Pomoc zdalna
  • tag
  • cloudron
Pexels, Jean Fourche
Tag

#cloudron

Cloudron różni się od reszty paneli tym, że sprzedaje utrzymanie aplikacji, a nie samo ich uruchamianie. Opis mechanizmu, modelu licencyjnego oraz miejsc, w których ten układ uwiera.

4 wpisy z tym tagiem

Cloudron różni się od pozostałych paneli do własnego serwera jednym rozstrzygnięciem: nie służy do uruchamiania dowolnego obrazu znalezionego w internecie, tylko programów zapakowanych, przetestowanych i aktualizowanych przez jego autorów. Panel jest tu dodatkiem, a właściwym towarem jest praca wykonana wcześniej po stronie producenta.

Bliskim odpowiednikiem jest serwis autoryzowany. Warsztat na rogu naprawi każdy samochód, jaki wjedzie na podnośnik, i za to się go ceni. Serwis autoryzowany obsługuje wyłącznie modele ze swojej listy, za to zna terminy przeglądów, ma części z jednego źródła i prowadzi książkę zapisów. Reszta tekstu opisuje, co ta lista i ta książka oznaczają w praktyce.

Katalog zamiast dowolnego obrazu

Programy widoczne w panelu, a jest ich ponad setka, przechodzą przez własne opakowanie: przygotowanie sposobu instalacji, podpięcie bazy danych, wskazanie katalogów z danymi, ustawienie zmiennych i przetestowanie aktualizacji z poprzedniego wydania na następne.

Dzięki temu podniesienie wersji jest kliknięciem, a nie wieczorem z instrukcją migracji. Autorzy przygotowanych paczek udostępniają je na wolnej licencji, więc widać, co dokładnie robią, a przy odrobinie wysiłku można spakować własny program według tego samego wzoru.

Cena tego rozwiązania jest wpisana w konstrukcję. Świeża rzecz, która ukazała się w zeszłym miesiącu, pojawi się tutaj wtedy, gdy ktoś ją zapakuje, i ani chwili wcześniej.

Jedno logowanie dla wszystkiego, co zainstalowane

Panel prowadzi własny katalog kont i podłącza do niego zainstalowane programy. Nowy pracownik dostaje jedno konto oraz dostęp do wybranych aplikacji, a odchodzący traci wszystko wyłączeniem konta w jednym miejscu.

To jest różnica gatunkowa wobec zbioru osobno postawionych kontenerów, gdzie każda rzecz ma własną listę użytkowników i własne hasła. Ten szczegół decyduje o tym, że taki serwer nadaje się do firmy, a nie tylko do domu.

Domena, certyfikat i poczta pod jednym dachem

Instalacja zaczyna się od podania domeny. Panel sam dopisuje wpisy w DNS u obsługiwanych operatorów, sam pobiera certyfikaty i sam je odnawia, więc każda uruchomiona rzecz od razu ma adres i szyfrowanie.

W zestawie idzie także serwer pocztowy z kontami w tej samej domenie. To bywa argumentem rozstrzygającym przy wyborze, bo poczta na własnej maszynie zwykle jest osobnym przedsięwzięciem, i bywa też źródłem kłopotów, o czym niżej.

Kopia liczona osobno dla każdego programu

Kopie zapasowe są tu wbudowane i robione w rozbiciu na pojedyncze aplikacje, razem z ich bazami. Odtworzyć da się jedną rzecz do stanu sprzed tygodnia, bez ruszania pozostałych, a całą instalację można przenieść na serwer u innego operatora.

Docelowe miejsce składowania wskazuje się samodzielnie: dysk, zasób sieciowy albo magazyn obiektowy u zewnętrznego dostawcy. Kopia leżąca w tej samej maszynie ratuje po pomyłce człowieka, a po pożarze albo kradzieży sprzętu już nie.

Kod widoczny, użycie płatne

Model licencyjny bywa mylnie streszczany jednym słowem, a jest złożony z dwóch warstw. Sama platforma przestała być wolnym oprogramowaniem w roku 2019, gdy licencja zmieniła się z AGPL na własnościową. Kod nadal leży publicznie i powstaje na widoku, ale uruchomienie go produkcyjnie wymaga wykupionej subskrypcji, co określa się mianem source available.

Druga warstwa to paczki aplikacji, które pozostały na wolnej licencji. Rozróżnienie ma znaczenie przy analizie prawnej: własnościowa jest podstawa, nie zawartość katalogu.

Wariant bezpłatny istnieje i mieści dwie aplikacje, czyli starcza na sprawdzenie, jak to działa. Płatne poziomy zdejmują ten limit, a wyższy dokłada grupy i role użytkowników, udostępnianie katalogu kont na zewnątrz oraz kilka miejsc na kopie. Subskrypcja jest przypisana do serwera i nie działa jednocześnie na dwóch, więc środowisko testowe obok produkcyjnego to osobna pozycja w rachunku.

Gdzie ten układ uwiera

Zależność jest realna i warto ją nazwać. Opłata nie kupuje programu, tylko bieżące utrzymanie zestawu, więc jej zaprzestanie zatrzymuje ten strumień, choć zainstalowane rzeczy pracują dalej.

Serwer pocztowy niesie osobny ciężar. Dostarczalność wiadomości zależy od reputacji adresu liczbowego przydzielonego przez operatora, a adres z puli używanej wcześniej do rozsyłania spamu potrafi lądować w koszu odbiorcy przez wiele tygodni, niezależnie od poprawnie ustawionych wpisów uwierzytelniających.

Trzecia rzecz dotyczy sprzętu. Instalacja oczekuje świeżego systemu na wyłączność i przejmuje na nim porty oraz konfigurację, więc dokładanie jej do maszyny obsługującej już coś innego kończy się konfliktem.

Kiedy lepiej wybrać coś innego

Zespół wdrażający własną aplikację niewiele tu znajdzie, bo cały pomysł kręci się wokół gotowych programów, a nie wokół budowania obrazów z repozytorium. Pojedyncza usługa na jednym serwerze nie usprawiedliwia takiej machiny, skoro chodzi o jedną rzecz do pilnowania. Sensu nie ma również tam, gdzie zapadła decyzja o pełnej kontroli nad każdą warstwą, bo Cloudron świadomie tę kontrolę ogranicza i właśnie za to się płaci.

Tomasz Kaczmarek
Tomasz Kaczmarek

Mogę Ci jakoś pomóc?