne elementy, a maszyna skasowana potrafi zostawić dysk i adres publiczny, bo są to osobne zasoby o własnym cyklu życia.

Rachunek, którego nikt nie czyta

Skutkiem powyższego jest typowy przebieg: projekt się kończy, maszyny znikają, faktura maleje, ale nie do zera. Zostaje kilkanaście złotych miesięcznie za dyski po skasowanych maszynach, adresy zarezerwowane pod coś, czego już nie ma, i kopie migawkowe sprzed dwóch lat. Pojedyncze pozycje są za małe, żeby ktokolwiek się nimi zajął, a razem po dwóch latach robią sumę, która zaczyna być widoczna.

Lekarstwo jest nudne i skuteczne: kwartalny przegląd zasobów, znacznik z nazwą zadania oraz imieniem opiekuna przy każdym z nich i alert budżetowy ustawiony na subskrypcji, żeby przekroczenie zgłosiło się samo.

Kiedy Azure nie jest odpowiedzią

Trudno nazwać go oszczędnością tam, gdzie obciążenie jest równe i znane z góry, bo wtedy własny sprzęt zwykle wychodzi taniej, a płaci się za swobodę, po którą nikt nigdy nie sięgnie. Administracji też nie zdejmuje z głowy: maszyna wirtualna u dostawcy wymaga tych samych aktualizacji, kopii i pilnowania uprawnień co maszyna w serwerowni, a odpowiedzialność za nie leży po stronie firmy, nie po stronie Microsoftu. Dostawca odpowiada za sprzęt, prąd i dostępność platformy, i tam kończy się jego część umowy.

Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?