Migracja VMware Proxmox: co realnie zyskujecie i kiedy odradzamy
Migracja VMware Proxmox w firmie na 5 do 50 stanowisk: co realnie zmienia się w licencjach, backupie i codziennej pracy - i kiedy ją odradzamy.
Czytaj wpis
VMware vSphere: hipernadzorca na serwerach, centralne zarządzanie przez vCenter, przenoszenie maszyn bez wyłączania i automatyczne wstawanie po awarii hosta.
VMware to firma, a vSphere to nazwa jej platformy wirtualizacyjnej dla serwerów. Składają się na nią dwa elementy. Pierwszy to hipernadzorca instalowany bezpośrednio na serwerze, w miejsce zwykłego systemu operacyjnego. Drugi to vCenter, osobna maszyna zarządzająca, przez którą obsługuje się wszystkie serwery naraz zamiast łączyć się z każdym z osobna.
Hipernadzorca instalowany na gołym sprzęcie bywa nazywany typem pierwszym, w odróżnieniu od programów, które uruchamiają maszyny wirtualne wewnątrz zwykłego systemu na komputerze. Różnica jest praktyczna: warstwa pośrednia jest tu cienka i wyspecjalizowana, więc mniej zabiera i mniej się psuje, ale też serwer przestaje być komputerem ogólnego przeznaczenia i nie da się na nim uruchomić niczego poza maszynami.
Pojedynczy serwer z hipernadzorcą działa sam. Dopiero kilka serwerów widzących ten sam magazyn dyskowy tworzy klaster i wtedy pojawiają się funkcje, dla których buduje się takie środowiska.
Wysoka dostępność pilnuje, żeby maszyny z serwera, który przestał odpowiadać, zostały uruchomione na pozostałych. Przestój trwa tyle, ile trwa start systemu, więc minuty, a nie godziny. Przenoszenie na żywo pozwala przesunąć pracującą maszynę na inny serwer bez jej wyłączania, dzięki czemu wymianę pamięci albo aktualizację hipernadzorcy da się zrobić w środku dnia. Automatyczne równoważenie obciążenia rozkłada maszyny między serwery tak, żeby żaden nie był przeciążony, kiedy obok stoi wolny.
Warunkiem wszystkich trzech funkcji jest wspólny magazyn. Maszyna musi być widziana z każdego serwera, bo inaczej nie ma jej dokąd przenieść.
Wszystkie trzy robią to samo, czyli dzielą serwer na maszyny. Różnią się tym, co jest wokół. Hyper-V jest rolą systemu Microsoftu, więc firma, która ma już serwerowe licencje i administratora obeznanego z tym światem, dostaje wirtualizację bez osobnego produktu. Proxmox jest rozwiązaniem z otwartym kodem, wspieranym za opłatą subskrypcyjną, i pozwala uruchamiać obok maszyn wirtualnych także kontenery. vSphere jest najstarszą z tych platform w środowiskach firmowych i ma najgęstszą sieć narzędzi wokół siebie, od kopii zapasowych po monitorowanie.
W praktyce różnicę częściej robi to, co firma już ma i kogo znajdzie do obsługi, niż różnice w samych funkcjach.
Typowe środowisko to dwa albo trzy serwery, macierz dyskowa albo magazyn rozproszony, przełączniki wydzielone dla ruchu magazynowego oraz maszyna zarządzająca. Na tym stoją systemy, które muszą działać: kontroler domeny, baza programu handlowego, serwer plików, serwer aplikacji.
Pierwszą pułapką jest zgodność sprzętu. Hipernadzorca ma listę obsługiwanych kontrolerów i kart sieciowych, a serwer spoza niej potrafi zadziałać i przestać po aktualizacji. Sprawdzenie listy przed zakupem jest tańsze niż tłumaczenie się z tego później.
Drugą jest model licencjonowania, który u tego producenta zmieniał się i przeszedł na subskrypcję liczoną od rdzeni, z progiem minimalnym naliczanym za procesor. Skutek dla małego środowiska bywa taki, że serwer z niewielką liczbą rdzeni kosztuje tyle co większy, a odnowienie rozjeżdża się z pierwotną wyceną. Warto policzyć to na własnej konfiguracji, zamiast opierać się na notatce sprzed kilku lat.
Trzecią jest wyjście. Maszyny zapisane są w formacie tej platformy i przeniesienie ich gdzie indziej wymaga konwersji, a razem z platformą znika to, co było wokół niej: sposób robienia kopii, integracje z monitorowaniem, procedury odtwarzania. Decyzja o zmianie jest więc decyzją o kilku rzeczach naraz i planuje się ją na miesiące, nie na weekend.
Firma z jednym serwerem nie zobaczy większości tego, za co się tu płaci, bo wysoka dostępność, przenoszenie i równoważenie wymagają kilku maszyn i wspólnego magazynu. Środowisko, w którym wszystko da się uruchomić w kontenerach, też jest kandydatem do innej odpowiedzi. I odwrotnie, firma, która ma tu utrzymywane od lat środowisko i zespół umiejący je obsłużyć, rzadko zyskuje na zmianie samej dla siebie, bo koszt migracji jest realny, a korzyść wyliczana w arkuszu bywa mniejsza niż koszt nauki od nowa.
Mogę Ci jakoś pomóc?
Migracja VMware Proxmox w firmie na 5 do 50 stanowisk: co realnie zmienia się w licencjach, backupie i codziennej pracy - i kiedy ją odradzamy.
Czytaj wpisKlikając „Akceptuję”, zgadzasz się na przechowywanie plików cookie przez UXU w celu poprawy działania strony, analizy i wsparcia działań marketingowych.