Co znaczy self hosted
Kiedy firma korzysta z programu w przeglądarce i płaci miesięcznie za użytkownika, program pracuje na serwerach dostawcy. Dostawca dba o aktualizacje, kopie zapasowe, dostępność i bezpieczeństwo, a firma dostaje adres i konta.
Self hosted oznacza ten sam program uruchomiony na serwerze należącym do firmy albo wynajętym przez nią u dostawcy infrastruktury. Zmienia się nie funkcjonalność, tylko podział obowiązków. Dane leżą tam, gdzie firma je postawiła, aktualizacja dzieje się wtedy, gdy ktoś ją uruchomi, a kiedy usługa przestaje działać w sobotę, nie ma numeru, pod który można zadzwonić.
Najbliższą analogią jest różnica między wynajętym mieszkaniem z obsługą a własnym domem. W obu się mieszka. W jednym pęknięta rura jest telefonem do administracji, w drugim własnym popołudniem i własnym kosztem.
Co przechodzi na firmę
Lista jest krótka do wypisania i długa w praktyce: instalacja i pierwsza konfiguracja, aktualizacje samego programu i systemu pod nim, kopie zapasowe razem ze sprawdzeniem, że dają się odtworzyć, certyfikat szyfrujący połączenie i jego odnawianie, kontrola dostępu, monitorowanie dostępności oraz reagowanie, kiedy coś przestanie działać.
Najczęściej pomijaną pozycją są aktualizacje bezpieczeństwa. Program wystawiony do internetu jest skanowany przez automaty w ciągu godzin od uruchomienia, a znane podatności w popularnym oprogramowaniu wykorzystywane są masowo w kilka dni od publikacji poprawki. Instancja postawiona raz i zostawiona własnemu losowi nie jest tańszą wersją usługi, tylko odkładanym w czasie incydentem.
Czym różni się od otwartego kodu
Te dwa pojęcia bywają zlepiane w jedno, choć odpowiadają na inne pytania. Otwarty kod mówi o licencji, czyli o tym, czy wolno zajrzeć do środka i zmienić program. Self hosted mówi o miejscu uruchomienia. Program o otwartym kodzie bywa kupowany jako usługa u producenta, a program zamknięty bywa instalowany na serwerze klienta. Częste są wszystkie cztery kombinacje i warto wiedzieć, o którą chodzi w rozmowie.
Kiedy to się opłaca
Rachunek rzadko rozstrzyga się na samej cenie abonamentu. Po stronie własnej instancji stoi serwer, prąd, kopie zapasowe i przede wszystkim czas osoby, która się tym zajmuje. Po stronie usługi stoi kwota rosnąca liniowo z liczbą użytkowników.
Z tego wynika prosta reguła: usługa jest zwykle tańsza dla małego zespołu, a własna instancja zaczyna wygrywać przy dużej liczbie kont albo dużej ilości danych. Drugim powodem bywa kontrola nad danymi, wymuszona przez branżę albo przez umowę z odbiorcą. Trzecim, w praktyce częstym, jest funkcja, której wersja abonamentowa nie ma, albo integracja z systemem, którego dostawca nie obsługuje.
Typowe zastosowania w małej firmie
Typowe przykłady w małej firmie to narzędzie do zdalnego dostępu do komputerów zamiast abonamentu za każdego technika, system zgłoszeń, magazyn plików z synchronizacją, narzędzie do automatyzacji procesów, program do finansów oraz system monitorowania. Wspólną cechą tych zastosowań jest to, że abonament liczy się od liczby użytkowników albo urządzeń, a firma ma ich dużo.
Na co uważać
Wystawienie usługi do internetu jest decyzją, nie szczegółem. Bezpieczniejszy układ to dostęp przez tunel albo przez bramę wymagającą logowania z drugim składnikiem, zamiast panelu logowania dostępnego dla całego świata.
Kopie zapasowe własnej instancji obejmują trzy rzeczy: bazę danych, pliki oraz konfigurację. Kopia samych plików bez bazy odtwarza katalog, a nie działającą usługę. Warto też z góry ustalić, kto ma czas na aktualizacje oraz kto go zastępuje podczas urlopu, bo to jest najczęstszy punkt, w którym własna instancja zamienia się w zapomnianą maszynę.
Ostatnia rzecz to wyjście. Przed wyborem warto sprawdzić, czy program pozwala wyeksportować dane w czytelnym formacie, bo własna instancja bez ścieżki wyjścia wiąże tak samo mocno jak abonament.
Kiedy nie warto
Jeśli serwerem nie ma się kto zająć, a budżet nie przewiduje zlecenia tego na zewnątrz, usługa w abonamencie będzie tańsza także wtedy, gdy w arkuszu wygląda drożej. Podobnie przy zastosowaniach, w których niedostępność liczy się w minutach: samodzielne zapewnienie tego wymaga drugiego serwera i dyżuru, a to jest koszt zupełnie innego rzędu niż sam program.