Pomoc zdalna
  • tag
  • monitoring
freepik
Tag

#monitoring

Monitoring infrastruktury: zbieranie parametrów z serwerów, sieci i usług, progi zamieniające odczyt w alert oraz osoba, która go odbiera.

25 wpisów z tym tagiem

Moment zgłoszenia awarii rzadko pokrywa się z momentem jej powstania. Dysk zapełnia się tygodniami, kopia zapasowa przestaje wchodzić w środę, a łącze traci pakiety od miesiąca. Monitoring istnieje po to, żeby te tygodnie nie były ciszą.

Czym jest monitoring infrastruktury

Na monitoring składają się trzy rzeczy i dopiero razem mają sens: zbieranie danych z maszyn, progi rozstrzygające, od którego momentu odczyt jest problemem, oraz droga powiadomienia do kogoś, kto zareaguje. Brak któregokolwiek elementu zamienia całość w archiwum wykresów.

Zbierane są zwykle cztery grupy odczytów: zasoby maszyny, czyli obciążenie procesora, zajętość pamięci oraz wolne miejsce na dyskach; dostępność usług, czyli czy strona odpowiada i czy baza przyjmuje połączenia; stan sprzętu, czyli temperatury, zasilacze i dyski w macierzy; oraz zdarzenia, czyli to, co systemy same o sobie zapisują.

Jak działają progi i powiadomienia

Najbliżej temu do czujnika dymu. Czujnik nie gasi pożaru i nie wie, co się pali. Robi jedną rzecz: mierzy zadymienie i przekracza próg, przy którym zaczyna hałasować, zanim ogień wyjdzie poza kosz na śmieci.

Konkret leży w progach, bo to one, a nie same odczyty, rozstrzygają o wartości całości. Próg ustawiony zbyt wysoko powiadamia wtedy, gdy jest już awaria, więc niczego nie zapobiega. Próg ustawiony zbyt nisko wysyła kilkadziesiąt wiadomości dziennie, po czym ludzie zakładają na nie regułę przenoszącą je do osobnego katalogu i przestają je czytać. Alarm ignorowany przez wszystkich szkodzi bardziej niż jego brak, ponieważ tworzy przekonanie, że ktoś patrzy.

Czym różni się od raportowania

Monitoring bywa mylony z raportem miesięcznym i różni się od niego momentem działania. Raport opisuje miniony okres i odpowiada na pytanie, jak było. Monitoring odzywa się w chwili, gdy dysk zapełnia się w osiemdziesięciu procentach, czyli zanim cokolwiek stanie.

Warto rozdzielić też monitoring od rejestrowania zdarzeń. Rejestr zbiera zapisy na później i odpowiada na pytanie zadane po incydencie, natomiast monitoring pyta o stan teraz. Firma potrzebuje zwykle obu, a kupuje jedno, uznając że drugie się w nim zawiera.

Co najbardziej potrzebuje czujnika

Przede wszystkim przy rzeczach, które pracują w tle i nie mają użytkownika zgłaszającego usterkę. Kopia zapasowa, która przestała wchodzić, nie ma kto zgłosić, bo nikt jej nie używa aż do dnia odtwarzania. Tak samo synchronizacja z bankiem, kolejka dokumentów do systemu księgowego i przepływ automatyzacji uruchamiany nocą.

Drugim naturalnym miejscem jest sprzęt zapowiadający awarię z wyprzedzeniem. Dysk w macierzy zgłasza rosnącą liczbę błędów na długo przed tym, jak przestanie odpowiadać, a zasilacz awaryjny raportuje wiek baterii. Oba te odczyty zamieniają awarię nagłą w zaplanowaną wymianę.

Trzecim są rzeczy, które wygasają po cichu i mają datę. Certyfikat strony, domena, licencja urządzenia brzegowego, hasło konta technicznego z wymuszoną rotacją: każde z nich działa bez zarzutu do chwili, w której po prostu przestaje, a przypomnienie o terminie jest tańsze od telefonu z informacją, że sklep nie przyjmuje płatności.

Na co uważać

Skuteczność rozstrzyga się poza technologią. Powiadomienie wysłane na skrzynkę otwieraną raz dziennie jest równoważne jego brakowi, a alert bez ustalonej osoby dyżurnej trafia do wszystkich i przez to do nikogo. Czas trwania awarii skraca nie sam system, lecz decyzja o tym, kto ogląda powiadomienia poza godzinami pracy i co ma prawo zrobić bez pytania właściciela o zgodę.

Druga pułapka dotyczy tego, kto pilnuje pilnującego. System monitorujący postawiony na tej samej maszynie co monitorowane usługi milczy razem z nimi, a wyłączony agent nie zgłasza, że został wyłączony. Brak sygnału musi więc sam być zdarzeniem, bo inaczej cisza wygląda dokładnie tak jak spokój.

Czego monitoring nie zastąpi

Monitoring nie zastępuje wiedzy o tym, co w firmie stoi. Dopóki nie ma spisu urządzeń i usług, czujniki wiszą na tym, co ktoś pamiętał, a maszyna zapomniana przez spis jest zapomniana także przez monitoring. Kolejność jest jednokierunkowa: najpierw inwentaryzacja, potem czujniki.

Nie zastępuje również procedury. Wykrycie problemu bez ustalonego, kto go przejmuje i w jakim czasie, przenosi awarię z kategorii niezauważonych do kategorii zauważonych i nienaprawionych, co bywa gorsze, bo istnieje na to zapis z godziną.

Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?