Pomoc zdalna
  • tag
  • bitdefender
bitdefender
Tag

#bitdefender

Bitdefender to ochrona stacji roboczych i serwerów, w wersji firmowej zarządzana z jednej konsoli o nazwie GravityZone. Ten tekst opisuje, z czego się składa i gdzie najczęściej przecieka.

1 wpis z tym tagiem

Bitdefender jest producentem oprogramowania ochronnego, którego wersja dla firm nosi nazwę GravityZone i sprowadza się do jednego pomysłu: ochroną wszystkich komputerów oraz serwerów zarządza się z jednego miejsca. Wyobraźmy sobie portiernię w budynku biurowym. Przy każdych drzwiach stoi ochroniarz, ale regulamin jest wspólny, powstaje w portierni i stamtąd też widać, przy których drzwiach nikogo dziś nie ma.

Agent, konsola, polityka

Na każdym chronionym urządzeniu instaluje się agenta, czyli program, który wykonuje właściwą pracę: sprawdza pliki, obserwuje zachowanie procesów, blokuje i melduje. Agent sam z siebie nie decyduje, co ma być zablokowane, tylko wykonuje politykę.

Polityka to zestaw ustawień przypisany grupie urządzeń: co skanować, co jest wykluczone, czy użytkownik może wyłączyć ochronę, jak reagować na wykrycie, czy zapora ma być włączona. Grupy odzwierciedlają zwykle podział na serwery, komputery biurowe i sprzęt osób pracujących poza biurem, bo te trzy zbiory potrzebują innych reguł.

Konsola dokłada do tego dwie rzeczy, których pojedynczy program nie ma: inwentarz, czyli listę wszystkich maszyn ze stanem agenta i datą ostatniego kontaktu, oraz listę wykryć czekających na decyzję człowieka.

Wersja firmowa a program domowy

Różnica nie leży w sile wykrywania, tylko w kierunku raportowania i w tym, kto rozstrzyga. Ochrona z pudełka pilnuje jednej maszyny i każdą decyzję oddaje osobie siedzącej przy klawiaturze, łącznie z decyzją o wyłączeniu jej na kwadrans.

Wersja firmowa melduje do konsoli i to administrator ustala, czego użytkownik nie może zmienić. Dzięki temu odpowiedź na pytanie, czy wszystkie maszyny są chronione i aktualne, zajmuje minutę, a nie obchód biura. To jedyny powód, dla którego firma z kilkunastoma komputerami dopłaca do wersji firmowej.

Bitdefender bywa przy okazji mylony z zaporą sieciową, bo w konsoli widnieje moduł o tej nazwie. To jednak zapora działająca na pojedynczym komputerze i pilnująca jego własnych połączeń, a nie urządzenie stojące na granicy sieci. Oba mechanizmy pracują równolegle i przy diagnozowaniu zablokowanego połączenia sprawdza się je po kolei, bo zablokować mógł każdy z nich.

Gdzie to stoi w firmie

Na sprzęcie pracowników, na serwerach z plikami i aplikacjami, na maszynach terminalowych oraz na laptopach wynoszonych z biura, gdzie ochrona brzegowa firmowej sieci już nie sięga. Serwery dostają zwykle osobną politykę, bo skanowanie w czasie rzeczywistym na maszynie bazodanowej potrafi zauważalnie spowolnić pracę, a wykluczenia zalecane przez producenta bazy są tam elementem konfiguracji, a nie obejściem.

Konsola bywa dostępna jako usługa u producenta albo jako serwer stawiany w firmie. Wybór rozstrzyga, gdzie leżą dane o wykryciach oraz jak zachowa się ochrona przy zerwanym łączu.

Wykluczenia, które zostają na lata

Najczęstsza dziura nie bierze się z braku ochrony, tylko z jej wyłączenia w jednym miejscu. Program księgowy albo magazynowy działa wolno, ktoś dodaje wykluczenie na cały katalog lub cały dysk, sprawa znika z listy zgłoszeń. Rok później nikt nie pamięta, że wykluczenie istnieje, a raport pokazuje ochronę jako w pełni włączoną, bo z punktu widzenia konsoli wszystko działa zgodnie z polityką.

Druga dziura to maszyny, na których agent milczy. W każdym inwentarzu po roku znajdzie się kilka pozycji z datą ostatniego kontaktu sprzed miesięcy: komputer oddany do serwisu, laptop osoby, która odeszła, serwer testowy postawiony na tydzień. Każda z nich jest urządzeniem, które ma dostęp do sieci i nie ma ochrony.

Trzecia to lista wykryć czekających na decyzję, otwierana raz na kwartał. Wykrycie oznaczone jako wymagające decyzji i pozostawione bez decyzji jest równoważne z brakiem wykrycia.

Czego konsola nie zrobi

Nie zastąpi kopii zapasowych, bo ochrona zmniejsza ryzyko, a nie cofa skutki. Nie zatrzyma osoby, która wejdzie do systemu hasłem podebranym ze skrzynki pocztowej, bo nie dzieje się wtedy nic, co wygląda na atak. Nie załata programów: aktualizacje systemu i aplikacji są osobnym zadaniem, w części ofert dokupowanym jako osobny moduł. I nie obsłuży się sama, bo alert bez odbiorcy nie jest ochroną, tylko zapisem w historii, który ktoś przeczyta po fakcie.

Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?